środa, 1 stycznia 2020

Służba na pokładzie U-Boota

Służba w Unterseeboots-Flottille była jedną z najbardziej niebezpiecznych i najtrudniejszych we wszystkich jednostkach szczebla taktycznego Wehrmachtu. Dla osoby postronnej życie na pokładzie U-Boota było niemałym szokiem - wszędzie ciasno, wilgotno i brudno, a w dodatku sporą część czasu spędzało się pod wodą. Jednak dla marynarzy Kriegsmarine było to wyróżnienie i uważali się oni za elitę tego rodzaju wojsk. Jak wyglądało ich codzienne życie na pełnym morzu, daleko od lądu?

Zanim przejdę do sedna, trzeba wybrać jakiś typ okrętu podwodnego, który stanie się bazą do opisu, bo poszczególne typy nieco się między sobą różniły. Jako że najpopularniejszym i najczęściej używanym niemieckim U-Bootem II wojny światowej był typ VII, to właśnie on stanie się głównym bohaterem artykułu, a ściślej mówiąc - jego pierwsza wersja. Z wyborem tym na pewno zgodziły się Großadmiral Karl Dönitz, który od początku swojej przygody jako dowódca U-Bootwaffe nalegał wręcz, aby to okręty średnie stanowiły jej trzon.

U-33 z 2. Unterseeboots-Flotille "Saltzwedel" to przykład okrętu podwodnego typu VIIA
Źródło: https://www.scottishshipwrecks.com/wp-content/uploads/2018/12/U33-Photo-stbd.jpg
"U-Boot jaki jest, każdy widzi" - parafrazując znany cytat z encyklopedii "Nowe Ateny" z 1745 r. Benedykta Chmielowskiego trzeba mieć na uwadze, że była do dość skomplikowana konstrukcja, która musiała być dostosowana do bardzo trudnych warunków. Mierzący 64 m długości i 5,8 m szerokości U-Boot typu VIIA miał sztywny, podzielony od dziobu do rufy kadłub mieszczący sześć w miarę jednakowych przedziałów. Wewnątrz jego wymiary kurczyły się do 42,5 m długości oraz 3 m szerokości w większości sekcji, co powodowało, że był on bardzo ciasny dla czterdziestu marynarzy, trzech oficerów i dowódcy. Niejednokrotnie długie przebywanie wewnątrz okrętu podwodnego kończyło się nieodkrytą wcześniej klaustrofobią.
W przedziale dziobowym U-Boota typu VIIA mieściła się główna bateria ogniowa, czyli 4 wyrzutnie torpedowe stanowiące podstawowe uzbrojenie okrętu. Przechowywano tam także 10 torped: 4 w wyrzutniach gotowe do odpalenia oraz 6 zapasowych, z czego dwie w pomieszczeniach górnego pokładu, a cztery - z zęzach (najniższym miejscu wewnątrz kadłuba). Przedział ten służył również jako punkt dowodzenia oficera kierującego strzelaniem torpedowym oraz jako pomieszczenie mieszkalne dla 24 marynarzy i mechaników. Mieli oni wyznaczone 12 składane koja z wbudowanymi ściankami wzdłuż grodzi oraz czterema hamakami. Posiłki odbywali na niewielkich, składanych stolikach, siedząc na dolnych kojach. Ogólnie rzecz biorąc sekcja ta była tak zawalona torpedami, załogą i różnymi urządzeniami, że nie dało się w niej stać w pozycji wyprostowanej, a i z poruszaniem był problem. W związku z tym szybko przylgnęło do niej określenie "jaskinia".

Pokrywy z dziobowych wyrzutni torped znajdujące się w przedziale dziobowym
na U-995 typu VIIC z 9. Unterseeboots-Flotille
Źródło: https://www.warhistoryonline.com/war-articles/want-to-see-inside-a-u-boat-then-look-here-for-42-stunning-images.html
U-Boot typu VIIA był wyposażony w dwa rodzaje torped z 270-kiligramowymi głowicami bojowymi. Starsze posiadały napęd parogazowy (G7a), a nowe - których istnienie utrzymywano w tajemnicy - napęd akumulatorowy (G7e), niepozostawiający żadnych śladów na wodzie. Oba typy mierzyły 7 metrów oraz miały średnicę 53,3 cm ważąc przy tym około dwóch ton i oba trzeba było regularnie sprawdzać co 3 lub 4 dni, aby nie zaskoczyć się przy nagłej potrzebie otwarcia ognia. Konserwacja torped była jednym z najważniejszych obowiązków marynarzy służących w U-Bootach i miała pierwszeństwo przed jedzeniem i snem. Żeby ją wykonać prawidłowo, konieczne było podwieszenie koi, a także złożenie stolików, żeby wysunąć torpedy częściowo z wyrzutni. Więcej pracy było przy torpedach zapasowych, bo aby się do nich dostać, trzeba było podnieść płyty pokładowe. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że ci, którym przypadło kwaterowanie w sekcji dziobowej, modlili się o działania bojowe, bo każda wystrzelona torpeda = więcej miejsca.

Ładowanie torped do wnętrza U-Boota w porcie w Wilhelmshaven zimą 1939/1940 r.
Źródło: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Bundesarchiv_Bild_101II-MW-5536-01,_Wilhelmshaven,_U-Boot,_Torpedo-%C3%9Cbernahme.jpg
Kolejny przedział był nieco bardziej do życia. Mieścił on połowę  baterii okrętowych (62 sztuki), a nad nimi ulokowano pomieszczenia do spania i jedzenia dla dziewięciu członków załogi: kapitana, trzech oficerów, pięciu starszych podoficerów i/lub podchorążych oraz praktykantów. Koja dowódcy okrętu znajdowała się na lewej burcie i była odgrodzona od reszty kotarą, a naprzeciwko niej znajdowała się prycza radiotelegrafisty. Pozostała siódemka spała w kojach wzdłuż prawo- i lewoburtowych grodzi. Dodatkowo w korytarzu umiejscowione były dwie kabiny: radiowa i hydrolokacyjna. Kapitan i oficerowie spożywali posiłki na małym, składanym stoliku, siedząc na dolnych kojach po przeciwnej stronie, aby było miejsce dla przechodzących do sekcji dziobowej.

Marynarze z U-107 typu VIIB z 2. Unterseeboots-Flotille "Saltzwedel" w sekcji dziobowej okrętu 
Źródło: https://www.bild.bundesarchiv.de/dba/de/search/?yearfrom=1939&yearto=1945&query=U-Boot&page=5
Kolejny przedział stanowiła centrala, która znajdowała się prawie na środku okrętu. Jak łatwo się domyśleć, znajdowało się tu centrum dowodzenia okrętu. Pomieszczenie miało zaledwie 6 metrów długości, ale zapełniało je mnóstwo urządzeń do prowadzenia U-Boota w położeniu nawodnym i podwodnym, czyli regulatory steru poziomego i sterów głębokościowych, telegraf maszynowy, żyrokompas, zawory do szasowania i odpowietrzania balastów oraz innych zbiorników, nawigacyjny stół nakresowy, a także robocza końcówka jednego z dwóch peryskopów. Łącząc to wszystko, jeśli któryś z marynarzy miał więcej niż 180 cm wzrostu - z trudem mógł się tam wyprostować. Resztę wolnej przestrzeni zapełniały tarcze przyrządów z podziałkami i różnego rodzaju przyrządy pomiarowe, które nieustannie trzeba było kontrolować.

Centrala U-Boota
Źródło: https://www.warhistoryonline.com/war-articles/want-to-see-inside-a-u-boat-then-look-here-for-42-stunning-images.html
Środek centrali zajmowała dolna osłona dużej cylindrycznej rury, w której znajdowała się drabinka prowadząca do kiosku - małego centrum bojowego. Znajdowały się tam stanowiska sterowania, telegraf maszynowy, repetytor żyrokompasu, robocza końcówka peryskopu bojowego o małym przekroju i przyrząd do ustawiania kąta uderzenia oraz toru torpedy pod linią wody. W czasie podwodnych ataków peryskopem posługiwał się dowódca, który głośno przekazywał dane (wielkość celu, szacunkowa prędkość i zasięg, kąt uderzenia, odległość, itp.) oficerowi obsługującemu przelicznik torpedowy, wydawał rozkazy sternikowi okrętu, a marynarzom w centrali na dole - polecenia sterowania głębokością.

Przedział przejściowy wraz z kojami dla załogi
Źródło: https://www.warhistoryonline.com/war-articles/want-to-see-inside-a-u-boat-then-look-here-for-42-stunning-images.html
Kiosk stanowił także część systemu awaryjnego opuszczania U-Boota. W razie zatopienia, najwięcej problemów stanowiło przełamanie ogromnego ciśnienia wody w celu otwarcia luku. Aby to zrobić bez problemu, załogi U-Bootów typu VII musiały działać zgodnie z następującymi wytycznymi:
  1. Zgromadzić się w centrali 
  2. Uszczelnić drzwi wodoszczelne wzdłuż okrętu
  3. Nałożyć aparaty tlenowe 
  4. Napełnić centralę wodą morską do poziomu ponad osłonę rury prowadzącej do kiosku 
  5. Wpuścić sprężone powietrze z wylotów w pułapie 
  6. Stopniowo zwiększając ciśnienie, poczekać aż wypchnie ono wodę morską przez osłonę do góry, do kiosku 
  7. Kiedy to nastąpi, luk w kiosku prowadzący do mostka otworzy się swobodnie, gdyż ciśnienie zrówna się z tym na zewnątrz
  8. Wydostać się z okrętu, nurkując pod osłoną rury 
  9. Płynąc w górę do kiosku, potem na mostek i dalej na powierzchnię 
Kiosk w U-203 typ VIIC z 1. Unterseeboots-Flotille "Weddigen"
Źródło: https://bundesbildarchiv.init-ag.de/device_barch/dev2/2019/12-16/38/d5/file78fhhlsrldh16l6md4vy.jpg
Kandydaci do służby w U-Bootach ćwiczyli podwodne wydostawanie się na zewnątrz z okrętu na makietach centrali, wbudowanych w dno wież ciśnień. Nie ma się co dziwić, że wielu z nich nie zaliczało tego bardzo stresogennego testu. 
Następny przedział - rufowy centrali - był już nieco mniej klaustrofobiczny. W jego dolnej części znajdowała się druga część akumulatorów (62 sztuki), a nad płytami pokładowymi - 8 wbudowanych koi dla podoficerów oraz 36 małych schowków o powierzchni 30 cm³. Marynarze chowali tam swoje przedmioty osobiste. Podobnie jak w poprzedniej sekcji, w tej także jadano na małych stolikach, siadając na dolnych kojach tak, aby umożliwić przejście innym.

Peryskop w centrali okrętu U-94 typu VIIC z 7. Unterseeboots-Flotille "Wegener" oraz jego dowódca - Kapitänleutnant Herbert Kuppisch; Saint-Nazaire, Francja, 9 czerwca 1941 r.
Źródło: https://www.bild.bundesarchiv.de/dba/de/search/?yearfrom=1939&yearto=1945&query=U-Boot&page=5
W tej części okrętu, na lewej burcie znajdowało się jedno z najważniejszych, o ile nie najważniejsze dla marynarzy pomieszczenie - kuchnia - gdzie przygotowywano posiłki dla całej załogi. Składała się ona z niewielkiej kuchenki elektrycznej z pokrywką, z trzema palnikami, dwóch małych piecyków oraz zlewu wielkości przeciętnego talerza. Kucharze nosili jedzenie do wszystkich przedziałów, a następnie zbierali brudne naczynia. Marynarze bardzo sobie chwalili wyżywienie na U-Bootach typu VII, jednak było ono ograniczone w związku z brakiem odpowiedniego miejsca na przechowywanie produktów i półproduktów. Każde wolne miejsce było wykorzystywane do składowania ziemniaków, serów i sporej ilości puszek herbaty, kawy, mleka, owoców czy słodyczy. Porcjowany suszony czarny chleb był przechowywany w siatkowych hamakach pod sufitem. Na niektórych U-Bootach znajdował się dodatkowy zapas chleba w puszkach, który podobno nie pleśniał. Oprócz tego, wszędzie pod pokładami wisiało mnóstwo gatunków wędzonego mięsa, w tym oczywiście kiełbasy.

Kambuz - czyli okrętowa kuchnia
Źródło: https://www.warhistoryonline.com/war-articles/want-to-see-inside-a-u-boat-then-look-here-for-42-stunning-images.html
Kolejnym, piątym już przedziałem, była maszynownia silników wysokoprężnych, gdzie pracowały dwie jednostki o mocy 1 160 KM umiejscowione po obu burtach okrętu. Spaliny silnikowe odprowadzane były za burtę i mieszały się z wodą morską w celu zmniejszenia ilości dymu. W sekcji tej znajdowała się także sprężarka powietrza służąca do napełniania zapasowych butli oraz niewielki destylator słodkiej wody, używany przede wszystkim do uzupełnienia 124 ogniw akumulatorowych, które mocno się nagrzewały, co doprowadzało do parowania.

Maszynownia silników wysokoprężnych
Źródło: https://www.warhistoryonline.com/wp-content/uploads/2015/04/4448162_orig-640x422.jpg
Ostatni rufowy przedział nazywano elektrownią nie bez powodu, bo mieściły się tu dwa silniki elektryczne o mocy 375 KM. W czasie pracy silników spalinowych mogły służyć do je użyć do ładowania baterii, a w trakcie zanurzania, kiedy wyłączano obie jednostki wysokoprężne - te zespoły silnikowo-prądnicowe pozostawały sprzężone z wałami napędowymi, czerpiąc energię z baterii. 
U-Booty typu VIIA były uzbrojone także w rufową wyrzutnię torped, usytuowaną na zewnątrz kadłuba. Strzelanie z niej odbywało się przy pomocy zdalnie sterowanych urządzeń w sekcji rufowej. W porcie marynarze ładowali wyrzutnię torpedą o napędzie powietrznym, która była mniej problematyczna niż jej elektryczny odpowiednik. Warto dodać, że na morzu nie można było załadować tej wyrzutni ponownie i rozwiązanie tej kwestii przyszło dopiero z nowymi generacjami: typem VIIB i VIIC, gdzie umiejscowiono wyrzutnię wewnątrz rufowego przedziału i - ku niezadowoleniu marynarzy - wygospodarowano miejsce pod płytami pokładowymi na zapasową torpedę.

Maszynownia silników elektrycznych 
Źródło: https://www.warhistoryonline.com/war-articles/want-to-see-inside-a-u-boat-then-look-here-for-42-stunning-images.html
Przechodząc w górę kiosku dochodziło się do mostka. W czasie działań nawodnych, gdy okręt był najbardziej narażony na ostrzał i wykrycie, przebywało tam cztery osoby z załogi: oficer wachtowy wraz z trzema obserwatorami. Wszyscy byli wyposażeni w lornetki Carl Zeiss 7x50 w celu wypatrywania innych jednostek nawodnych lub samolotów w swoim 90-stopniowym sektorze. Podczas tego zadania wymagano maksymalnego skupienia i jakiekolwiek przeoczenie lub dostrzeżenie czegoś za późno było nieakceptowalne, bo bezpieczeństwo okrętu zależało od jak najwcześniejszego wykrycia nieprzyjaciela. W związku z tym, iż było to ogromnie odpowiedzialne zadanie, karą niedopełnienie obowiązków było formalne dochodzenie i bardzo surowe środki dyscyplinarne.

Rufowa wyrzutnia torped (U-Boot typu VIIB/C/D)
Źródło: https://www.warhistoryonline.com/war-articles/want-to-see-inside-a-u-boat-then-look-here-for-42-stunning-images.html
W czasie ładnej pogody pełnienie wachty na mostku było przyjemną odskocznią od ciasnego i ciemnego wnętrza okrętu. Było to także jedyne miejsce, gdzie można było sobie zapalić papierosa. Z drugiej strony - w czasie burzy, deszczu czy mrozu - mostek stawał się najmniej lubianą sekcją. Marynarze często narażali życie, bo podczas sztormu U-Bootem niemiłosiernie kołysało, woda była wszędzie, a zabezpieczeni jedynie specjalną uprzężą - mogli w każdej chwili skończyć w morzu. Po skończonej wachcie marynarze szybko schodzili na dół cali zziębnięci i przemoczeni, a nierzadko obolali. Stojących na pomoście wiatry smagały lodowatymi bryzgami, a niekiedy gradem i zamarzniętym deszczem. Widoczność podczas sztormu nierzadko była równa zeru. Była to jedyna sytuacja podczas działań patrolowych, kiedy dolny pokład był tym bardziej pożądanym miejscem, ale tam też nie było za ciekawie. Wrażenie było takie, jakby ktoś znalazł się w rozhuśtanej beczce. Nie można było ani przygotować, ani jeść posiłków, na co z resztą niewielu miało ochotę. Nawet najbardziej doświadczeni marynarze często podczas sztormu czuli mdłości.

Wachta na zimnych, północnych wodach nie była niczym przyjemnym 
Źródło: https://www.bild.bundesarchiv.de/dba/de/search/?yearfrom=1939&yearto=1945&query=U-Boot&page=8
Mostek pełnił także funkcję dowodzenia w razie nocnego ataku. Kapitan przebywał na dole, przy ręcznej planszy miarowej, aby połapać się w sytuacji, a w tym czasie oficer wachtowy podawał mu namiary, które odczytywał przy użyciu lornetki, zamontowanej na repetytorze żyrokompasu, a jak kapitan wydał stosowny rozkaz - nakazywał odpalenie torped. Trzej lub czterej oficerowie wachtowi na mostku byli najbardziej doświadczonymi członkami załogi z umiejętnością dobrego widzenia nocą. Mieli obowiązek meldować o wszystkim co zauważyli w swoim 90-stopniowym sektorze.
Oprócz torped, wszystkie pełnomorskie U-Booty były uzbrojone w działko pokładowe, które miały służyć do zatapiania nieuzbrojonych lub lekko uzbrojonych statków handlowych, albo ewentualnie do obrony w szczególnych sytuacjach. U-Boot typu VIIA miał na wyposażeniu bezosłonowe działko 8,8 cm L/45 i zapas 220 nabojów, które składowano pod pokładem górnym, a nad kadłubem sztywnym i w razie użycia - podawano je przez właz z rąk do rąk. Główny magazyn amunicji zlokalizowany był wewnątrz kadłuba sztywnego pomiędzy zbiornikiem paliwa nr 2 a pomieszczeniem akumulatorów nr 2. Naboje z niego podawano bezpośrednio przez właz kiosku. Obsługę działa stanowiło trzech marynarzy oraz dodatkowych trzech do podawania pocisków z magazynów.

Mostek pełnił jedną z najważniejszych funkcji podczas ataku lub obrony nawodnej; poniżej mostek i pokład z U-576 typu VIIC z 7. Unterseebootsflottille "Wegener"
Źródło: https://cbsnews2.cbsistatic.com/hub/i/r/2017/03/31/b813847f-4688-41fd-a22e-dc229bd66b31/
Toaleta w U-Bootach typu VIIA była, no cóż, bardzo prymitywna. Stanowiły ją dwa sedesy we wnękach o powierzchni budki telefonicznej. Jedna znajdowała się na prawej burcie, w przedniej części pomieszczeń dla oficerów, a druga na rufie, bezpośrednio przylegając do kuchni. W związku z tym, że w okrętach brakowało pomieszczeń do składowania żywności, przeważnie korzystano tylko z tej drugiej, dlatego sedesu w części oficerskiej używała cała załoga, czyli 44 mężczyzn. Proszę sobie wyobrazić, jaka musiała być do niej kolejka. Co więcej, podczas służby na U-Boocie dostęp do słodkiej wody był mocno ograniczony. Był zakaz kąpania się, za to zachęcano do noszenia brody. Nieprzyjemny zapach starano się niwelować za pomocą mydlanych płynów, a dodam że marynarze nie mieli ubrań na zmianę. Włosy i brody szybko nasiąkały silikonowym smarem i wodą morską. Wewnątrz okrętu śmierdziało mieszanką oleju napędowego, potu, jedzenia i tych mydlanych płynów, które teoretycznie miały zabić brzydki zapach, a w praktyce jeszcze bardziej go nasilały. Sam okręt, płynąc na powierzchni, zapadał się między falami, kołysał i doznawał wstrząsów. Bardzo rzadko można było stać czy iść nie trzymając się czegoś. Jeśli nie zabezpieczyło się rzeczy, np. naczyń - to przemieszczały się w tylko sobie znanym kierunku. Oprócz tego, zimna woda morska dostawała się wszędzie, gdzie tylko miała możliwość, a systemy ogrzewania i wentylacji przeważnie nie spełniały swojej roli, toteż było albo bardzo zimno, albo zbyt gorąco, chociaż solidarnie zawsze wilgotno i lepko. To wszystko sprzyjało szybkiemu psuciu się żywności i awariom urządzeń pokładowych, które bez przerwy szwankowały.

Toaleta na U-Boocie o rozmiarze budki telefonicznej
Źródło: https://www.warhistoryonline.com/wp-content/uploads/2015/04/6743246_orig-426x640.jpg
Nieodłącznym elementem życia codziennego marynarzy było zanurzanie się pod wodę. Przypominało to nieco jazdę windą w dół, ale ogólnie opadanie nie była zauważalne. Dopiero gdy okręt się stabilizował, można było odczuć większe szarpnięcie. Proces ten wyglądał następująco:
  1. Do specjalnych do tego celu zbiorników od spodu wpuszczało się wodę
  2. Od góry otwierano odwietrzniki oraz klapy, aby mogło ujść powietrze
  3. Dzięki wodzie okręt robił się na tyle ciężki, że mógł się zanurzyć 
Za zanurzanie i wynurzanie, które przebiegało odwrotnie (1. zamknięcie odwietrzników i klap 2. wyparcie wody poprzez sprężone powietrze), był odpowiedzialny jeden z marynarzy, który musiał wiedzieć, jaką ilość wody potrzeba, aby okręt mógł bez problemu zejść niżej. Każdy kilogram, który ubył, np. poprzez wystrzelenie torped, musiał być korygowany wodą, aby okręt się nie wynurzał. Marynarz musiał także zwracać uwagę na temperaturę wody. W zależności od tego czy było zimniej czy cieplej, pływało się z mniejszym bądź większym jej ciężarem.

Zawory sterujące balastami
Źródło: https://www.warhistoryonline.com/war-articles/want-to-see-inside-a-u-boat-then-look-here-for-42-stunning-images.html
Jak już wspomniałem, na U-Boocie typu VIIA służyło 44 żołnierzy: 40 marynarzy (w tym podoficerowie), 3 oficerów i dowódca. Załogę można było podzielić na personel techniczny i pokładowy. Ci pierwsi byli odpowiedzialni na obsługę okrętu, szczególnie za dopilnowanie pracy silników oraz obserwację wszelkich wskaźników. Ci drudzy pełnili wachtę, obsadzali ster i prowadzili nawigację, a w razie starć - obsadzali broń. Dodatkowym ich zadaniem było prowadzenie łączności.

Torpedysta z U-103 typu IXB z 2. Unterseeboots-Flottille "Saltzwedel" ładuje torpedę do dziobowej wyrzutni
Źródło: https://bundesbildarchiv.init-ag.de/device_barch/dev1/2019/10-18/a0/3b/file77ky8uo9lj9dpv2pbsm.jpg
Jedną z najważniejszych funkcji na U-Boocie był torpedysta, który nadzorował stan torped i przycisków odpalających. W przeciwieństwie do działa, obsługa torped była dość skomplikowana. Gdy już jest ona gotowa do strzału, dopiero wtedy zaczynają się schody, bo przecież musi ona odnaleźć właściwy tor i uderzyć bezpośrednio w cel. Jeśli ustawi się ją, np. za głęboko - przejdzie pod statkiem. Ratunkiem na to miały być torpedy elektryczne z zapalnikiem magnetycznym, które często jednak działały źle i przeważnie wybuchały za wcześnie, niekiedy zaraz po opuszczeniu okrętu zadając mu bezsensowne obrażenia - szczególnie we wczesnym okresie wojny. Dodatkowo, w związku z tym, że torpedy często trzeba wsuwać i wysuwać z wyrzutni oraz działała na nie słona woda morska, zdarzało im się rdzewieć. Dlatego bardzo ważne było ich kontrolowanie i konserwowanie.

Pokład U-32 typu VIIA z 2. Unterseeboots-Flottille "Saltzwedel" wraz z częścią załogi i widocznym działem 
Źródło: https://i.pinimg.com/originals/a7/90/43/a790433f47206f6f1e44b5569e26aed9.jpg
Co jest najważniejsze w służbie na U-Boocie? Zapewne większość marynarzy odpowiedziała by zgodnie: koleżeństwo. Często całymi tygodniami spędzało się w zamknięciu w jednym towarzystwie i o jakichś spięciach nie mogło być nowy - w takich warunkach starcia były nie do zniesienia. Im bardziej zgrana była załoga, tym większy sukces można było odnieść w boju. Największym sprawdzianem na to, jak dobrze działał personel okrętu były bez wątpienia: atak i obrona. Nierzadko jednak zdarzało się, iż przez kilka dni nic się nie działo. Nie oznaczało to jednak, że trzeba było tracić czujność, wręcz przeciwnie, im dłuższa przerwa w działaniach, tym wymagano większego skupienia, żeby w razie nagłego rozkazu ataku czy obrony - bez problemów przejść do działań.

Najważniejsze w służbie na U-Boocie było koleżeństwo; poniżej załoga U-99 typu VIIB z 7. Unterseeboots-Flotille "Wegener" oraz najskuteczniejszy dowódca okrętu podwodnego II wojny światowej i w historii zarazem - Fregattenkapitän Otto Kretschmer piją piwo niemieckiego browaru Beck's po powrocie z patrolu w sierpniu 1940 r.
Źródło: https://bundesbildarchiv.init-ag.de/device_barch/dev2/2019/12-16/b8/99/file78fhgiof2dj135tpl4rd.jpg
Sam atak też nie był niczym prostym. Przeciwnik nie był głupi i wiedział, że najlepszą obroną na czyhającego w głębinach U-Boota jest ciągła zmiana kursu, bo jak ten sobie wszystko dobrze wyliczy i namierzy, a nagle zmieni się kierunek o 90 stopni - wszystko trzeba robić od początku. Ale Niemcy byli przygotowani na takie sytuacje i zanurzając się - ustawiali okręt na kursie przed przeciwnikiem i pozwali mu do siebie podejść. Kiedy się zbliżał, w przybliżeniu ustalano z jaką szybkością płynie oraz jakim kursem. Gdy kapitan uznał, że jest najlepszy moment do strzału - padał rozkaz i torpeda bądź torpedy opuszczały wyrzutnie i... trzeba było czekać. Problemem był fakt, że potrzebowała ona czasu, aby dopłynąć do wrogiej jednostki, a ta przecież także w miejscu nie stała. Jeśli wróg wykonał w tym czasie jakiś większy zwrot lub zmienił drastycznie prędkość - notowano pudło. Dlatego ważne było obliczenie "zapasu" jaki miała mieć torpeda, aby w czasie aż dopłynie - mogła uderzyć tam gdzie powinna. Jakby tego było mało, uwzględnić trzeba było sterowanie głębokością zanurzenia. Przy większych falach było to problematyczne, bo okrętem kołysało na wszystkie strony, a sternik sterów głębokości musiał sterować nią co do centymetra.

Pracujący radiotelegrafista z U-124 typu IXB z 2. Unterseeboots-Flottille "Saltzwedel", który miał do dyspozycji m.in. maszynę szyfrującą typu Enigma, marzec 1941 r.
Źródło: https://bundesbildarchiv.init-ag.de/device_barch/dev2/2019/12-16/ac/bc/file78fhgcuo89v1mewmu4rd.jpg
Marynarze doskonale wiedzieli na co się piszą i do takich warunków byli przyzwyczajeni. Radzono sobie nawet z najbardziej beznadziejnymi przypadkami, gdyż każdy wiedział, że okręt podwodny to narzędzie bojowe, a nie koszary. Szkolenie załóg U-Bootów - szczególnie przed i w pierwszych latach wojny - było na wysokim poziomie, toteż każdy wiedział co ma robić. Marynarze z Unterseeboots-Flottillen byli dumni z tego gdzie służą i niewielu z nich zmieniłoby swą trudną służbę na jakieś inne zajęcie, ale przede wszystkim w latach pomyślnych łowów, czyli od 1939 do 1942 r., bo potem sytuacja miała się odwrócić. 

Dowódca U-124 typu IXB z 2. Unterseeboots-Flottille "Saltzwedel" - Kapitänleutnant Johann Mohr obserwuje okolicę na mostku, 1942 r.
Źródło: https://www.bild.bundesarchiv.de/dba/de/search/?yearfrom=1939&yearto=1945&query=U-Boot&page=7

3 komentarze:

  1. Przywołane tu "Nowe Ateny" księdza Benedykta Chmielowskiego to nie żadna powieść tylko jedna z pierwszych polskich encyklopedii, a parafraza dotyczy właśnie jednego z haseł - konia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziwne. Podstawowych parametrów nie ma.(zasięg:-)

    OdpowiedzUsuń