10 lipca 2019

"Stój! W miejscu skręt w lewo!" - Jagdpanzer V "Jagdpanther" na Pomorzu

Zima 1945 r. Niemcy zostają spychani ze wszystkich stron w kierunku granic III Rzeszy. W ramach Panzer-Regiment 35 z 4. Panzer-Division Heer w rejonie Gdańska walczą tzw. "żołnierze ostatniej godziny" pomagający miejscowej ludności niemieckiej w wydostaniu się z działań wojennych. Jednym z nich był Oberfeldwebel Hermann Bix - dowódca plutonu w I./Panzer-Regiment 35, któremu przyszło walczyć z Armią Czerwoną w niszczycielu czołgów Jagdpanzer V "Jagdpanther". Oto przebieg jednej z wielu walk, jakie stoczył. 

25 lutego 1945 r. I. Abteilung w końcu otrzymuje upragnione pojazdy pancerne. Od tej chwili może chociaż próbować powstrzymać na jakiś czas natarcie Armii Czerwonej. Jednostka operuje w okolicach Starogardu Gdańskiego i na południe od Kościerzyny.
- "Co to jest?" - pyta zaskoczony Oberfeldwebel Hermann Bix stojąc przed stalowym kolosem, który wyglądał dość karykaturalnie.
- "To nowe niszczyciele czołgów, Jagdpanthery" - odpowiedział żołnierz wyznaczony do przydzielenia pojazdów bojowych jednostkom liniowym.
- "Ale przecież miały być 'Panthery'. To co w takim razie trafiło do batalionu niszczycieli czołgów?" - powiedział Bix, który nie doczekał się informacji zwrotnej. Wygląda na to, że przyjdzie mu walczyć czymś, z czym nie miał do tej pory do czynienia, ale nie ma co narzekać, dobrze, że w ogóle dotarły jakieś wozy bojowe.

Wizualizacja Jagdpanzer V "Jagdpanther" należącego do Oberfeldwebela Hermann Bix'a podczas działań na Pomorzu zimą 1945 r. 
Źródło: https://weaponsandwarfare.files.wordpress.com/2015/08/dhm6336.jpg
Wraz z załogą udaje się na przegląd maszyny. Nie trzeba było eksperta żeby stwierdzić, że nie ma obrotowej wieży i należy go ustawić do strzału całym pojazdem, co będzie skutkowało zbyt długim wystawieniem się na widok przeciwnika. Z drugiej strony, ten pokaźnych rozmiarów niszczyciel o bardzo niskim zawieszeniu był uzbrojony w bardzo dobrą armatę 8,8 cm KwK 43 L/71 znaną z PzKpfw VI Ausf. B "Tiger II" o ogromnej sile przebicia, świetnym zasięgu i niezawodnej celności. Kalkulując to wszystko, obawy Bixa wydawały się bezpodstawne i już po chwili cała załoga zapomniała o nietypowych i nieznanych dotąd cechach "Jagdpanther". Trzeba było skupić się na zaletach, gdyż niebawem z pewnością przyjdzie je wykorzystać.
Bix wraz z trzema innymi "Jagdpantherami" stał na południe od Starogardu Gdańskiego, zabezpieczając zbiórkę grenadierów pancernych i tworzenie nowych linii obronnych. Bix stacjonował w jakiejś małej wiosce, ukryty za kupą nawozu tak, że dało się coś ponad nią dostrzec. Dodatkowo lufa nie była niczym przysłonięta więc w razie czego, można było przystąpić do odparcia ataku. Płaska pokrywa wieżyczki wystawała tylko kilka centymetrów ponad schronienie niszczyciela czołgów. Za nim stał Oberfeldwebel Dehm i jeszcze jeden Jagdpanther. Oba nie miały już prawie amunicji. Bez niej obie załogi były tylko obciążeniem, więc Bix polecił im, aby się nieco wycofały.
Mgła powoli się unosiła. Nagle przed swoim pojazdem Bix dostrzega dwa sowieckie czołgi, które ostrożnie i powali zaczęły się zbliżać w kierunku Niemców. Były oddalone już tylko o 1 200 m. Bix zorientował się, że nie są to T-34 ani KW-1, tylko pojazdy amerykańskie - M4 Sherman. Z doświadczenia wiedział, że łatwo je będzie zniszczyć z takiej odległości, szczególnie mając do dyspozycji działo najwyższej klasy. Po wydaniu odpowiednich rozkazów oba stanęły w płomieniach. Przez pewien czas żaden inny pojazd wroga nie odważył się opuścić swojej kryjówki. Z kolei w wiosce, pozycje obronne zostały zajęte przez załogi z Panzer-Regiment 35, które utraciły swoje czołgi - w ten sposób Bix był zabezpieczony przed niespodziewanymi atakami z prawej i lewej strony, szczególnie, że Jagdpanther miał dość ograniczone pole widzenia, a i nie dało się mieć oczu dookoła głowy.

Oberfeldwebel Hermann Bix - bohater dzisiejszego artykułu
Źródło: http://www.lexikon-der-wehrmacht.de/Personenregister/B/BixH.htm
Jakieś pół godziny po zniszczeniu dwóch czołgów Armii Czerwonej Bix słyszy odgłosy silników dobiegające z prawej strony. Odległość ocenił na 1 000 m. Niebawem dostrzegł dwa nieprzyjacielskie pojazdy, które miały zamiar objechać wioskę. Armata 8,8 cm KwK 43 L/71 na tę odległość strzelała tak dokładnie, że właściwie nie było możliwości chybić. W związku z tym kolejne dwie maszyny stały unieruchomione, a ich załogi nie wiedziały nawet skąd padł strzał.
Bix szybko doszedł do wniosku, że Sowieci szukają słabego punktu obrony Niemców, aby dokonać tam wyłomu. Należało zachować czujność na całym froncie, ponieważ załoga Bixa była praktycznie sama w tym szerokim korytarzu. Oba pozostałe Jagdpanther wycofały się za zgodą Bixa, gdyż nie miały już prawie amunicji. Celowniczy Bixa zameldował, że im zostało tylko 5 pocisków odłamkowo-burzących i 20 pocisków przeciwpancernych. "Gdzieś w okolicy stoi nasz dowódca kompanii ze swoimi Panterami - Leutnant Tautorus. Zgłoszę mu przez radio miejsce postoju oraz braki amunicji" - powiedział Bix do swojej załogi. Jednak w odpowiedzi usłyszał, że ma powstrzymywać Sowietów tak długo, jak to możliwe, ponieważ piechota nie skończyła jeszcze budowy umocnień. W tym samym czasie zabezpieczające grupy pancerniaków musiały wycofać się z wioski, aby nie stracić kontaktu z resztą oddziału. W takiej sytuacji Bix nie miał jak kontrolować tego, co dzieje się po jego lewej i prawej stronie. Nawet gdyby Sowieci wmaszerowali tam czwórkami i krokiem defiladowym, nikt z załogi by tego nie dostrzegł.
W związku z zaistniałą sytuacją Bix jeszcze dokładniej obserwował leżące naprzeciwko jego pozycji wzniesienie. Wkrótce zauważył ze zdziwieniem, że Rosjanie bez niczego utworzyli dwa stanowiska dział przeciwpancernych na jego zboczu. "Czyżby w ten sposób chcieli złapać mnie za gardło?" - pomyślał i kazał działonowemu załadować pocisk odłamkowo-burzący. Po podaniu namiarów padł strzał. Zaraz po nim w powietrze wyleciały kawałki drewnianych umocnień. "A więc chcieli wprowadzić nas w błąd i zbudowali atrapy, żeby ściągnąć tam ogień. Sprytne!" - powiedział pod nosem Bix. Nie wolno było popełnić drugi raz takiego błędu, szczególnie, że został zmarnowany cenny pocisk.

Jagdpanzer V "Jagdpanther" był niszczycielem czołgów zbudowanym na podwoziu PzKpfw V "Panther"; dysponował on potężną armatą 8,8 cm KwK 43 L/71 - taką samą jak PzKpfw VI Ausf. B "Tiger II"
Źródło: http://www.aslscenarioarchive.com/uploads/16.2017/jagdpanther_V_TD2.jpg
Żeby nie zdradzić swojej pozycji Bix każe wycofać swój niszczyciel o kilka metrów, tak aby nie było go widać od przodu. Teraz, gdy wystawił głowę z wieżyczki, mógł cokolwiek widzieć. Po chwili obserwacji dostrzega coś, co zmroziło mu krew w żyłach - prosto na pozycję Jagdpanther jedzie długa kolumna pancerna! Pierwszy z sowieckich czołgów był oddalony o jakieś 1 200 m, a za wozami bojowymi jechały samochody zaopatrzenia. Jeszcze przed rozpoczęciem pierwszego starcia, nauczony doświadczeniem Bix ustalił w okolicy kilka punktów odniesienia i na wszelki wypadek obliczył odległość do nich. Teraz było to bezcenne, gdyż mógł się odważyć na strzelania pociskami przeciwpancernymi do czołgów jadących na czele. Kiedy pierwszy z nich zbliżał się do punktu ustalonego na 800 m Bix wydał rozkaz do otwarcia ognia. Gdy Jagdpanther ryknął, Bix nie mógł uwierzyć w to, co zobaczył. Jego zazwyczaj doskonały celowniczy nie trafił w czołg, ale w stojące na skraju drogi drzewo! Szczęściem i nieszczęściu było to, że pokaźnych rozmiarów pień złamał się w pół, a korona spadła na prowadzący kolumnę czołg. Kierowca stracił orientację i ześlizgnął się przodem do głębokiego rowu, po czym utknął w nim bez ruchu. Jadące za nim dwa kolejne pojazdy potoczyły się w jego kierunku i zatrzymały się nagle, nie zauważając jednak pozycji Niemców. Bix obserwował przez peryskop jak ich wieżyczki skręcały w prawo, a działa zaczęły strzelać gdzie popadnie.

Przed działaniami na Pomorzu Oberfeldwebel Hermann Bix walczył w ZSRR jako dowódca PzKpfw III w Panzer-Regiment 35 działającym w ramach Kampfgruppe Eberbach; po nieudanym zajęciu Moskwy Pułk ten został wyposażony w PzKpfw IV z długolufową armatą; wiosną 1942 r. przeorganizowano Panzer-Regiment 35, a jego I. Abteilung wszedł w skład 11. Panzer-Division; jeszcze jako Feldwebel Hermann Bix został przydzielony do jego 8. Kompanie; po walkach o Woroneż Hermann Bix został awansowany do stopnia Oberfeldwebela - miało to miejsce 1 sierpnia 1942 r.; podczas działań wojennych został ranny; w szpitalu dowiedział się, że odznaczono go Złotym Niemieckim Krzyżem; ponieważ po urazach tymczasowo nie nadawał się na front, wysłano go do szkoły wojskowej podoficerów w Eisenach, aby tam pracował jako instruktor; następnie Bix stawił się do wydziału szkoleniowego we Francji, gdzie został przydzielony jako dowódca do nowego czołgu PzKpfw V "Panther"; w czerwcu 1944 r. Bix wrócił na Front Wschodni; w rejonie Baranowicze dołączył do I./Panzer-Regiment 35 z 4. Panzer-Division; podczas walk w ZSRR został ranny po raz trzeci; pod koniec stycznia 1945 r. wraz z 4. Panzer-Division został przeniesiony z Kurlandii w okolice Gdańska
Źródło: http://pavel70slama.blog.cz/1702/oberfeldwebel-hermann-bix
"Teraz nasza kolej!" - krzyknął do załogi dowódca. Mieli w zasadzie łatwą sprawę, ponieważ wieżyczki czołgów przeciwnika były odwrócone do nich szerszymi bokami. Trzeba było jednak starannie celować, bo zapasy amunicji były bardzo małe. Jeśli pozostałby chociaż jeden pojazd wroga, a Jagdpanther wystrzelałby się ze wszystkiego, mogłoby się to skończyć tragicznie. W związku z tym Bix wydaje rozkaz ostrzelania najpierw czołgu jadącego w środku kolumny, który po pierwszym trafieniu natychmiast stanął w płomieniach. Następnie przyszła kolej na czołg zamykający zgrupowanie. "Ognia!" - krzyczy Bix i już widzi przez peryskop, że i tamten jest wyłączony z walki. Potem nastąpiła rzeź. Duży i ciężki "Jagdpanther" okazał się całkiem szybki, a przede wszystkim śmiertelnie skuteczny. W ciągu 10 minut zniszczył 11 sowieckich czołgów tworzących nacierającą kolumną. Reszta, w panice, usiłując zawrócić, powjeżdżała do rowów, a tam oślepiona dymem i płomieniami, także była wyłączona z walki. Cały czas skupiony Bix wydaje rozkaz ostrzelania ciężarówek z zaopatrzeniem. Jednak celowniczy zgłasza, że pozostało tylko dwa naboje z pociskiem odłamkowo-burzącym. Również złe wieści przekazuje strzelec-radiotelegrafista: amunicja do karabinów maszynowych skończyła się. Bix nie ma wyjścia - pora się wycofać, gdyż bez amunicji nawet bardzo dobry Jagdpanther jest bez wartości.
Niszczyciel czołgów zaczął powoli cofać, ale ziemia pod gąsienicami była bardzo miękka. Niemożliwe było zakręcić pojazdem, więc metr po metrze na biegu wstecznym Jagdpanther toczył się do tyłu, aby wyjść z z pola widzenia kolumny nieprzyjaciela, która z minuty na minutę stawała się coraz bardziej odważna w działaniach.

Już 6 marca 1945 r. Armia Czerwona dociera do wybrzeża Morza Bałtyckiego odcinając 2. Armee niemiecką w Prusach Zachodnich - od tego momentu jej zaopatrzenie jest możliwe tylko drogą morską; w wyniku braków amunicji i paliwa, a także nieistniejącej już w praktyce Luftwaffe oraz przytłaczającej przewagi w ludziach i sprzęcie Armii Czerwonej, Niemcom pozostała desperacka obrona - nawet najwięksi optymiści wiedzieli, że wojna jest przegrana
Źródło: https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/c/c3/Eastern_Front_1945-01_to_1945-05.png
Silnik wył z wysiłku. Niemcy byli oddaleni od twardego gruntu tylko o kilka metrów. Jednak, gdy tylko kierowca dodawał gazu, gąsienice mieliły błoto w miejscu. W pewnej chwili Bixa ogarnęło przerażenie - przed nimi, z prawej strony, zaledwie 300 m od nich, stał we wsi w całej okazałości sowiecki czołg. Niezauważony przez załogę Jagdpanther jakimś cudem prześlizgnął się przez okolicę i przejeżdżając między domami, sam też nie spodziewał się trafić na jakiś niemiecki pojazd.
Bez względu na to jak mu się to udało, zauważył niszczyciela czołgów Bix bezczynnie przyglądał się, jak wieżyczka sowieckiego pojazdu zaczęła obracać się w jego kierunku. Niemcy nie mogli zrobić tego samego, bo nie pozwała na to konstrukcja "Jagdpanther". Gdy rosyjski czołg zatrzymał się, Bix wiedział doskonale, że jest w pozycji strzeleckiej. "Z powrotem i skręt w lewo! Stój! W miejscu skręt w lewo!" - krzyczał przeraźliwie do interkomu, a kierowca w pocie czoła próbował wymanewrować maszynę zgodnie z rozkazem. Na nic zdały się jednak jego wysiłki - "Jagdpanther" utknął w błocie i reagował, jak to kot, bardzo wolno. Zdenerwowanie dowódcy przeniosło się od razu na resztę załogi. Ładowniczy, który jako pierwszy poczuł, co zaraz nastąpi, powiedział: "Mamy jeszcze tylko dwa pociski przeciwpancerne!". Bix czuł, że serce bije mu coraz mocniej. Nie chciał się do tego przyznać, ale wiedział, że nie uda się ustawić tego stalowego klocka do pozycji strzeleckiej. Gdy ten poruszał się centymetr po centymetrze, działo sowieckiego czołgu było już gotowe do strzału. Bix spojrzał, po raz ostatni jak mu się wydawało, w prawo. "Zaraz! Czyżbym miał omamy?!" Przecież oni stoją za wysoko!" - powiedział do swojej załogi. To była szansa ratunku. Uważnie przyglądając się poczynaniom Rosjan, nie umknął mu już teraz najmniejszy drobiazg. Potem tamci popełnili zasadniczy błąd. Ich kierowca, sądząc, że może pozwolić sobie na powolne działanie, postanowił ruszyć nieco bardziej do przodu, ponieważ jego czołg opadł trochę zbyt nisko tyłem. Przez ten manewr, jego gąsienice zaczęły zagrzebywać się w błotnistym podłożu.
O ile jeszcze kilka sekund wcześniej Bix był gotów się poddać, teraz dostrzegł szansę na wyjście z beznadziejnej sytuacji. "Zachowaj spokój!" - powtarzał w myślach. Jagdpanther w końcu znalazł się w pozycji strzeleckiej. Działo znajdowało się na odpowiedniej wysokości i było gotowe do oddania strzału. Celowniczy dokładnie sprawdził odległość, gdyż nie było miejsca na pomyłkę. Rosjanie coraz bardziej zapadali się w błocie i robili na prawdę wszystko, żeby maksymalnie opuścić lufę swojego działa.

Amerykańskie czołgi typu M4 Sherman były używane przez Armię Czerwoną dzięki programowi Land Lease; właśnie z takimi pojazdami przyszło się zmierzyć Bixowi i jego załodze pod Starogardem Gdańskim pod koniec lutego 1945 r.
Źródło: https://i.imgur.com/wdFUS8f.png
Nagle Bix zauważa, że we wrogim pojeździe otworzył się luk wieżyczki. Pojawiły się w nim dwie ręce, które zaczęły machać. "Chcą się poddać, czy nas oszukać?" - pomyślał. Nie pozwalając sobie na ryzyko, wydaje ostatecznie rozkaz do otwarcia ognia. Przedostatni przeciwpancerny pocisk z ogromną siłą uderzył w przedni pancerz nieprzyjacielskiego czołgu. Potem, dla pewności, poleciał ostatni już pocisk. Sowiecka maszyna gwałtownie stanęła w ogniu, ale załodze udało się wydostać i w czwórkę uciekli w kierunku zabudowań. To był szesnasty sowiecki czołg zniszczony przez samotnego "Jagdpanther" tego popołudnia!
W związku z brakiem amunicji, Bix wraz z załogą wycofali się w kierunku niemieckich linii obronnych, gdzie kontynuowali walki. Za swoje zasługi Oberfeldwebel Hermann Bix został odznaczony 22 marca 1945 r. Krzyżem Rycerskim Krzyża Żelaznego i Odznaką za Walki Pancerne - Panzerkampfabzeichen mit Einsatzzahl 100. Wcześniej, otrzymał również m.in.: Krzyż Żelazny II klasy, Krzyż Żelazny I klasy oraz Złoty Krzyż Niemiecki. W ramach 4. Panzer-Division Oberfeldwebel Hermann Bix zniszczył ponad 75 czołgów wroga, co czyni go siedemnastym najskuteczniejszym niemieckim czołgistą II wojny światowej. 14 maja 1945 r. dotarł do Kilonii, gdzie dostał się do angielskiej niewoli. Po założeniu Bundeswehr zgłosił się na ochotnika do służby i dzięki swojemu doświadczeniu. szkolił załogi pancerne. Na emeryturę przeszedł 30 września 1970 r. w stopniu Oberststabswebela. Zmarł wieku 71 lat 31 lipca 1986 r. w Wiesbaden.

8 komentarzy:

  1. Czy to wycinek z książki 'Battleground Prussia: The Assault on Germany's Eastern Front 1944–45'? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Artykuł był oparty na relacji Hermanna Bixa zawartej we wspomnieniach Hansa Schäuflera oraz na innych pozycjach dotyczących głównego bohatera. Być może relacja ta jest dostępna także w innych monografiach.

      Usuń