środa, 18 marca 2020

"Wszyscy z wozów! Na pozycje! Ognia!" - 1. Gebirgs-Division w uderzeniu na Lwów cz. 2

1 września 1939 r. niemieckie i słowackie wojska przekroczyły granicę z Polską rozpoczynając największy konflikt w historii. W Operacji "Fall Weiss" wzięło udział ponad 1 800 000 żołnierzy Wehrmachtu i SS-Verfügungstruppe, którzy pokonali dzielnie broniącą się polską armię w 36 dni. W działaniach tych brała udział m.in. 1. Gebirgs-Division, która w ramach 14. Armee wchodzącej w skład Heeresgruppe Süd zaatakowała w dniach 5-7 września od południa przemieszczając się w kierunku Lwowa. Po dotarciu do Krosna 1. Gebirgs-Division kontynuuje natarcie na wyznaczony cel, mimo coraz większego oporu Polaków.

9 września 1939 r.  Tuż przed świtem okazuje się, że Polacy ustąpili z utrzymywanej dotychczas linii oporu, a spod Dukli wycofali się nad ranem. Resztki Polaków walczących pod Równem zostały odrzucone przez pododdziały z Gebirgs-Jäger-Regiment 98 po szybkim ataku w godzinach porannych. Po walkach pozostały liczne, spalone do fundamentów domy, porzucona broń oraz groby. O godz. 4:45 - wraz z pierwszymi promieniami słońca - do akcji rusza szpica Gruppe "Süd" (mot.) - znana także jako Süd Gruppe "Geiger" . W związku z tym, że na rzece Jasionce most jest zniszczony, Niemcy są zmuszeni do czterokilometrowego objazdu od północy. Dalej droga przebiega bez przeszkód.
Strzelcy górscy z Aufklärungs-Abteilung 54 jadący na motocyklach ponownie znaleźli się daleko w przodzie. Ich koledzy jak na razie zostali pod Duklą. Około godz. 8:30 dostrzegają zabudowania niewielkiego miasteczka, gdzie na wzgórzu stoi kościół. "To Rymanów" - informuje Feldwebel. Niemcy wiedzą, że będzie to kolejny punkt oporu Polaków. I. Zug z 1./Aufklärungs-Abteilung 54, który wyjechał na rozpoznanie, zgodnie z oczekiwaniami dostaje się pod silny ostrzał. Celny polski ogień powoduje straty w pododdziale i Niemcy muszą się zatrzymać, szczególnie, że przybierał na sile. Drogą Dukla-Rymanów toczą się nieskończone kolumny 1. Gebirgs-Division, mające stanowić wsparcie, jednak dopiero około godz. 10:00 jednostki włączają się do walki. Polacy, w sile mniej więcej batalionu, bronią się dzielnie i nie mają zamiaru ustąpić. Straty wśród Niemców powiększają się. Hauptmann Joachim von Ahlfen - dowódca 3./Gebirgs-Pionier-Bataillon 54 w czasie kierowania dwoma MG-Truppen zostaje trafiony i ginie na miejscu. Jako że Niemcy mają jeszcze zbyt mało piechoty do dyspozycji i jak na razie brakuje artylerii, dowódca Gruppe "Süd" (mot.) posyła na tyły meldunek z prośbą o szybsze wsparcie.

Kolumna z 1. Gebirgs-Division maszerująca w kierunku Lwowa we wrześniu 1939 r.
Źródło: http://wraki39.pobitwie.pl/i.php?/upload/2019/08/22/20190822005033-f9f4af1d-xl.jpg
W końcu nadciąga upragnione wsparcie artyleryjskie w postaci jednej baterii schwere 10-cm-Feldkanone. Pierwsza fala pocisków poleciała wprost na pozycje Polaków. Niedługo później odezwały się także 15-cm-Kanone 18, które w międzyczasie zdążyły podjechać i się rozłożyć. Teraz dysponując dwoma ciężkimi bateriami artylerii Niemcy powoli uzyskiwali przewagę. Deszcz pocisków leciał ze świstem w odległy o 1 500 m Rymanów. Miejscowość zaczynała płonąć, a gdzieniegdzie dało się dostrzec gęsty dym. Mimo to Gruppe "Süd" (mot.) cały czas tkwiła w miejscu. Próba posuwania się do przodu była niemożliwa pod silnym ostrzałem nieprzyjaciela, a czas uciekał. Generalmajor Ludwig Kübler - dowódca 1. Gebirgs-Division, który od wysłania do operacji dwóch grup bojowych nie mógł już wytrzymać na tyłach - udał się do przodu, aby osobiście rozeznać się w sytuacji. "Tak się nie da. W taki sposób nie przejdziemy dalej, zbyt długo nas zatrzymują" - stwierdza Generalmajor Kübler i dodaje "Jeśli mamy szybko odrzucić wroga, musimy użyć większych sił. Rozkaz pójdzie bezpośrednio do II./Gebirgs-Jäger-Regiment 99. Artyleria musi zniszczyć gniazda wroga. Potrzebujemy samolotu zwiadowczego!".
Zgodnie z wolą dowódcy 1. Gebirgs-Division, Luftwaffe wysyła nad Rymanów samolot zwiadowczy. Po chwili nerwowego oczekiwania pilot zawraca do przygotowanego miejsca zrzutu i zrzuca meldunek. Dzięki niemu artyleria może prowadzić dokładniejszy ogień, a ciężkie pociski uderzają teraz z dokładnością do jednego metra. Tam, gdzie wcześniej błyszczał dach fabryki obsadzonej karabinami maszynowymi - pozostały dymiące ruiny. Po pół godziny płonie już cały Rymanów.
Tymczasem na tyłach - w Żmigrodzie - dwie kompanie z II./Gebirgs-Jäger-Regiment 99 z przydzieloną bronią ciężką zostały postawione w stan alarmowy. Żołnierze załadowali się na ciężarówki i ruszyli do przodu. Do Rymanowa kolumna dociera około godz. 14:30. "Z wozów!" - krzyczy Leutnant.

Płonący Rymanów podczas walk z 9 września 1939 r.
Źródło: https://www.facebook.com/Ryman%C3%B3w-1939-103887354324949/
Natarcie na Rymanów rusza zgodnie z założeniami. 2./Gebirgs-Jäger-Regiment 98 oraz 3./Gebirgs-Pionier-Bataillon 54 mają posuwać się z lewej i prawej strony, okrążając miejscowość, a obie kompanie z II./Gebirgs-Jäger-Regiment 99 mają na nią uderzać po obu stronach drogi. O godz. 15:00 pada rozkaz do ataku. Dowódcy kompanii dają znak machnięciem prawej ręki. Ruch ten powtarzają dowódcy plutonów i drużyn, co oznacza wyższy stopień gotowości bojowej. Strzelcy górscy idą szerokimi tyralierami pod Rymanów, przez pola poprzecinanie niekiedy drzewami i kępami krzaków. Towarzyszy im ostrzał artyleryjski. Okazuje się, że Polacy opuścili wysunięte stanowiska, dlatego Niemcy przeszukują je pobieżnie. Naprzeciw wychodzą pierwsi jeńcy - prawie wszyscy ranni.
Co jakiś czas przełamywany jest jeszcze niewielki opór, aż w końcu w górę wystrzeliwane są białe rakiety sygnalizacyjne, informujące artylerię, że ma przestać strzelać. Gdy pierwsze drużyny strzelców górskich wchodzą do Rymanowa, Polacy ustępują z miejscowości.
Po odrzuceniu wroga, pluton saperów z Gebirgs-Jäger-Regiment 99 usuwa zasieki na wjeździe do miasta, gdzie po chwili wjeżdżają pierwsze jednostki stojącej na zachodzie Gruppe "Süd" (mot.). Rymanów zdobyto 9 września 1939 r. około godz. 15:30. Miasto płonęło w wielu miejscach. Dookoła widać było ruiny, zwisające druty telefoniczne oraz domy rozbite pociskami. Na rynku głównym Niemcy zorganizowali przegrupowanie.
Pół godziny później droga marszu na wschód jest już wolna i Gruppe "Süd" (mot.) już wraz z II./Gebirgs-Jäger-Regiment 99 rusza do przodu. Po drugiej stronie miejscowości droga prowadzi stromo w dół, a przed oddziałami rozciąga się rozległa dolina. Dopiero teraz rozpoczyna się prawdziwy pościg. Kolejny cel dnia to Sanok. W kierunku wschodnim trasa marszu prowadzi przez Besko. Po pewnym czasie Niemcy znów zostają spowolnieni przez wysadzony most. Jednak teraz nie ma żadnego postoju i obejścia. Strzelcy górscy przeprawiają się przez rzekę.

Żołnierze z 1. Gebirgs-Division wkraczający do Rymanowa 
Źródło: https://www.terazkrosno.pl/images/rrrcontent/extra_images/80-lat-temu-niemcy-wkroczyli-do-rymanowa-niezwykla-wystawa-G0bVrs.jpg
W międzyczasie w Rymanowie wysunięty obserwator artylerii otrzymuje rozkaz udania się do przodu z pododdziałem radiotelegrafistów. Jeżeli zajdzie taka potrzeba, to natychmiast ma zawiązać łączność z podążającą za nimi baterią. Wyznaczona jednostka gna motocyklem i samochodem osobowym za szpicą grupy pościgowej, aby jeszcze ją dogonić. Mija pokryte grubą warstwą kurzu kolumny pojazdów, wrogie wioski, lasy i trudne do rozpoznania brody rzek. Czasami drogę rozrywają wybuchy min, które mają zatrzymać Niemców. Głębokie leje są objeżdżane bokiem. Jak na razie nikogo nie widać na pustej szosie. W końcu na horyzoncie widać wzburzone tumany kurzu. "To musi być szpica!" - myśli obserwator. Wkrótce pododdział ją dogania, ale nagle od przodu, ze skraju lasu po prawej, padają w ich kierunku strzały. Wszyscy gwałtownie hamują. Strzelcy na motocyklach zrywają karabiny z pleców i nie schodząc w ogóle z pojazdów - odpowiadają ogniem, oddając także serie z zamontowanych na bocznych wózkach MG 34. Nieprzyjaciel znika tak szybko, jak się pojawił. Niemcy ruszają ostrożnie do przodu, ale znów zostają ostrzelani - tym razem z lewej strony. Ogień się nasila, ale jest nieco za wysoki. Pododdziały szpicy znów się zatrzymują, podejmując walkę. Polskim karabinom maszynowym odpowiada szybki ogień z MG 34. Oprócz tego Niemcy przygotowali już jeden 3,7-cm-PaK 36, który wypluwa pociski w stronę nieprzyjaciela. Wkrótce Polacy znów się wycofali, a szpica pognała naprzód. Następna strzelanina rozpoczęła się w kolejnej miejscowości. Z domów prowadzony jest ogień z karabinów maszynowych. Niemcy decydują się nie podejmować walki, tylko przejechać na pełnej prędkości, co im się udaje. Nadchodzi wieczór. Nagle na drodze ukazuje się duża zapora z belek. Wiadome jest, że to zasadzka. Po chwili, jakby na potwierdzenie, rozpoczyna się ostrzał Polaków. Jakieś trzy kilometry przed Sanokiem, na zachodnich wzniesieniach nad Sanem, nieprzyjaciel raz jeszcze stawia silny opór.
"Wszyscy z wozów! Na pozycje! Ognia!" - pada rozkaz. Jednak nawet przydrożne rowy nie dają za dobrej osłony. Pociski uderzają w drogę, odbijając się rykoszetem. Celne strzały trafiają w samochody, rozbijając szyby, chłodnice, opony i silniki. Niemcy strzelają ze wszystkiego co mają, łącznie z działkami przeciwlotniczymi 2-cm-Flak 38. Wkrótce przeszkodę na drodze ogarniają płomienie, a kryjący się za nią wróg milknie. Mimo to wciąż coś brzęczy i stuka z obu stron. To polskie moździerze pokrywające niemieckie pozycje granatami odłamkowymi. Stopniowo jednak ogień Polaków słabnie i w końcu zamiera. Kilku niemieckich żołnierzy rzuca się ku barykadzie i po chwili droga znów jest przejezdna. W blasku płomieni widać oddalony o kilka kilometrów San oraz Polaków wycofujących się na drugi jego brzeg, którzy podpalili jedyny długi most na rzece.
Była godz. 19:15, kiedy niemieckie pododdziały czołowe z Gruppe "Süd" (mot.) niezatrzymywanie wkraczają do Sanoka. Cel na ten dzień został osiągnięty - Gruppe "Süd" (mot.) stanęła na zachodnim brzegu Sanu, choć nie uniknęła spóźnienia i nie zapobiegła zniszczeniu mostu, o jego zajęciu nie wspominając. W kierunku północno-wschodnim w nocne niebo wzbijają się różnobarwne sygnały świetlne, co oznacza, że także Gruppe "Nord" (mot.) - inaczej Nord Gruppe "Lang" - zbliża się do Sanu.

Niemieccy żołnierze w Sanoku, wrzesień 1939 r.
Źródło: https://i.pinimg.com/originals/70/83/7c/70837c3e95dc4bb3f7706e4f56da3a64.jpg
Faktycznie, Gruppe "Nord" (mot.) zdołała dotrzeć pod San, ale od początku z problemami. Kiedy po walkach w Krośnie Niemcy ruszyli w pościg następnego dnia, o godz. 7:00 natrafili na silny opór około 5 km na wschód od Krosna, nad potokiem Morawa. Siły Polaków szacowano na co najmniej dwa bataliony i początkowo nie udało się ich zmusić do wycofania. Jako że Niemcom kończyło się paliwo, grupa nie posunęła się dalej i zalegała na pozycjach. Sytuacja zmieniła się, gdy przyjechał Generalmajor Ludwig Kübler i pośpieszył działania. Wraz z nim dotarła potrzebna do tego benzyna, a planowo przeprowadzone natarcie zmusiło Polaków do odwrotu.
W końcu Gruppe "Nord" (mot.) ruszyła dalej, kontynuując szybki pościg, którym dowodził sam Generalmajor Kübler. Podczas przejazdu mijano opuszczone wioski, a Polacy nie stawiali większego oporu. Wielu z nich, zmęczonych walkami, poddaje się i po rozbrojeniu zostaje wysłana na tyły. Jednak po jakimś czasie ponownie rozlegają się strzały i szpica Gruppe "Nord" (mot.) zostaje ostrzelana. Po około sześciu godzinach jazdy - o godz. 18:30 - grupa dociera do Sanu pod Trepczą. Pojazdy zatrzymały się, bo nie było nigdzie mostu. Wszystkim wydawało się, że noc spędzą "biwakując" nad rzeką, zapominając, że jest z nimi przecież dowódca dywizji. Ten, gdy dojrzał blask płomieni pod Sanokiem - słusznie wywnioskował, że Polacy podpalili jedyny przejezdny most, co oznacza, że Gruppe "Süd" (mot.) dotarła do miasta za późno. "Trzeba dostać się na drugi brzeg" - stwierdza Generalmajor Kübler. 
"Chłopaki, fajrant!" - krzyczy dowódca 3./II. Zug z 1./Gebirgs-Jäger-Regiment 98 - Gefreiter Klüfer - otrzepując mundur z kurzu. Strzelcy górscy opuszczają pojazdy, rozprostowując przy tym zdrętwiałe od długiej jazdy kończyny. "Rozstawić namioty. Na dziś wystarczy" - dodaje Gefreiter Klüfer. "A co z żarciem? Jestem cały dzień głodny jak wilk. Samym pyłem i kurzem się nie najem" - podpytuje Schütze Nussbaumer. "Na wszystko mamy rozkaz, tyle że rozkazu 'najpierw zaopatrzenie oddziałów szpicy' nigdym jeszcze nie słyszał" - wtóruje mu Schütze Feichtner z bawarskim akcentem. Wszyscy się śmieją, ale nie brzmi to szczerze. Niebawem ma ich spotkać spore rozczarowanie.
Nagle w ciemnościach ktoś zawołał dowódcę kompanii, a już wkrótce Oberleutnant rozkazał czekającym na nocny spoczynek żołnierzom stanąć w szeregu. "Rozkaz dowódcy dywizji: kompania przejdzie natychmiast przez San i utworzy przyczółek, a ponieważ, niestety, nie ma mostu - musimy się zmoczyć. Ale bez hałasu, bo obudzicie nieprzyjaciela na drugim brzegu! Rozejść się do plutonów!" - poinformował wszystkich dowódca 1. Kompanie.

Wszyscy początkowo sądzili, że się przesłyszeli. Noce po palących dniach były wyjątkowo chłodne, a teraz jeszcze trzeba przeprawiać się przez zimną rzekę. A co z uczciwie wypracowanym wypoczynkiem, o jedzeniu nie wspominając? Co z Polakami na drugim brzegu? Przecież nie będą się spokojnie przyglądać, kiedy będziemy przekraczać San... Sytuacja robiła się coraz bardziej nerwowa i kilku ze strzelców górskich zaczęło protestować, co jednak na nic się zdało.

Żołnierze z 1. Gebirgs-Division podczas przerwy na posiłek obok kuchni polowej gdzieś w Polsce we wrześniu 1939 r.; na czapce żołnierza po lewej widnieje charakterystyczna szarotka - symbol wojsk górskich
Źródło: http://wraki39.pobitwie.pl/i.php?/upload/2019/08/22/20190822005015-9c6a2c52-xl.jpg
Chwilę później, gdy podciągnięto artylerię, Niemcy rozpoczęli przeprawę przez rzekę. Miejscami woda sięgała do pasa, ale z powodu utrzymujących się od kilku tygodni upałów, San toczył niewiele wody. Schütze Feichtner, który szedł kilka metrów za dowódcą drużyny, poślizgnął się na kamieniu i runął do wody. Podnosił się, używając wszystkich znanych mu przekleństw. "Cicho! Robicie tyle hałasu z powodu odrobiny wody! Z cukru jesteście?!" - powiedział ktoś w ciemnościach. "A pocałuj ty mnie w dupę!" - wrzasnął Schütze Feichtner za oddalającą się postacią. Gefreiter Klüfer zatrzymał się, a kiedy Feichtner się z nim zrównał, zdenerwowany zrugał go szeptem: "Jesteś największym idiotą jakiego znam! Wiesz, kto to był?! Sam generał! No to teraz możesz się przygotować na to, co cię czeka, jak już będziemy na drugim brzegu!". Pozostali z idącej ciężkimi krokami grupy, słysząc to, śmiali się po cichu. To się jeszcze w całej dywizji nie zdarzyło, żeby szeregowy opieprzał generała! Przerażony Feichtner wyszeptał do dowódcy: "Skąd miałem wiedzieć, że dowódca dywizji lezie z nami przez rzekę... Mam nadzieję, że mi głowy za to nie urwie, za to com mu powiedział" - pocieszając samego siebie. Gdy w końcu Niemcy dotarli na drugi brzeg i przemoczeni wyszli z Sanu zajmując Olchowce, zobaczyli, że dalej w górę rzeki, mający prawie 200 metrów długości drewniany most pod Sanokiem cały stoi w płomieniach. Blask ognia odbijał się w wodzie, a przepalone belki łamały się z hukiem.
Obie zmotoryzowane grupy pościgowe nie zdołały co prawda zając mostu na Sanie w stanie niezniszczonym, ale pododdziały z Gruppe "Süd" (mot.), które sforsowały rzekę, utworzyły przy nim stanowiska, umacniając się na tym terenie. Niemcy obsadzili puste koszary w pobliżu mostu, znajdując schronienie na resztę nocy. Bramy zaryglowano, postawiono wartę, a wysunięte sekcje MG wpatrywały się w noc, oczekując na odparcie ewentualnego ataku.
Tymczasem strzelcy górscy rzucili się na twardą podłogę w pełnym oporządzeniu. Nie przeszkadzały im nawet mokre mundury. Gdy jego podwładni śpią, Generalmajor Kübler analizuje jeszcze przebieg dnia, zastanawiając się jednocześnie nad jutrzejszym. 'Zdobyty na wschodnim brzegu przyczółek musi zostać powiększony i zabezpieczony o świcie. Pod tymi zabezpieczeniami możliwie szybko muszą przeprawić się przez rzekę pojazdy, aby znów podjąć pościg. Następnie, jak najszybciej, pionierzy zbudują prowizoryczny most dla reszty jednostek dywizji'- notuje. Zanim jeszcze Generalmajor Kübler ułożył się do snu, powiedział do towarzyszącego mu adiutanta: "Dziś dostałem propozycję od jednego z moich strzelców, ale nie skorzystałem" - przypomniał sobie uśmiechając się pod nosem. Kiedy Oberleutnant Lieb spojrzał na niego pytająco, Generalmajor Kübler machnął lekceważąco ręką mówiąc: "Zostawmy to, takie piękne to znowu nie było".

Kolumna 1. Gebirgs-Division poruszająca się na wschód Polski, wrzesień 1939 r.
Źródło: http://wraki39.pobitwie.pl/_data/i/upload/2019/08/22/20190822005030-2f2cacba-me.jpg
Dwa dni po utworzeni obu Gruppen (mot.) oraz trzy dni po tym, jak cała 1. Gebirgs-Division przekroczyła granicę Polski, Niemcy dotarli do Sanu. Mimo że jak na razie utworzono tak tylko niewielki przyczółek - był to spory sukces. Jak wynikało z zeznań jeńców, Polacy szykowali dużą obronę na rzece. W tym celu ku niej maszerowały znaczne siły ze wschodu. Te, gdy zorientowały się, że Niemcy są już na drugim brzegu - zrezygnowały z próby kontrnatarcia i wycofały się. Uderzenie 1. Gebirgs-Division było na tyle szybkie, że Polacy nie zdążyli zbudować wystarczających umocnień obronnych, co doprowadziło do oddania ważnego punktu strategicznego, jakim był San (dowódca III Batalionu Górskiego - płk Kotowicz - przebywający wraz ze sztabem w Tyrawie Wolskiej meldował do dowództwa, że siłami sześciu batalionów nie jest w stanie zorganizować obrony na 30-kilometrowym odcinku Sanu i przemieszcza się na wschód).

Walki z 9 września 1939 r. Kolorem żółtym zaznaczony obszar działania 1. Gebirgs-Division
Źródło: http://debna.pl/ii-wojna-swiatowa/wojna-obronna-polski-w-1939-roku/
10 września 1939 r.  Już z samego rana Generalmajor Kübler był gotowy do dalszych działań. Mniejsze niemieckie siły na wschodnim wybrzeżu Sanu powoli powiększały zajęty przyczółek. Znajdujące się po drugiej stronie rzeki pododdziały tyłowe, miały za dnia przeprawić się przez San i dołączyć do reszty. Pozostałe siły miały czekać.
Jednak Polacy nie zamierzali czekać, aż Niemcy się przegrupują i ruszą dalej. Rano, około godz. 8:00, Gruppe "Nord" (mot.) znalazła się w ciężkiej sytuacji. Atakującym ich Polakom udało się zepchnąć Niemców na północ, trzymając pod ogniem bród przez San. Dopiero kiedy z pomocą przyszły kolejne pododdziały 1. Gebirgs-Division - sytuację udało się w miarę opanować.
W czasie, gdy część dywizji przeprawiała się z trudem przez San, jej awangarda była przygotowana do dalszego pościgu. Wydawało się, iż Polacy się wycofali. W pobliżu Olchowców jeden z plutonów strzelców górskich jadących na motocyklach na szpicy - dostał się nagle pod ostrzał ze wsi Bukowce. Niemcy ponieśli straty w postaci dwóch zabitych i kilku rannych, a stojące na drodze pojazdy zostały praktycznie zniszczone. 1./Gebirgs-Jäger-Regiment 98 miała ruszać zaraz za motocyklistami, a jako że nie poniosła żadnych strat w wyniku nieprzyjacielskiego ognia - otrzymała rozkaz oskrzydlenia wroga od północy, zdobycia lasu i stamtąd wsparcia mocno naciskanych motocyklistów. Tymczasem dochodziła już godz. 11:00, a ostrzał Polaków wcale nie słabł. Polski karabin maszynowy wypatrzono na wieży kościoła w Bukowcach, którą pod ostrzał wzięły działka 2-cm-Flak 38. Dopiero o godz. 12:30 natarcie 1. Kompanie ze skrzydła zaczęło dawać jakieś pozytywne rezultaty, a pół godziny później - Polacy wycofali się ze wsi. Wzięci do niewoli jeńcy, także okazali się strzelcami górskimi. Niemiecka awangarda, aby nadrobić czas, natychmiast ruszyła dalej.
Tymczasem pozostałe jednostki Gruppe "Nord" (mot.) także walczyły, ale z Sanem. Sporo czasu zajęło przepychanie i przeciąganie pojazdów przez rzekę, co znacznie opóźniło marsz na wschód. Dopiero około godz. 22:15 udało się przegrupować na drugiej stronie, osiągając Tyrawę Wołoską na zachód od Kuźminy.

Polscy jeńcy wzięci do niewoli podczas walk z 1. Gebirgs-Division we wrześniu 1939 r.
Źródło: http://wraki39.pobitwie.pl/_data/i/upload/2019/08/22/20190822005020-39a9daae-me.jpg
Gruppe "Süd" (mot.) o godz. 8:00 była pod Sanokiem w pełni gotowa do pościgu, nie zważając na niepewną jeszcze sytuację kolegów z Gruppe "Nord" (mot.). Ta jednak nie musi forsować Sanu, bo rozkazem przemieszcza się w kierunku południowym. Na wzniesieniach pod Zagórzem 2./Gebirgs-Jäger-Regiment 98 - jako pododdział szpicy - uderza na dobrze umocnione stanowiska polskich karabinów maszynowych. Przy wsparciu artylerii Niemcom udaje się rozbić pozycje nieprzyjaciela. Po godzinie 9:30 uderzono znów w kierunku na wschód, ale ponownie szpica dotarła w wyznaczone miejsce za późno. Długi na 150 m drewniany most na Sanie koło Postołowa został już wysadzony i płonie. Na szczęście Niemców w pobliżu znajduje się bród, przez który można przepchnąć wszystkie pojazdy, gdyż pozwala na to stan wody. Pościg kontynuowano już po godz. 11:00.
Najdalej do przodu wysunięte pododdziały Gruppe "Süd" (mot.) w czasie skręcania na zachodnim skraju miejscowości Uherce Mineralne, dostali się pod zmasowany ogień. Plutony artyleryjskie ostrzeliwują pozycje wroga, ale niewiele to daje. Znów do akcji wkracza 2./Gebirgs-Jäger-Regiment 98, która bezpośrednio naciera na uparcie broniących się Polaków, jednocześnie strzelając z przydzielonej od Rymanowa baterii dział 15-cm-Kanone 18. Nieprzyjaciel zostaje zmuszony do ewakuacji, ponosząc ciężkie straty. Po przeczesaniu terenu, wzięto do niewoli około 100 jeńców. Po upewnieniu się, że zagrożenie zostało wyeliminowane - ruszono dalej.
Most koło miejscowości Podmagura, także był zniszczony. O godz. 16:00 doszło do kolejnego starcia o położoną wśród lasów i w dolinie wieś Olszanicę. Polacy w sile mniej więcej batalionu stawili tam twardy opór. Z II./Gebirgs-Jäger-Regiment 99 znajdującego się wtenczas w awangardzie natychmiast wydzielono 7. i 8. Kompanie, które idąc z lewej i prawej strony, uderzyły na miejscowość przy wparciu moździerzy i lekkiej artylerii, podczas gdy posuwający się za nimi 1. Pionier-Zug zaczął oczyszczać kolejne zabudowania.
Kiedy Polacy zaczęli się wycofywać, a Niemcy wrócili do pojazdów - znów odezwały się strzały, które uciszyła niemiecka artyleria. W związku z tym, że wszytko dookoła się paliło, trzeba było przez miejscowość przejechać na pełnej szybkości. W trakcie opuszczania Olszanicy, z hukiem i trzaskiem runęła wieża kościoła.
  
Organizacja 1. Gebirgs-Division 1 września 1939 r.
Źródło: http://www.niehorster.org/011_germany/39_organ_army/39_mtn-01.gif
Tymczasem do jadącej dalej grupy pościgowej przyjeżdża goniec motocyklowy z informacją, że połączenie z tyłami zostało odcięte. Mimo to dowódca grupy każe jechać dalej. Na wzniesieniach na południowy-wschód od wsi Stefkowa dostrzeżono przeciwnika wycofującego się dużymi grupami. Natychmiastowo padł rozkaz do ostrzału artyleryjskiego. Tymczasem nadeszła godz. 17:30 i zaczęło się powoli ściemniać. Nie zważając na to, podjęto decyzję do dalszym pościgu, nie wiedząc co dzieje się na tyłach i jaka jest sytuacja Gruppe "Nord" (mot.). Około godz. 19:00 zaczyna się jazda z wygaszonymi światłami przez nieznany teren w zawsze groźną noc. Jednak po drodze nic się nie dzieje. O godz. 19:50 grupa dociera do Ustrzyk Dolnych. W końcu okazuje się, że chociaż jeden most nie jest zniszczony. "Pieprzona jazda. Trzeba by mieć z dziesięć rąk, żeby tak nie rzucało" - narzeka Schütze Joseph "Sepp" Dodl, z 2./III. Zug z 7./Gebirgs-Jäger-Regiment 99. Strzelcy górscy siedzą, a przynajmniej próbują, na zakurzonych pakach ciężarówek, które rzucają ich na wszystkie strony. Wozy co chwilę przechylają się oraz skaczą na wybojach i kamieniach, aż każdemu żołądek podchodzi do gardła. Sytuację dopełniają łzawiące i piekące od kurzu oczy.
Około godz. 22:30, w pobliżu Krościenka, nagle odezwały się z prawej strony strzały. Natychmiast wyprowadzono działko 2-cm-Flak 38, które odpowiedziało ogniem. W samej miejscowości także przywitał Niemców ostrzał oraz wybuchy granatów ręcznych. Ogień stopniowo zaczął przenosić się na domy i chwilę później płonęła cała północna część wsi. W jasnym blasku było widać gromady wycofujących się polskich żołnierzy. Pożar uniemożliwił dalszą jazdę. Dowódca grupy pościgowej uznał, że na dziś wystarczy. O godz. 23:00 wszystkie jednostki uformowały stanowiska obronne na wschodnim skraju Krościenka. Noc spędzono z mocnym ubezpieczeniem, czekając na nadejście dnia.
Reszta 1. Gebirgs-Division znajduje się daleko za grupami pościgowymi. Zaopatrzenie wlecze się po wąskich drogach, a łącznościowy stale muszą kłaść linie telefoniczne, co idzie im całkiem sprawnie. Cały przemarsz ubezpieczają pionierzy, którzy w liczbie dwóch kompanii od kilku już godzin budują prowizoryczny most w pobliżu Postołowa. W nocy prace kontynuowano w świetle reflektorów, ognisk i pochodni. Do godziny 22:00 konstrukcja była gotowa, zapewniając stałe połączenie przez rzekę o szerokości 150 m. Łącznie Niemcy potrzebowali 34 godziny ciągłej pracy, ale teraz wszystkie pododdziały dywizji mogły bez przeszkód przekroczyć San.

Pionierzy z Gebirgs-Pionier-Bataillon 54 pod dowództwem Oberstleutnanta Richarda Zimmera podczas budowy mostu na Sanie
Źródło: http://debna.pl/ii-wojna-swiatowa/wojna-obronna-polski-w-1939-roku/
W sumie w dniach 5-8 września 1939 r. Gebirgs-Jäger-Regiment 98 przemaszerował 250 km, w tym z 8 na 9 września poruszano się ciągiem 25 godzi. Gebirgs-Jäger-Regiment 99 od 5 do 15 września, czyli w ciągu 10 dni, przemaszerował 365 km i podobnie jak koledzy - z 8 na 9 września był 25 godzin w marszu. II./Gebirgs-Jäger-Regiment 100 pokonał 280 km w 6 dni, w tym m.in. 11 września aż 62 km po zaledwie dwugodzinnym odpoczynku nocnym, a dzień późnej - 58 km po czterech godzinach przerwy. 13 września oddział pokonał marszem 67 km w 18 godzin. Baterie z Gebirgs-Artillerie-Regiment 79 w czasie 9 dni pokonały łącznie 400 km. Jednak to nie koniec, bo celem natarcia cały czas pozostaje Lwów.

Pozycje dwóch grup z 1. Gebirgs-Division, 10 września 1939 r.
Źródło: http://www.lexikon-der-wehrmacht.de/Gliederungen/Korps/Karte/XVIII0939-3.jpg
Cz. 1 - https://www.dookolarzeszy.pl/2019/12/ostra-amunicja-adowac-i-zabezpieczyc-1.html

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz