środa, 5 czerwca 2019

"Ich hatt' einen Kameraden..." - ostatnia przeprawa Tygrysa nr 134

17 sierpnia 1944 r. PzKpfw VI "Tiger" o numerze bocznym 134 z 1. Kompanii 102. Batalionu Czołgów Ciężkich SS II Korpusu Pancernego SS dowodzony przez SS-Junker'a Will'a Fey'a staje przed ogromnym wyzwaniem. Niemcy znajdują się w okrążeniu w tzw. kotle Falaise i jedyne co im pozostaje, to ucieczka. Celem jest miejscowość Vimoutiers, gdzie znajduje się punkt zbiórki. Jednak żeby tam dotrzeć, załoga musi przełamać linie wroga i za pomocą kontruderzenia - przeprawić się przez Sekwanę.

Tygrys o numerze bocznym 134 znajduje się w kolumnie podążającej do Trun. W celu rozeznania zatrzymuje się na niewielkim wzniesieniu. Załoga przygląda się kierunkowskazom, gdy nagle nad ich głowami rozlega się huk eksplozji. Ostrzał artylerii! W kierunku czołgu leciały odłamki więc oznaczało to jedno - pozycja Niemców została wykryta. Trzeba się szybko ewakuować. Kierowca wciska gaz do dechy i już po chwili czołg znajduje się pomiędzy zabudowaniami nieopodal miejscowości. W pobliżu kościoła droga została zablokowana powalonymi kłodami. Załodze udało się zepchnąć je na bok i przejechać dalej w stronę strumienia. Niemcy dostrzegli dwóch młodych ludzi, którzy przyglądali się im z zainteresowaniem. Fey był pewien, że mieli oni coś do czynienia z tą blokadą, ale na prowadzenie dochodzenia nie było czasu. W międzyczasie, lekkie baterie zasypywały gradem pocisków teren walki, a w powietrzu dało się wyczuć narastające napięcie. Sytuacja stawała się coraz trudniejsza, gdyż Tygrys wymagał natychmiastowej wizyty w kompanii remontowej. Układ chłodzenia był nieszczelny i wymagał ciągłego dolewanie wody, co było bardzo problematyczne. Rozrusznik także nie działał tak, jak powinien, a wentylacja została zniszczona ogniem artylerii - w sierpniowym upale, zamknięta w czołgu załoga musiała to dotkliwie odczuwać.   

PzKpfw VI "Tiger" z 102. Batalionu Czołgów Ciężkich SS w Normandii, sierpień 1944 r.
Źródło: https://www.worldwarphotos.info/gallery/germany/tanks-2-3/tiger-panzer/panzer-vi-tiger-stab-ssspzabt-102-1944/
Wioska w której znajdowali się Niemcy była pełna pojazdów. Nad kolumną co chwilę przelatywały samoloty wroga - wszyscy zamierali w bezruchu czekając na chwilę spokoju aby ruszyć dalej. Padła decyzja o objechaniu wioski St. Lambert. Jednak Tygrys nr 134 musiał zatrzymać się na chwilę, bo niebezpiecznie wzrosła temperatura silnika. Chwilę później, gdy czołg znalazł się na otwartym polu - został bezpośrednio trafiony. Gdy kierowca zatrzymał gwałtownie maszynę, Fey krzyknął: "Oszalałeś?! W takim miejscu się zatrzymujesz?!" Ale on nie miał wyjścia - silnik przestał działać. 

Linia frontu od 6 do 19 sierpnia 1944 r. Tym razem przed załogą Tygrysa o numerze bocznym 134 czekała ciężka przeprawa przez zamknięte alianckie okrążenie w rejonie Chambois-Trun; celem była wysunięta na północny-wschód miejscowość Vimoutiers
Źródło: https://www.themaparchive.com/media/catalog/product/cache/1/image/b9d24ee63e043d9dae72d8cfeefe8ff8/A/x/Ax00537.jpg
Fey podbiegł do Tygrysa o numerze bocznym 001, aby ten ich podholował. Dowódca 102. Batalionu Czołgów Ciężkich SS - SS-Sturmbannführer Hans Weiss podjechał do czołgu w wozie rozpoznawczym i stojąc wyprostowany z zakrwawioną głową, wysłuchał wyjaśnień Fey'a. Po wymianie zdań podjął jednak najgorszą możliwą dla załogi decyzję: "Panowie, trzeba go wysadzić. Przesiądźcie się do Tygrysa nr 001". Mimo wszystko, było to najbardziej racjonalne rozwiązanie, bo w obecnych warunkach, holowanie było niemożliwe - Niemcy byli przecież w okrążeniu. 

Poglądowy model PzKpfw VI "Tiger" o numerze bocznym 134, który przyczajony w krzakach "poluje" na swoje kolejne ofiary gdzieś w Normandii latem 1944 r.
Źródło: http://www.kobza.lodz.pl/pl_galeria/big/1218.jpg
Z ogromnym smutkiem załoga szybko założyła ładunki na czołg, który towarzyszył im przez ostatnie miesiące i nie raz wyciągał ich z nawet najbardziej beznadziejnych sytuacji. Radiooperator przyczepił granat ręczny do tablicy ze wskaźnikami oraz wyrwał książkę z kodami i szyframi. Wszystko gotowe, trzeba się oddalić. Fey odpalił główny ładunek, a radiooperator wyrwał zawleczkę od granatu. Włazy wyskoczyły do góry i cała załoga szybko wydostała się spod pancerza. W pięciu biegli, jakby to była walka o życie. Żołnierze wroga tylko na to czekali. Gdy w stronę Niemców leciały pociski, a za ich plecami eksplodował Tygrys, poruszali się ile sił w nogach krótkimi skokami na bezpieczne pozycje. PzKpfw VI "Tiger" o numerze bocznym 134 przetrwał niezliczone ostrzały z pojazdów pancernych i artylerii przeciwnika, sam zniszczył kilkadziesiąt czołgów, armat i innych pojazdów przeciwnika nie odnosząc na tyle poważnych uszkodzeń, żeby nie wrócić ponownie do walki. Jednakże i jego historia skończyła się na polach Normandii - tak jak wielu innych Tygrysów zniszczonych przez własne załogi. 

Tygrys o numerze bocznym 211 z 102. Batalionu Czołgów Ciężkich SS przeprawia się przez łąki Normandii, sierpień 1944 r. 
Źródło: https://www.worldwarphotos.info/gallery/germany/tanks-2-3/tiger-panzer/tiger-heavy-tank/
Załoga spotkała się ponownie w wąwozie. Nieprzyjaciel pokrył pobliską miejscowość Chambois deszczem artylerii, niszcząc wszystko co się tam znajdowało. Fey'a i jego podwładnych zabrał czołg dowodzenia - również Tygrys. Jakiś Feldwebel z Heer machał do nich rozpaczliwie z wykopu w żwirowisku, gdy przejeżdżali obok niego. Jego prawe ramię było przestrzelone i zwisało bezwładnie. Wydawało się, że nikt nie zwraca na niego uwagi. Mimo to, czołg zatrzymał się i zabrał współtowarzysza. Trzeba go było umieścić w środku. W tym celu musiał wysiąść radiooperator, który zajął miejsce za wieżyczką. Rozglądając się na okoliczne wzgórza, dało się dostrzec niezliczone czołgi i armaty przeciwpancerne, które na nawet najmniejszy ruch na drodze reagowały lawiną pocisków. Żołnierze w powracających pojazdach informowali, że droga do Trun została odcięta i nie ma możliwości wyrwania się tam z okrążenia. Nagle nad głowami przeleciał z gwizdem jeden pocisk, a drugi uderzył przed czołgiem. Na ich szczęście, trzeci też chybił. Dowódca Tygrysa o numerze bocznym 001 pozwalał już każdemu wchodzić na pancerz jego czołgu - od szeregowca do generała. Gdy tam już nie było miejsca, żołnierze chwytali się lin holowniczych, byle tylko się stamtąd wydostać. Tygrys wyraźnie ściągał na siebie ostrzał i wkrótce już nie było pasażerów na kadłubie. 

Tygrys o numerze bocznym 134 należący do SS-Junkera Willa Feya - modelowy rzut na każdą stronę czołgu
Źródło: https://i.pinimg.com/originals/d3/62/06/d36206ba7d6e6c9fa558589d26a858aa.jpg
Wszyscy byli w nie najlepszych nastrojach. Atmosfera była na tyle ponura, że nikt nic nie mówił. W Chambois załoga Tygrysa musiała zepchnąć z drogi płonący pojazd, żeby ta znów stała się przejezdna. Niemieccy żołnierze posuwali się poboczem na zachód w szarych od pyłu mundurach, spragnieni, głodni i zalani potem. Tygrys nr 001 zatrzymał się na chwilę na wzniesieniu w celu oceny sytuacji, zanim jeszcze stworzono niewielką grupę bojową. Od strony pobliskiej drogi coraz wyraźniej dało się słyszeć hałas przejeżdżających czołgów. Można by było je zaatakować, ale nie ma sensu narażać ostatniego Tygrysa, który dodatkowo stanowił podstawę nowo utworzonego oddziału. Dowódca Tygrysa nr 001 wraz ze swoim radiooperatorem postanowili, że przyjrzą się im przez celowniki Panzerfaustów i przemieścili się w kierunku dochodzących dźwięków. Po chwili dotarli do krzaków rosnących przy drodze Chambois-Trun. Przed nimi przejeżdżała kolumna brytyjskich czołgów Mk IV Churchill. Toczyły się one tak blisko, że ci mogli je niemal dotknąć. Znaki taktyczne i nazwy na pojazdach były łatwe do rozpoznania, więc zaraz odezwała się radiostacja. Po przejechaniu ostatniego Churchilla Niemcy powoli powstali i gdy ten był w odległości około 20 m od nich - jednocześnie wystrzelili. Krzyki przestraszonych Francuzów zagłuszyły huk wybuchów. Nikt z załóg czołgów nie wyszedł na zewnątrz. Strzał z Panzerfausta z takiej odległości był śmiertelny. To była bardzo precyzyjna robota. Dowódca i radiooperator szybko wycofali się z poprzedniej pozycji. Padając i potykając się, dotarli w końcu do swojej grupy bojowej. Potem nastąpiło nieuniknione - morderczy ogień pozostałych Churchillów pokrył niemieckie pozycje. Mimo to, czołgi nie zdecydowały się zjechać z drogi i ruszyły dalej naprzód. 18 sierpnia 1944 r. dobiegał końca. 

 Tygrys nr 134 z widocznym na przodzie logiem I Korpusu Pancernego SS sugeruje, iż nie jest to jeszcze czołg należący do Fey'a, a samo zdjęcie zostało wykonane przed działaniami 102. Batalionu Czołgów Ciężkich SS w Normandii, gdyż ten nie wchodził w skład I Korpusu Pancernego SS
Źródło: https://www.militaryimages.net/media/tiger-tank-134.89121/
Nadszedł czas, aby przemieścić się dalej. W tym skutecznie pomagała noc. Niemcy wiedzieli, że dalsza zwłoka może doprowadzić do wzmocnienia okrążenia. W dodatku coraz głośniejsze odgłosy czołgów były bardzo niepokojące, a "pomocni" francuscy cywile mogli w każdej chwili naprowadzić Niemców na oddziały wroga. O brzasku 19 sierpnia 1944 r. rozpoczął się odwrót. Grupa bojowa z Tygrysem na czele pokonała już kilkanaście kilometrów, gdy natknęła się na pododdział z batalionu rozpoznawczego 2. Dywizji Pancernej SS "Das Reich". To było potwierdzeniem, że znajdują się poza linią okrążenia. Dowódca Tygrysa udał się do Sztabu II Korpusu Pancernego SS by złożyć meldunek SS-Obergruppenführerowi Wilhelmowi Bittrichowi. Do tego czasu nie miał on żadnych informacji na temat okrążonych oddziałów. 

Drugie zdjęcie oryginalnego Tygrysa nr 134 pełniącego funkcję czołgu dowodzenia, co potwierdza charakterystyczna gwiaździsta antena; źródło podaje, że czołg należał do 509. Batalionu Czołgów Ciężkich i znajdował się koło Lwowa w czerwcu 1944 r. wraz z żołnierzami 339. Grupy Dywizyjnej; jednak zgodnie z relacją Willa Feya brał on udział w operacjach w Normandii już pod koniec czerwca 1944 r. więc możliwe, iż zdjęcie zostało wykonanie gdzie indziej i w innych okolicznościach
Źródło: https://i.pinimg.com/originals/02/d3/3e/02d33ef07d09cc550277f4666dcb7431.jpg
Następnego dnia nastąpił potężny niemiecki kontratak mający na celu umożliwienie wyjścia z okrążenia wielu jednostkom Heer i Waffen-SS. Jednak zdołano tylko utworzyć niewielką lukę w systemie obrony Aliantów, gdyż nie dysponowano wystarczającą liczbą czołgów, które byłyby zdolne do walki. Dowódca II Korpusu Pancernego SS rozkazał wszystkim mogącym przystąpić do działań bojowych przemieścić się na drogę pomiędzy Vimoutries a Trun. Rozkaz brzmiał: Uwolnić z okrążenia walczące na zachodzie niemieckie grupy bojowe. Fey i jego załoga mieli przed sobą kolejne niebezpieczne zadanie. 

SS-Junker Will Fey po raz trzeci, lecz nie ostatni
Źródło: http://precision-panzer.moonfruit.com/#/willi-feys-tiger/4574529249

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz