środa, 1 maja 2019

Śladami Wehrmachtu - Dubiecko i okolice

Dziś artykuł w nieco innej formie, ponieważ wybrałem się w teren w celu opowiedzenia historii okupacji niemieckiej na terenie miejscowości Dubiecko i okolic. Jako że mój dziadek mieszka tam od urodzenia i wojnę przeżył, będzie to również relacja naocznego świadka wydarzeń tamtych dni. 

II wojna światowa dla Dubiecka i okolic rozpoczyna się 12 września 1939 r., kiedy to śladem Armii "Karpaty" (od 6 września 1939 r. - Armia "Małopolska") na te tereny wkraczają oddziały 7. Infanterie-Division Heer pod dowództwem Generalmajora Eugena Otta, która została sformowana 1 października 1934 r. w Monachium. Często można ją znaleźć pod nazwą - 7. Bayerischen Infanterie-Division, choć była ona nieoficjalna. 26 sierpnia 1939 r. dywizja dostaje rozkaz zmobilizowania się na terytorium Słowacji, by 1 września przekroczyć granicę Polski w miejscowości Zwardoń, a następnie posuwa się na wschód aż do Przemyśla. W dniach od 10 do 11 września Niemcy stoczyli krwawe walki z polską 11. Dywizją Piechoty w miejscowości Bachórz oraz na szosie łączącej Dubiecko z Przemyślem, który niedługo później został zajęty przez Wehrmacht. Armia "Małopolska" nie była w stanie przeciwstawić się Niemcom i 10 września wycofała się z Siedlisk do Lwowa. W okolicach Dubiecka najcięższe walki z Niemcami odbywały się koło miejscowości Bircza, a brały w niej udział polskie: 24. Dywizja Piechoty i 11. Dywizja Piechoty. Po zakończeniu Kampanii Wrześniowej 7. Infanterie-Division zostaje przeniesiona na zachodnią granicę Rzeszy, ale jej część dostaje zadania okupacyjne na terytorium Dubiecka i okolic. "Chyba 2 września nad Dubiecko nadleciały kolumny samolotów niemieckich zmierzające w kierunku Lwowa i Dobromila. Wtedy dopiero dowiedzieliśmy się, że wybuchła wojna, bo nie było żadnych środków przekazu informacji w tych czasach" - wspomina dziadek.  Z samej okupacji pamięta sporo, mimo że w 1939 r. miał tylko 6 lat.

Przedwojenne Dubiecko było tętniącą życiem miejscowością. Na poniższym zdjęciu widać pochód z okazji 3-maja przechodzący obecną ul. Przemyską; w tle - domki z podcieniami na dubieckim rynku, a budynek po lewej w którym mieścił się m.in bank - stoi do dziś
Źródło: http://dubiecko.blogspot.com/
Źródło: własne
Okolice Dubiecka, jak i sama miejscowość, położone są nad Sanem, który stał się naturalną granicą pomiędzy niemiecką a sowiecką strefą okupacyjną. "Pamiętam, że po jednej i drugiej stronie Sanu były ustawione co kilka metrów drewniane słupy oplecione drutem kolczastym, których po naszej stronie pilnowali Niemcy - nie było możliwości przejścia. Kiedyś jeden z mieszkańców Słonnego chciał przejść na drugą stronę rzeki żeby dotrzeć do swojej siostry. Zabrał ze sobą kilka rzeczy i czekał, aż pilnujący granicy Niemiec oddali się na tyle, żeby przejść. Udało mu się dotrzeć na strefę okupacyjną Rosjan, ale wtedy niemiecki żołnierz go zobaczyć, strzelił i zabił na miejscu. Potem się zebrało koło niego i Niemców i Rosjan, przyjechał koń z saniami z Łączek, zabrali go i pochowali na cmentarzu w Dylągowej. Mam ten obraz do dziś przed oczami" - wspomina dziadek i dodaje: "Z Niemcami żyło się względnie normalnie jak ktoś był prostym rolnikiem i się nie pchał w politykę. Na naszych terenach nie było jakichś większych walk albo nalotów, więc właściwie nic się nie działo, nie licząc zwalczania przez Niemców partyzantki. Często chodziłem z mamą czy bratem obok żołnierzy oraz przez posterunki kontrolne, ale nigdy nie robili problemów".

Przed wojną na rynku w Dubiecku znajdowała się studia z której okoliczni mieszkańcy czerpali wodę; zachowała się ona do dziś, choć w nieco zmienionej formie, lecz nie jest ona już użytkowana; w tle widać kamienice należące do Żydów
Źródło: http://dubiecko.blogspot.com
Źródło: własne
Jak wynika z zapisów historycznych, Dubiecka i okolicznych wsi nie ominęły czystki. Po zajęciu miejscowości oddziały Waffen-SS rozpoczęły akcję represji i dyskryminacji wobec Żydów. Wywieźli oni całą ludność pochodzenia żydowskiego i tylko niewielu udało się powrócić. Aresztowano rabina oraz jego żonę, burmistrza Dubiecka, a także miejscowego księdza. Na drugi dzień wywleczono z domów ponad 20 młodych Żydów, pobito ich i zaprowadzono do więzienia. Niedługo potem wszyscy zostali rozstrzelani. 24 czerwca 1942 r. odział Gestapo z Przemyśla zatrzymał pozostałych przebywających we wsi Żydów, po czym również ich rozstrzelał na miejscowym cmentarzu żydowskim. Według źródeł było to 80 osób z Dubiecka i okolic. Po egzekucji płyty nagrobne z tego cmentarza posłużyły Niemcom do wybrukowania 2 km drogi wiodącej do Ruskiej Wsi - obecnie terenów należących do Wybrzeża. "Raz Niemcy zabrali sześciu Żydów na Wybrzeże na takie pola i rozstrzelali wszystkich. Potem jak ludzie zobaczyli, że wracają, wcześniej szli z nimi, a teraz sami, to poszli zobaczyć co tam się stało. Opowiadali, że ziemia się jeszcze ruszała". W ciągu 1942 r. wymordowano w Dubiecku 160 Żydów, a przez całą wojnę - około 2 000. Jak wspomina dziadek "właściwie większość kamienic w Dubiecku należała do Żydów, tak samo jak sklepy czy zakłady rzemieślnicze", więc na tych terenach ludności żydowskiej było sporo. "Widziałem jak Niemcy łapali Żydów uciekających wzdłuż Sanu od Dynowa w kierunku Dubiecka i gdzieś ich odprowadzali, ale gdzie - wtedy tego nikt nie wiedział". Oprócz rozstrzeliwań Żydów, represje dotknęły także pozostałych mieszkańców, których podejrzewano o działania partyzanckie. W gmachu ówczesnego sądu Niemcy zorganizowali więzienie śledcze, gdzie zamykano osoby z Dubiecka i okolicznych miejscowości. Przywożono tam także osoby z Przemyśla, a fotokopie listów więźniów można dziś obejrzeć w Muzeum Narodowym Ziemi Przemyskiej w Przemyślu. Do września 1942 r. miały miejsce egzekucje małych grup  - w okresie czerwiec-wrzesień było to 110 mieszkańców. Oprócz tego, Niemcy wywozili miejscową ludność na roboty przymusowe do Rzeszy oraz do obozów koncentracyjnych.

Po starym żydowskim cmentarzu w Dubiecku zostały już tylko dęby; na bramie widoczna jest Gwiazda Dawida, a teren otoczony jest betonowym ogrodzeniem
Źródło: https://namesfs.yadvashem.org//arch_srika/4501-5000/4620_1-4620_1200/4620_240.jpg
Źródło: własne
Na dużą skalę represji wobec mieszkańców Dubiecka i okolic wpływał fakt, że były to ośrodki ruchu oporu na terenie ziemi przemyskiej. Działały tam zarówno Armia Krajowa, jak i Bataliony Chłopskie i związany z nim Ludowy Związek Kobiet. Dubiecki oddział AK miał pseudonim "Danuta", a w szczycie swojej działalności liczył około 300 osób. Poza tymi organizacjami na ziemiach tych działał prężnie ludowy ruch oporu, który działał przeciwko okupantom.

Urząd Gminy w Dubiecku przed wojną znajdował się w niewielkim budynku naprzeciw kościoła
Źródło: http://dubiecko.blogspot.com
Także samo Dubiecko dotknęły działania wojenne - zniszczono ponad 250 zabudowań w tym znajdującą się na północ od niego synagogę, którą podpalono. Wspomniany wcześniej cmentarz służył niemieckim żołnierzom do rozstrzeliwań i grzebania ciał. Do dziś pozostało z tego czasu tylko betonowe ogrodzenie. Przed wojną rynek w Dubiecku otaczały domy z podcieniami, które w latach 1940-1942 zostały rozebrane lub zniszczone."Pamiętam, że na Dubiecko spadły trzy bomby, z czego tylko jedna wybuchła i zniszczyła trochę zabudowań.  Te co nie wybuchły, leżały jeszcze długo po wojnie. Jedna z nich uderzyła w budynek znajdujący się naprzeciw kościoła i oderwała jego duży kawałek. Ona leżała tam nieruszana, bo sołtys zakazał, żeby nie wybuchła. Potem przyjechali saperzy i zabrali. Ten dom stoi do dziś i jest zamieszkały" - mówi dziadek. Według źródeł historycznych, bomby na Dubiecko zostały zrzucone 26 października 1944 r. w odwecie za zaatakowanie wycofującego się z tego terenu oddziału Wehrmachtu przez partyzantów z Batalionów Chłopskich. W wyniku tego zniszczonych zostało kilkanaście budynków.

Rynek w Dubiecku otoczony był drewnianymi domkami z podcieniami należącymi w większości do Żydów; w tym miejscu przed wojną znajdował się również targ
Źródło: http://dubiecko.blogspot.com/
 W czasie II wojny światowej Niemcy zniszczyli domy znajdujące się przy dubieckim rynku; obecnie w tym miejscu stoi budynek w którym mieszczą się sklepy, a byłe targowisko jest teraz parkingiem
Źródło: własne
Zgodnie z relacją dziadka - w większości okupację niemiecką od września 1939 r. do lipca 1944 r. można nazwać jako "nieutrudniającą życia". Niemcy stacjonowali w kilku miejscowościach m.in w Bachórzu i Dubiecku, a w Słonnem, na dzisiejszym polu namiotowym, był plac do ćwiczeń dla Heer "pamiętam jak maszerowali po nim i śpiewali 'Heidi, Heidu, Heida'" - wspomina dziadek i dodaje "często zdarzało się, że Niemcy częstowali ludzi papierosami, a jak coś brali od nas, to zazwyczaj płacili. Trzeba było jednak uważać i się nie solidaryzować. Z resztą Polacy bojąc się polskiej partyzantki, nie zawierali przyjaźni z Niemcami, a oni sami byli bardzo czujni i ostrożni gdy się ktoś do nich zbliżał. Jak mieszkaliśmy na Słonnem, to był problem ze studnią. Wykopać się dało, ale woda co podchodziła, była bardzo słona. Tata mój podszedł do żołnierzy niemieckich, którzy stawiali słupki graniczne i poprosił, żeby zostawili kawałek przejścia do Sanu, bo w domu dwójka dzieci, a nie ma wody. Dał im nawet spróbować tej ze studni. No i oni się zgodzili". 

Na obecnym polu namiotowym w Słonnem podczas wojny żołnierze niemieccy odbywali ćwiczenia 
Źródło: własne
Jak wspominał dziadek, Niemcy jak już wkroczyli na te ziemie, to kazali zdać lub zniszczyć radia i ten fakt należało zgłosić. Do armii przymusowo brane były konie, a Niemcy od miejscowej ludności odkupywali za niewielkie sumy wyroby mleczne "mleko oddawało się Niemcom, najbliższą zlewnią była mleczarnia w Przedmieściu Dubieckim, która istnieje do dziś. Jako że Niemcy mieli tutaj swoich urzędników, to oni zajmowali się kwestiami skupu, więc nie było tak, że przychodzili żołnierze z bronią i brali. Płacili za to grosze, ale płacili. Mleko wykorzystywano do wyrobu masła i sera dla wojska. Sam byłem świadkiem jak to robili - mieli duże beki, które z dwóch stron miały korby i kręciło się tym tak długo, aż się nie zmieniło w masło". Dziadek dodaje, iż wielu Niemców umiało mówić po polsku i przedstawiali się jako Ślązacy, ale tylko zaufanym osobom, a nie byle komu.

Bachórz - w miejscu gdzie Wehrmacht miał koszary dziś znajduje się prywatny dom, który jest tylko częścią dawnego budynku wojskowego ciągnącego się aż do linii drzew
Źródło: własne
Na drodze łączącej Dubiecko ze Słonnem znajdowały się strażnice Wehrmachtu, które kontrolowały każdego, kto chciał przez nie przejść. Były one zbudowane w takiej odległości, aby wzrok z jednej sięgał do drugiej. "Jak już przenieśliśmy się do Słonnego z mamą, to często uciekałem z bratem na Winne-Podbukowinę do babki. Niemcy nas przepuszczali, ale trzeba było pokazać dokumenty za każdym razem. Dla dzieci byli oni nieszkodliwi" - mówi dziadek. W gorzelni w Nienadowej Niemcy utworzyli arsenał broni, który 3 marca 1941 r. został przejęty dzięki zorganizowanej akcji AK i BCh mającej na celu zwiększenie liczby uzbrojenia dla walczących w okolicach partyzantów. Takich akcji było więcej:
  • w kwietniu 1943 r. odział BCh pobił i rozpędził Niemców, którzy wycinali las w Nienadowej
  • w czerwcu 1943 r. Bataliony Chłopskie przeprowadziły zasadzkę na niemiecki samochód jadący w kierunku Przemyśla
  • w lipcu 1944 r. partyzanci przepędzili Niemców, nadzorujących wykonywanie przymusowych robót ziemnych w Drohobyczce
  • latem 1944 r. AK zorganizowała akcję wysadzenia zbudowanego wiosną 1944 r. mostu łączącego Nienadowę z Iskanią, w odwecie Niemcy zastrzelili 20 zakładników z Przemyśla.
Na poniższy budynek w czasie wojny spadła niemiecka bomba, która nie wybuchła; jak mówił dziadek, był on o wiele dłuższy niż zachowana obecnie część
Źródło: własne
Oprócz zwalczania partyzantów, ludności Dubiecka i okolic nie prześladowano w jakiś nadzwyczajny sposób. Jak wspomina dziadek "za nic nie aresztowano, musiał ktoś donieść. Mój wujek - Józef Pasiecznik - miał w domu karabin. Dopóki nie doniesiono, że ma broń, to czuł się bezpieczny. Jednak pewnego dnia został zabrany przez Niemców. Ci go bili i wymuszali na nim potwierdzenie, że ma broń. On jednak się nie przyznawał, więc położyli go na furmankę konną, zawieźli do Huciska Nienadowskiego pod las, tam kazali wykopać dół, po czym postawili go nad tym dołem, przyłożyli broń do głowy i powiedzieli, że ma ostatnią szansę na przyznanie się, że ukrywa karabin, jak potwierdzi - podarują mu życie. Mieli ze sobą tłumacza. Wujek jednak nadal się nie przyznawał, ale ku jego zdziwieniu, położyli go z powrotem na furmankę, wysadzili kilometr od domu i kazali wracać. Więcej już ich nie było, a karabin cały czas leżał owinięty w słomę na strychu. Wujek po tamtych wydarzeniach wstąpił do armii polskiej i walczył w ramach 6. Dywizji Piechoty, która swoją największą bitwę stoczyła pod Radogoszczą. Karabin ze strychu przejął brat wujka - Władysław, ale został on mu odebrany przez rzekomych partyzantów, mieszkańców Słonnego, Sielnicy i Dylądowej. Nazywaliśmy ich 'grupą likwidatorów'. Potem okazało się, że na wujka Józefa doniósł jakiś Ukrainiec z Polchowej".

W tym miejscu przy drodze z Dubiecka do Słonnego stała jedna ze strażnic Wehrmachtu; dziś to miejsce porasta las
Źródło: własne
Sytuacja regionu miała się zmienić wraz z rozpoczęciem operacji "Barbarossa" 22 czerwca 1941 r. "Na Wybrzeżu, koło lasu, były ustawione niemieckie czołgi, nazywano to miejsce 'Zwierzyniec', bo przed wojną trzymano tam trzodę chlewną. Niedaleko znajdował się niemiecki posterunek. Czołgi te przyjechały nocą przed atakiem na ZSRR, okopały się w szczelinach ziemnych. Widziałem to na własne oczy jak byłem u babki na Winnem - jechały kilka metrów ode mnie drogą jeden za drugim. Jak już zajęły pozycje, to Niemcy pilnowali ich z bronią i odpędzali każdego, kto się zbliżył" - mówi dziadek. Niedługo potem Niemieckie wojska przeszły przez San kierując się na Polchowę - wieś znajdującą się na terenie okupowanym przez ZSRR. "Jak to wszystko ruszyło na Rosjan, to aż ziemia się trzęsła. Rosjanie stawiali jakiś opór, ale szybko przed Niemcami uciekli" - wspomina.

Na tzw. Zwierzyńcu leżącym we wsi Wybrzeże przed rozpoczęciem operacji "Barbarossa" stacjonowały niemieckie czołgi; dziś teren pokrywają pola uprawne
Źródło: własne
Z samą wsią Polchowa wiąże się ciekawa historia, o której opowiem w dalszej części artykułu. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że to właśnie ona ucierpiała przez wojnę najbardziej w okolicy, ale bynajmniej nie przez działania Niemców. Leżąca przy prawym brzegu Sanu wieś ma swoje początki już w XV w., a ściślej mówiąc w 1484 r. Wtedy to Barbara, żona Stanisława Dereszniaka z Rokietnicy i córka Stanisława Kmity sprzedała przyległe do Dubiecka tereny, m.in. wieś Polchowę, Andrzejowi, Piotrowi i Stanisławowi Kmitom. W 1552 r. Polchowa stała się sołectwem, a jak podają kroniki - w 1785 r. mieszkało w niej 147 osób, głównie Bojków. Podczas I Rozbioru Polski w 1772 r. znalazła się pod zaborem austriackim, a po odzyskaniu niepodległości, stała się częścią powiatu przemyskiego należącego do województwa lwowskiego. Od końca września 1939 r. wieś była włączona do strefy okupacyjnej ZSRR.

Widok z Wybrzeża na nieistniejącą już Polchowę Dolną; to właśnie w tym miejscu 22 czerwca 1941 r. wojska niemieckie przeprawiły się przez San w ramach operacji "Barbarossa"; prawie 80 lat temu teren ten był mniej stromy niż obecnie
Źródło: własne
"Moja babka mieszkała na Polchowej koło Dubiecka, dziadek natomiast był gajowym na tym terenie przez 36 lat. Tereny te należały do harabiego Krasickiego, który pochodził z Bachórca. Jego majątku pilnowała rodzina Pierogów. Ja sam w tej wsi się wychowałem razem z moim bratem - Michałem. Jak Niemcy weszli, to cała nasza rodzina przeniosła się do wcześniej wybudowanego domu na Winnem-Podbukowinie po drugiej stronie Sanu. Na Polchowej został jeszcze przez jakiś czas mój wujek Józef, ale w obawie przed partyzantką UPA, także uciekł na Winne" - mówi dziadek. 

W tym miejscu, kilkanaście metrów za Sanem znajdował się dom rodzinny dziadka po którym nie ma już śladu; dokładnie naprzeciw niego - z miejsca gdzie robione było zdjęcie zachował się identyczny dom, który pamięta czasy II wojny światowej; dziadek wspomniał, że jak w tym domu zaświecono lampy, to było dobrze je widać z jego domu
Źródło: własne
Źródło: własne
Po przejściu wojsk niemieckich w 1941 r. w ramach operacji "Barbarossa" działania wojenne wróciły na tereny Dubiecka i okolic w lipcu 1944 r., a pod koniec miesiąca zostały one "wyzwolone" przez 1244. Gwardyjski Pułk Artylerii. "Niemcy uciekali i nawet z nikim nie rozmawiali, natomiast Rosjanie weszli do Dubiecka śpiewając. Pamiętam jak rano moja babka wyszła przed dom, bo było słychać dookoła śpiewy żołnierzy" - wspomina dziadek. Po zakończeniu wojny ludność Dubiecka zmniejszyła się o około 4 000 mieszkańców, z której połowę stanowili wywiezieni lub zamordowani Żydzi. Wpływ na taką ilość mają prężnie działające na tych terenach oddziały partyzanckie oraz przebiegająca przez Dubiecko linia frontu z lipca 1944 r. Wkrótce jednak ta liczba miała się powiększyć.

Po prawej stronie od kładki na Wybrzeżu za Sanem rozciągają się tereny należące do wsi Polchowa, która przed wojną liczyła kilkadziesiąt domostw, dziś ten obszar pokrywa dzika roślinność
Źródło: własne
Jest wrzesień 1946 r. Od kapitulacji III Rzeszy minęło już trochę czasu, ale nie oznaczało to końca strachu dla wielu mieszkańców okolicznych miejscowość. Na tych terenach prężnie działała Ukraińska Powstańcza Armia, która dokonywała krwawych napaści na ludność. 28 września 1946 r. to nieszczęście spotkało Polchowę. Jak wspomina Tomasz Blecharczyk, który w tamtym czasie był zaledwie 11-letnim chłopcem: "otoczyli domy i żywcem spalili mieszkańców. Ogromna skrzynia ze szczątkami spalonych ofiar przed pochówkiem została wystawiona na cmentarzu w Dubiecku jako dowód upowskiego bestialstwa. Poszedłem tam ze swoim ojcem, żeby przekonać się, do czego byli zdolni nacjonaliści z OUN-UPA. Komuś, kto nie widział na własne oczy tej skrzyni z ludzkimi szczątkami, niełatwo jest dzisiaj uwierzyć w ten makabryczny obraz ofiar ludzkiego bestialstwa. Nacjonaliści ukraińscy wzorowali się na nazistowskim ludobójstwie, a w metodach działania często prześcigali nazistów, zwłaszcza w wyszukanych rodzajach tortur, których stosowali tyle, ile jest dni w roku. Zbiorowy grób tych ofiar istnieje na dubieckim cmentarzu". W wyniku działań UPA wieś została doszczętnie spalona, a prawie cała ludność zabita, w tym 14-osobowa rodzina Wawrzków o której grobie wspomina Pan Tomasz Blecharczyk. Rodzinę Tereszczaków przywiązano drutem kolczastym do drzewa, żywcem podpalono, a zwęglone ciała wrzucono do Sanu. Ci, którzy zdążyli ukryć się w piwnicach, przeżyli, ale wsi już się nie opłacało odbudowywać. Wszystkie budynki były drewniane i pokryte słomą, tylko szkoła, w której uczył syn hrabiego - Rafał Krasicki, miała dachówkę. Według źródeł wieś Polchowa liczyła po wojnie 54 domostwa - do dziś nie pozostało tam nic oprócz starej kapliczki wybudowanej przez mieszkańca wsi Mikołaja Gibałę, która jedyna pamięta przemarsz wojsk niemieckich, wkroczenie Armii Czerwonej oraz bestialskie mordy UPA na miejscowej ludności. Obecnie tereny wsi pokrywa las, choć gdzieniegdzie zachowały się stare drzewa owocowe, podziemne piwnice oraz studnie, które już na zawsze pozostaną częścią dzikiej przyrody.

Widok z drogi prowadzącej do wsi Słonne na Polchowę Dolną; w miejscu gdzie teraz jest łąka za Sanem ponad 70 lat temu stały domy i szkoła
Źródło: własne
Współczesne źródła potwierdzają, że w latach 1945-1947 Dubiecko i okolice były napadane przez bandy UPA. Zarówno prawobrzeżna (bardziej) jak i lewobrzeżna (mniej) część Sanu ucierpiała w wyniku powojennych działań Ukraińców. Podobnie jak Polchowa - m.in. Iskań, Łączki, Tarnawka oraz Sielnica zostały praktycznie zniszczone, ale mimo to przetrwały do dziś. "W lipcu 1946 r. bandy UPA napadły na Dubiecko, spłonęło kilka budynków, ale nikt nie zginął. Po pacyfikacji, opuściły one wieś i uciekły w lasy w kierunku Piątkowej, Tarnawki i Iskani" - mówi dziadek. Terror ze strony UPA dotykał wszystkich: urzędników, milicjantów, ormowców, a także działaczy partyjnych. Nacjonaliści ukraińscy nie chcieli dopuścić, by ziemia przemyska należała do Polski, ale ich działania sprowadzały się tylko do mordowania niewinnych i bezbronnych cywilów oraz palenia wiosek. Działania UPA dotknęły również bezpośrednio moją rodzinę, ponieważ ojciec dziadka został zastrzelony przez Banderowców i to na jego oczach w 1945 r., a brat drugiego - zginął w rzezi wołyńskiej prawdopodobnie w 1944 r. Na pytanie, czy gorzej było żyć pod okupacją niemiecką czy sowiecką dziadek odpowiada: "życie było i tu ciężkie i tu, a najwięcej cierpieli cywile, bo zabierano im bydło, konie, mięso i inne produkty rolne, nie płacąc za to wiele".

Polchowa Dolna leżała nad Sanem; na zdjęciu poniżej widok z drogi prowadzącej z Wybrzeża do Słonnego na łąkę - kiedyś stało tam wiele zabudowań - dziś jest to jedna z wielu łąk
Źródło: własne

10 komentarzy:

  1. Kurcze. Pewnie Cię to dużo pracy kosztowało :) Świetne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa. Owszem, ale to była sama przyjemność ^^

      Usuń
  2. dziękuje za opowiedzenie o mojej wsi mieszkam w niej od dzieciństwa

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki za wspaniały opis historii okolic z których się wywodzi mój ojciec. bywam tam często ( Śliwnica ) i miło jest poznać i popatrzyć na historię . Sam nieco słyszałem i pamiętam z opowieści ojca . Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za opinię i cieszę się, że artykuł wywołuje wspomnienia.

      Usuń
  4. Naprawdę świetnie napisane. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń