19 lutego 2020

Dlaczego operacja "Zitadelle" rozpoczęła się tak późno?

W powszechnej świadomości - włączając w to literaturę historyczną - uważa się, że rozpoczęcie operacji "Zitadelle" dopiero 5 lipca 1943 r. było spowodowane tym, że Adolf Hitler z uporem czekał, aż gotowe do działania będą nowe PzKpfw V Ausf. D "Panther" oraz Panzerjäger Tiger (P) "Ferdinand". W rzeczywistości okazuje się, że wpływ na to miało o wiele więcej czynników, a takie twierdzenie jest bardzo dużym uproszczeniem.

Już w lutym 1943 r. niemieckie dowództwo wiedziało, że trzeba podjąć jakieś działania, żeby ratować sytuację na Froncie Wschodnim, szczególnie biorąc pod uwagę nieodzowne pojawienie się nowego frontu na zachodzie Europy. Jeszcze wtedy nastroje do prowadzania walk w ZSRR były śmiałe, jednomyślne i zdecydowane, co ułatwiło Generalfeldmarschallowi Erichowi von Mansteinowi wystąpienie do Oberkommando des Heeres (OKH, Naczelne Dowództwo Wojsk Lądowych) z sugestią przeprowadzenia kolejnego uderzenia wczesną wiosną 1943 r. największym możliwym związkiem uderzeniowym (najlepiej pancernym), jakim ówcześnie dysponowano.
Tymczasem pod koniec lutego 1943 r. rozpoczęły się działania w obrębie Charkowa, zakończone 18 marca 1943 r. zwycięstwem III Rzeszy i chwilową stabilizacją frontu. Natarcie na Charków należało jednak podtrzymać dalej, aby dobić osłabionego przeciwnika, ale okazało się to niemożliwe. Zaczął się bowiem sezon roztopów, które uniemożliwiły jakiekolwiek działania. Generalfeldmarschall Erich von Manstein z braku innej opcji musiał się więc zatrzymać. Rozumiał on, że tak niedogodne warunki trzeba przeczekać, ale gdy pogoda się polepszy - należy natarcie kontynuować. Taki stan przewidywał na drugą połowę kwietnia 1943 r., szczególnie, iż do tego czasu Armia Czerwona na pewno nie byłaby w stanie zacieśnić frontu, ani tym bardziej odtworzyć sił do takiego stanu, który uniemożliwiłby Niemcom ich wyniszczenie.  
Uwzględniając to wszystko Generalfeldmarschall Erich von Manstein zaprojektował kolejne uderzenie, które w sumie było kontynuacją kontrofensywy charkowskiej. Sprowadzało się ono do przeniesienia miejsca koncentracji sił do kolejnej operacji w inne miejsce i poprowadzenie ich w innym kierunku niż poprzedni, aby uniknąć starcia czołowego z rezerwami nieprzyjaciela. W związku z tym, że marcowe uderzenie na Charków rozwijało się na kształt sierpa w kierunku wschodnio-północnym z jednoczesnym zatoczeniem łuku na wschód i ewentualnie na południe - należało wyprowadzić natarcie na północny-wschód. Ponieważ linia frontu układała się w łuk wokół Kurska - cel uderzenia pojawił się sam z siebie. W wytworzonej sytuacji Niemcy nawet nie musieli przemieszczać swoich sił - trzeba było jednak działać szybko.

PzKpfw V Ausf. D "Panther" o numerze bocznym '632' z 6./Panzer-Abteilung 52, okolice Kurska, lipiec 1943 r.
Źródło: Tank Musem 2112/D9
Jak wspominał po wojnie Oberst Hermann Teske ze sztabu Heeresgruppe "Mitte", pierwsze rozkazy związane z wiosenną operacją otrzymał już 7 marca 1943 r., w czasie trwania walk wokół Charkowa. Oznaczało to, że Generalfeldmarschall Erich von Manstein wraz z Oberkommando des Heeres prawdopodobnie byli pewni zwycięstwa i osiągnięcia założonych celów trwającej właśnie operacji, więc pozwolili sobie na wybiegnięcie w przyszłość. To właśnie ta kwestia jest najbardziej istotna jeśli chodzi o rozpatrywanie fundamentów bitwy pod Kurskiem. Trzeba także zaznaczyć, że stalingradzka klęska nie miała większego wpływu na dalsze walki, bo Niemcy nie mieli obaw o wyniki kolejnych bitew, ani nie przewidywali załamania się Frontu Wschodniego. 
Okazało się, że w Berlinie plan Generalfeldmarschalla von Mansteina spotkał się z pozytywnym przyjęciem, a szczególnie entuzjastycznie nastawiony był Generalstabschef des Heeres (Szef Sztabu Wojsk Lądowych) Generaloberst Kurt Zeitzler, który miał podobną wizję dalszych działań na terenie ZSRR. Przez wiele lat jego rola w operacji "Zitadelle" była albo pomniejszana, albo w ogóle negowana, ale faktem jest, że początkowo to właśnie on był najbardziej istotną osobą w pierwszej fazie planowania wiosennej operacji i to dzięki niemu główne jej założenia powstały tak szybko. 
Dokumentem, który miał dać początek przyszłej bitwie na łuku kurskim był Rozkaz Operacyjny nr 5 wydany 13 marca 1943 r. przez Oberkommando des Heeres w imieniu Adolfa Hitlera. Jego autorem - choć nie wiadomo czy bezpośrednim - był wspomniany wcześniej Generaloberst Kurt Zeitzler, który część operacyjną Generalfeldmarschalla von Mansteina połączył ze swoją wizją strategiczną. Adolf Hitler zatwierdził pomysł na 1943 r. w ciemno, a przynajmniej brak jakichkolwiek oznak na jego ingerencję. Możliwe jednak, iż wyjątkiem mógł być pomysł natarcia na Leningrad, mającego charakter bardziej polityczny niż wojskowy.

Schemat przerzucenia wojsk sowieckich spod Stalingradu na wyrwę na styku pozycji Heeresgruppe "Mitte" i "Süd", co skutkowało wytworzeniem łuku kurskiego; Niemcy rozpoznali sowiecki manewr już w momencie jego wykonywania, o czym świadczy data wykonania tego schematu - 9 marca 1943 r. 
Źródło: Technika Wojskowa Historia 03/2016 (39)
Rozkaz Operacyjny nr 5 na wstępie zaznaczał, że jest to tylko przedstawienie przewidywanego przebiegu działań na następne pięć miesięcy, a więc do jesieni 1943 r. Wychodziło na to, że w lecie planowano przejść na wschodzie do obrony - podobnie jak w 1942 r. - gdyż spodziewano się walk na zachodzie Europy. OKH w dokumencie informowało swoje wojska także o tym, iż spodziewa się kolejnej sowieckiej ofensywy po wyschnięciu gruntów na wiosnę 1943 r. i odtworzeniu ich oddziałów. Podstawowym założeniem operacji było wyprowadzenie silnego uderzenia skoncentrowanymi siłami pancernymi, podobnie jak zrobiono to w lutym 1943 r., z myślą o odbiciu Charkowa. Pauza operacyjna spowodowana ciężkimi warunkami terenowymi w pewnym sensie sprzyjała temu pomysłowi. Niemcy licząc na przerwę w walkach do kwietnia 1943 r. mogli skoncentrować całą produkcję zbrojeniową z marca, ale także pewną część z lutego i kwietnia, ku tej konkretnej ofensywie. Wszystko co było wytwarzane na bieżąco można było grupować w Niemczech do szkolenia oraz organizacji, a następnie przerzucać na wschód - o ile pozwalała na to pogoda - i z miejsca rozpocząć natarcie, tak jak rok wcześniej.
Głównym celem wiosennego uderzenia było przejęcie inicjatywy na 1943 r., a przez to wpłynięcie na Sowietów tak, aby ci atakowali w innych i mniej korzystnych odcinkach frontu, powoli się tam wykrwawiając. W związku z tym Niemcy mieli rozpocząć tworzenie silnych umocnień ziemnych na całej linii frontu. Jednocześnie na północnej flance Heeresgruppe "Süd" miano zacząć formować silny związek pancerny, którego zadaniem było przeprowadzenie ataku zaraz po tym, jak ziemia wystarczająco wyschnie i zanim Sowieci przejdą do swojego natarcia. Znów zaznaczono, iż ma to się rozpocząć jak najszybciej.

To Generalfeldmarschall Erich von Manstein - dowódca Heeresgruppe "Süd" zaprojektował uderzenie wczesną wiosną 1943 r., które miało być kontynuacją operacji charkowskiej; w związku z tym, że natarcie było kilkukrotnie przekładane - założenia z przełomu lutego i marca nie miały już znaczenia, a Niemcy zaprzepaścili sobie tym szansę na powodzenie
Źródło: https://deadliestblogpage.files.wordpress.com/2017/04/1430320.jpg?w=484&h=469
W związku z przygotowywaną operacją swoją grupę uderzeniową miała szykować także Heeresgruppe "Mitte", ale dopiero po utworzeniu silnej linii obrony na jej odcinku frontu. W jej przypadku nie wspomniano nic o siłach pancernych, więc można przypuszczać, że Heeresgruppe "Mitte" traktowano uzupełniająco. Ostatni ze związków operacyjnych - Heeresgruppe "Nord" miała przeprowadzić atak dopiero latem 1943 r., po zakończeniu działań w pasie kolegów z południa. Jej celem był Leningrad, którego szturm był w fazie planowania. Z tego powodu Heeresgruppe "Nord" także miała przygotowywać linię obrony w swoim pasie oraz pozyskać rezerwy do walk poprzez wycofanie "martwego" zgrupowania w postaci kotła demiańskiego. 
Warto podkreślić, że Rozkaz Operacyjny nr 5 kładł największy nacisk na obronę. Zabraniał on oddawania terenu w formie aż absurdalnej, chociażby nie można było dopuścić do tworzenia przyczółków na rzekach przez Sowietów. W praktyce na tak rozległym froncie było to niemożliwe do upilnowania takimi siłami, a w rzeczywistości - jak wiadomo z historii - Niemcy oddawali teren bez większych oporów. Podsumowując tę kwestię wychodzi na to, że rozkaz ten był raczej wolą dowództwa w Berlinie niż określeniem celu samego w sobie. 
Na ustosunkowanie się do zadań z Rozkazu Operacyjnego nr 5 dowódcy poszczególnych Heeresgruppen mieli czas do 25 marca 1943 r., czyli narzucono szybkie tempo działań i autentycznie wierzono, że operację da się przeprowadzić już w kwietniu. Po zebraniu wszystkich opinii oraz przeanalizowaniu ich - wydano kolejny Rozkaz Operacyjny (nr 6) - miesiąc po poprzednim. To właśnie w nim po praz pierwszy użyto nazwy "Zitadelle" w odniesieniu do szykowanej operacji. Moment zainicjowania natarcia uzależniono od warunków pogodowych, co by oznaczało, że w opinii dowództwa naczelnego jednostki Heer i Waffen-SS były gotowe do ataku, a plany operacyjne zostały ukończone.

Kiedy Wehrmacht i Waffen-SS walczyły o Charków w lutym i marcu 1943 r., niemieckie dowództwo miało już przygotowane zarysy kolejnego natarcia; po zakończeniu operacji charkowskiej 18 marca 1943 r. zwycięstwem Niemców, przygotowania do nowej ofensywy ruszyły w bardzo szybkim tempie; jeszcze wtedy wierzono, że można ją przeprowadzić w połowie kwietnia 1943 r., co wydawało się najlepszym terminem
Źródło: https://invictuspopuli.files.wordpress.com/2016/11/kharkov-800x445.jpg
Czytający Rozkaz Operacyjny nr 6 musieli być bardzo zdziwieni, bo jego cele często się wykluczały. Co prawda zaznaczono, iż zwycięstwo w operacji "Zitadelle" miało być politycznym sygnałem dla świata, co wymagało pewnego zwycięstwa, ale jednocześnie wskazywano, że sukcesem będzie już tylko uniemożliwienie Sowietom zmuszenia Niemców do przerzucenia własnych sił na inne odcinki frontu, a więc przejęcie przez nich inicjatywy. Nie wchodząc w szczegóły, naczelne dowództwo było zdania, że powodzenie operacji "Zitadelle" sprowadzałoby się do zmuszenia Armii Czerwonej do ściągnięcia swoich sił w rejon Kurska, tak aby Niemcy mogli je zniszczyć na własnych warunkach. To bowiem zapewniłoby im kontrolę nad przebiegiem wydarzeń na froncie wschodnim, a co za tym idzie - jego ustabilizowaniem. Na marginesie, oba Rozkazy Operacyjne wyglądają jak, jakby ktoś powrzucał wszystkie spostrzeżenia i życzenia bez konsultowania oraz analiz, a ostatecznie nikt nie zadał sobie trudu na sprawdzenie, czy to wszystko ma w ogóle sens i się nie wyklucza. W związku z tym nie da się wyczytać z nich jednego, konkretnego celu Niemców na lato 1943 r., bo przecież nawet udane wyniszczenie okrążonego zgrupowania Armii Czerwonej nie musiałoby skutkować zakończeniem walk pod Kurskiem. Z resztą w obu Rozkazach Operacyjnych zaznaczono, że przeciwnik może w ten rejon przerzucić swoje rezerwy. 
Co by jednak nie mówić, to OKH dostrzegło konieczność jak najszybszego natarcia, wręcz na przebój, narzucając Heeresgruppen najprostsze rozwiązania operacyjne. Wydany 15 kwietnia 1943 r. Rozkaz Operacyjny nr 6 przewidywał rozpoczęcie operacji na czas od 28 kwietnia, a więc zaledwie tydzień po tym, jak pojawił się w obiegu. Wciąż podtrzymywano wysokie tempo prac organizacyjnych, działając pod dużą presją czasu. Wszak zgodnie z wcześniejszymi założeniami operacja właściwie powinna się już rozpocząć. 
Rozkaz ataku miał paść z sześciodniowym wyprzedzeniem, więc gdyby chciano rozpocząć uderzenie w pierwszym wskazanym terminie - czyli 28 kwietnia 1943 r. - zacząłby się on 3 maja. Oznacza to, iż stan przygotowania wojsk uznano za wystarczający. Jednak gdy termin rozpoczęcia operacji nieubłaganie się zbliżał - wszystko zaczęło się walić. Odpowiedzialny za to był nie Adolf Hitler oraz jego "Pantery" i "Ferdinardy", tylko Generaloberst Walter Model - dowódca 9. Armee, który nagle wyraził swoje zdanie dotyczące operacji "Zitadelle".

Gdyby nie raport Generalobersta Waltera Modela przedstawiony Adolfowi Hitlerowi 27 kwietna 1943 r., to Niemcy rozpoczęliby operację "Zitadelle" prawdopodobnie początkiem maja; dawało to jeszcze szansę na zwycięstwo, chociaż najlepszym terminem wydawał się kwiecień 1943 r.; przesłane w ostatniej chwili wątpliwości dowódcy 9. Armee zapoczątkowały serię przekładania natarcia, które finalnie rozpoczęto 5 lipca 1943 r. - o wiele za późno i właściwie bez szans na wygraną
Źródło: https://www.hitler-archive.com/index.php?t=F%C3%BChrerhauptquartier%20Wolfsschanze
Do dziś nie jest jasne dlaczego zrobił to tak późno - dosłownie w przeddzień planowanej ofensywy. Jak wynika ze źródeł - w pasie Heeresgruppe "Mitte" przeprowadzono jakieś "specjalne" rozpoznanie powietrzne sowieckich linii obrony z którego - ku zdziwieniu - wynikało, że przeciwnik jest w trakcie intensywnej budowy umocnień polowych.  Dostrzeżono także cofnięcie czołgów wroga w głąb obrony i wysunięcie w zamian artylerii. Wskazywało to na przygotowania do długotrwałych walk obronnych. Z przebiegu dalszych wydarzeń wychodzi na to, że Generaloberst Walter Model został tak tym zaskoczony, że zaczął działać chyba w jakimś amoku. Podobno z myślą o Adolfie Hitlerze - czyli z pominięciem szczebli dowodzenia - napisał raport... podważający sens operacji "Zitadelle". Praktycznie sugerował w nim odwołanie ataku w jego pasie działań w ówcześnie realnie istniejących uwarunkowaniach. Wprawdzie we wstępnie zaznaczył, iż ofensywa jest nadal możliwa, ale nie należy brać tego jako jakiś ważny punkt, bowiem nie chciał on wyjść na pesymistę. Przekonuje o tym chociażby jego zastrzeżenie, że do skutecznego przeprowadzenia operacji w jego odcinku potrzeba więcej piechoty i przynajmniej dwóch dywizji pancernych, mimo że wiedział, iż nie może ich dostać. Było to posunięcie asekuracyjne, mające zrzucić odpowiedzialność na wyższy szczebel dowodzenia.
Raport Generalobersta Waltera Modela co prawda odzwierciedlał fakty, ale także mocno je przerysowywał, poprzez niewłaściwe rozkładanie akcentów. Sowieci przystąpili do systematycznego fortyfikowania łuku kurskiego dopiero w dniach 21-22 kwietnia - zgodnie z zaleceniami z Moskwy i po tym jak 12 kwietnia zdecydowano się na przejście do obrony oraz przyjęcie niemieckiego uderzenia. W momencie pisania raportu Sowieci dysponowali standardowymi umocnieniami polowymi, a jeżeli Niemcy odkryli jakieś większe prace ziemne, to powinni je natychmiast przerwać ofensywą, tym bardziej, że przeciwnik nie tylko ugruntowywał swoje pozycje, ale i umieszczał w nich duże siły przerzucane z rezerwowych zasobów.

Oprócz Generalobersta Waltera Modela pośrednio odpowiedzialnym za tak późne rozpoczęcie operacji "Zitadelle" był Generalfeldmarschall Günther von Kluge; nie panował on nad poczynaniami swojego podwładnego i pewnie ani razu nie potrafił przyjąć jednoznacznej postawy względem operacji oraz szans jej powodzenia
Źródło: https://www.tradera.com/item/293310/353735678/tredje-riket-ww-2-adolf-hitler-with-g%C3%BCnther-von-kluge-photograph
Nie wdając się w szczegóły, w kwietniu 1943 r. siły niemieckie liczyły mniej więcej połowę sił sowieckich. Mimo to można przyjąć, że III Rzesza miała wtedy wystarczające siły i możliwości do udanego przeprowadzenia operacji "Zitadelle". Jednakże w wyniku raportu Generalobersta Waltera Modela zrezygnowano z szansy na sukces, nawet jeśli miałby on być wywalczony z trudem. Trzeba jednak zaznaczyć, iż sam raport nie był niczym niezwykłym. W tym samym czasie podobny złożył sztab Heeresgruppe "Süd", gdyż powstanie obu zleciło wcześniej OKH. Ten jednak informował, że operacja jest możliwa do przeprowadzenia, o ile rozpocznie się ją natychmiast. Był to zatem dokument o całkiem innych wnioskach niż ten Generalobersta Waltera Modela, który przedstawił swoje wątpliwości nie tylko na piśmie, ale także osobiście Adolfowi Hitlerowi 27 kwietnia 1943 r. w Obersalzberg. Tam wyszedł z bardzo dziwną prośbą - chciał odłożyć termin operacji o dwa dni w celu ponownego rozpoznania umocnień przeciwnika za pomocą Luftwaffe. Nasuwa się zatem pytanie - dlaczego nie zrobił tego wcześniej i dlaczego wydawało mu się, że te dwa dni oraz dodatkowe rozpoznanie cokolwiek wniosą? Przecież przygotowania do ataku prowadzono co najmniej od miesiąca, a przeciwnik był stopniowo rozpoznawany na bieżąco, zarówno w skali taktycznej, jak i strategicznej. Mało tego, już 11 kwietnia 1943 r. Festungstab 11 meldował do Heeresgruppe "Mitte", że: "Przeciwnik liczy się z możliwością niemieckiego ataku z rejonu na południe od Orła w kierunku Kurska. Obecnie rozpoznano budowanie od pewnego czasu umocnień, wzmacnianie obronnych sił artyleryjskich i rozbudowę sił przeciwpancernych".
Wydaje się, że Adolf Hitler był pod wrażeniem wystąpienia Generalobersta Waltera Modela i nakazał przesunięcie rozpoczęcia operacji "Zitadelle" na 5 maja 1943 r. Zaraz potem do OKH napłynęły meldunki pogodowe informujące o nadchodzących ulewach, co 30 kwietnia 1943 r. zmobilizowało dowództwo do przesunięcia terminu ataku o kolejne cztery dni. Jakby tego było mało, to na ówczesny bieg wydarzeń w Oberkommando der Wehrmacht (OKW, Naczelne Dowództwo Sił Zbrojnych) wpływały jeszcze dwie kwestie: ważniejsza, czyli kryzysowa sytuacja Heeresgruppe Afrika w Tunezji oraz mniej ważna - zwołanie narady dowódców zaangażowanych w operację na łuku kurskim w celu przedyskutowania pojawiających się wątpliwości. Na przygotowanie takiego spotkania potrzebowano 2-3 dni, które akurat były dostępne dzięki pogodzie. Nie można także odrzucić tego, iż Adolf Hitler obawiając się nieuchronnej porażki wojsk w Tunezji, nie chciał dwóch katastrof w jednym czasie (jak wiadomo, wojska Państw Osi upadły w Afryce 13 maja 1943 r.).

Fragment rejestru oddziałów i jednostek pancernych Armii Czerwonej ukazujących stan wiedzy Niemców o niektórych spośród nich na dzień 1 maja 1943 r.; Niemcy zbierali wszelkie informacje z frontu o każdej sowieckiej jednostce i uzupełniali swe dane w specjalnym rejestrze, ukazującym szlak bojowy tych oddziałów oraz ich aktualne miejsca stacjonowania
Źródło: Technika Wojskowa Historia 03/2016 (39)
Wspomniana wyżej narada miała miejsce 4 maja 1943 r. w Monachium. W jej trakcie Hitler zaznaczył, iż nie miał wyrobionego zdania na temat operacji, a zarazem przywołał opinię Generalobersta Waltera Modela świadczącą przeciw niej. Następnie rozpoczęła się dyskusja, gdzie każdy miał się określić co do oceny szans na powodzenie pod Kurskiem. Zwolennikami natarcia od razu byli m.in. Generaloberst Hans Jeschonek z dowództwa Luftwaffe, Generalfeldmarschall Günther von Kluge - dowódca Heeresgruppe "Mitte", czyli bezpośredni zwierzchnik Generalobersta Waltera Modela (choć tak naprawdę także nie był przekonany do operacji "Zitadelle", bo za o wiele ważniejszą uważał operację orłowską) oraz wielu innych dowódców polowych. Najbardziej zainteresowany - Generalfeldmarschall Erich von Manstein nie określił się konkretnie, co mogło wzmocnić podejrzliwość Führera. W sumie nie ma się mu co dziwić - jego pomysły utraciły już część swoich oryginalnych założeń, a jego postrzeganie na pewno nie ograniczało się tylko do zdobycia Kurska. Wiedział, że walki tam będą długie, a okrążenie sił sowieckich trudne. Podobne rozbieżności były w naczelnym dowództwie w Berlinie. O ile Generaloberst Kurt Zeitzler uważał, że trzeba zaatakować natychmiast, to Generalmajor Alfred Jodl - Chef des Wehrmachtführungsstabes (Szef Sztabu OKW) w ogóle był przeciwny operacji. Do najtwardszych przeciwników operacji "Zitadelle" zaliczał się także Generalinspekteur der Panzertruppen Generaloberst Generaloberst Heinz Guderian. Jako że był on zwolennikiem czołgów, kwestie operacyjne postrzegał przez ich pryzmat. Nikogo nie zaskoczyło, że w czasie narad w Monachium powiedział, że trzeba rozbudować wojska pancerne do walki z Aliantami na Zachodzie, którzy już przygotowywali inwazję. Podsumowując - konferencja monachijska zakończyła się niczym i żadnych konkretnych wniosków nie wyciągnięto. Adolf Hitler wyraźnie zauważył, że nawet zwolennicy przeprowadzenia operacji zaczęli tracić do niej serce, z resztą jak on sam. Co gorsza z Włoch napływały niepokojące informacje, bo tamtejsza sytuacja polityczna wisiała na włosku. Krótko mówiąc - początkiem maja 1943 r. sens przeprowadzenia operacji "Zitadelle" bezpowrotnie mijał. Niemcy powinni uderzyć wtedy, bo jeszcze na przełomie kwiecień-maj natarcie miałoby coś wspólnego z początkowymi założeniami, podczas gdy później już nie. Im dłużej zwlekano, tym cena za wygraną była coraz większa, aż w końcu przestała dawać jakiekolwiek zyski. 
Wydaje się zatem, że operację "Zitadelle" położył Generaloberst Walter Model, a Adolf Hitler po prostu nie wiedział co robić. W krytycznym momencie zabrakło kogokolwiek, kto narzuciłby dowodzącym jednoznaczną decyzję oraz wiarę w sukces w przypadku pozytywnego rozpatrzenia. Co gorsza, nikt nie miał do zaoferowania alternatywnego scenariusza. Nie mając się na czym i na kim oprzeć, po konferencji w Monachium Adolf Hitler przełożył termin operacji do 12 czerwca 1943 r., czyli o ponad miesiąc.  
  
Niemieckie rozpoznanie rozmieszczenia wojsk sowieckich na łuku kurskim i orłowskim w połowie maja 1943 r.; jak widać Niemcy już wtedy znali wszystkie główne kwestie
Źródło: Technika Wojskowa Historia 03/2016 (39)
Przesunięcie operacji "Zitadelle" było ogromnym błędem, który zapewne już wtedy dostrzeżono. Co prawda Adolf Hitler uzasadniał tę decyzję wolą wzmocnienia swoich wojsk PzKpfw V Ausf. D "Panther" oraz Panzerjäger Tiger (P) "Ferdinand" - ale było to zgodne z sugestiami, a wręcz żądaniami Generalobersta Waltera Modela. Już na konferencji w Monachium Führer mówił: "Sukces zapewnią nam nowe Tygrysy i Pantery, znakomite czołgi, które gwarantują całkowitą przewagę jakościową nad maszynami Rosjan" i nie zgodził się z opinią Generalinspekteura der Panzertruppen Generalobersta Heinza Guderiana, który zasugerował: "Uważam nowe Pantery za tak naprawdę jeszcze niegotowe do zadań frontowych. Mają one jeszcze wiele 'chorób wieku dziecięcego', co przy nowych konstrukcjach jest całkiem normalne. Usterki te mogą być usunięte w ciągu pięciu czy sześciu tygodni". Jednak faktycznym powodem wydaje się być sytuacja w Tunezji. Z logicznego punktu widzenia, patrząc na ramy czasowe, jasno wychodzi, że Adolf Hitler potrzebował tej przerwy na skoncentrowanie się wyłącznie na problemie Heeresgruppe Afrika oraz nieciekawej sytuacji we Włoszech. Z obiektywnego punktu widzenia, odłożenie ofensywy o miesiąc, sprowadzało się do konieczności zarzucenia operacji. Sowieci w ten sposób dostali mnóstwo dodatkowego czasu na stworzenie jeszcze większych i mocniejszych umocnień obronnych oraz przerzucenie swoich sił na łuk kurski. Czynnik zaskoczenia można było wyrzucić do kosza. 21 maja 1943 r. Fremde Heere Ost złożyło okresowy raport, który podsumowywał wiedzę zdobytą właściwie ze wszystkich źródeł o przygotowywanej przez Sowietów ofensywie, jakiej należało oczekiwać latem 1943 r. W raporcie tym wyraźnie podkreślono, iż przeciwnik doskonale zdaje sobie sprawę o zbliżaniu się niemieckiej operacji "Zitadelle" i domyśla się jej intencji, więc równocześnie jest gotów do walki. Oceniano, że Armia Czerwona przyjmie na siebie uderzenie Wehrmachtu i Waffen-SS, a później sama wyprowadzi kontrofensywę po jego wyczerpaniu. 

Schemat rozlokowania sił Armii Czerwonej na łuku kurskim z 3 czerwca 1943 r.
Źródło: Technika Wojskowa Historia 03/2016 (39)
W odpowiedzi na poczynania Sowietów, z drugiej strony także zaczęto koncentrować się na podciąganiu w rejon Kurska coraz większych uzupełnień i materiałów - adekwatnie do coraz bardziej rozbudowującej się obrony przeciwnika. Jednak w końcu Niemcy osiągnęli punkt krytyczny, gdyż z jednej strony spowodowały to działania Aliantów, którzy lada dzień mogli przeprowadzić swoją operację na zachodzie, a z drugiej - jak zwykle zawiodła logistyka, która nie przewidywała takiego dużego skupienia sił i wyposażenia na tak małym terenie, a z resztą wojska niemieckie i tak nie mogły wystawić do walki wystarczająco dużych sił. Ich największym atutem pozostawały wojska szybkie, które miały... przełamywać umocnione pozycje wroga, a potem w walkach manewrowych - jego odwody operacyjne. Oczywiste jest, że ta druga faza była zależna od kondycji wojsk pancernych po wykonaniu pierwszego zadania, a przecież ewentualne straty w sprzęcie i ludziach nie mogły zostać tak szybko uzupełnione, jak wymagałby tego przebieg dalszej ofensywy.
Jednocześnie dowództwa miały cały czas przygotowywać plany natarcia. Jak wspominał General der Infanterie Friedrich Fangohr - szef sztabu 4. Panzer-Armee, już 6 maja 1943 r. dostał nowy rozkaz przygotowania do ataku, w wyniku którego w dniach 10-11 maja w sztabie 4. Panzer-Armee odbyła się narada jej dowódcy - Generalfeldmarschalla Hermanna Hotha oraz Generalfeldmarschalla Ericha von Mansteina - dowódcy Heeresgruppe "Süd". W jej trakcie opracowano plan uderzenia, uwzględniający kilka nowych pomysłów tego pierwszego. To właśnie dopiero wtedy powstała koncepcja, którą znamy z realnego przebiegu lipcowych wydarzeń. Oznacza to, iż wcześniejszy plan z marca był inny, najpewniej prostszy i mający skutkować odmienną bitwą. Jedną z najważniejszych zmian jakie dokonano było przekierowanie natarcia przy wychodzeniu poza ostatni pas obrony Sowietów. Generalfeldmarschall Hermann Hoth, obserwując posunięcia sił sowieckich - dostrzegł, że przeciwnik zna niemieckie plany ówczesnego uderzenia na Kursk przez rzekę Psioł lub się ich domyśla. 

Im dłużej Niemcy zwlekali z natarciem, tym bardziej Sowieci umacniali swoje pozycje i przerzucali w rejon kurska coraz więcej wojsk i sprzętu; poniżej odbiór nowych KW-1s z 6. Gwardyjskiego Pułku Czołgów w maju 1943 r. 
Źródło: Technika Wojskowa Historia 03/2016 (39)
Gdy wyznaczony przez Adolfa Hitlera czerwcowy termin natarcia minął, przygotowane wojsko nie dostało żadnych wytycznych. Wynikało to z ciągłego skupienia się OKW na problemie Włoch. W międzyczasie dowództwo OKH podjęło badania celem których miały być ewentualne próby przeniesienia sektorów operacyjnych w inne miejsca, aby ominąć rozbudowaną obronę Sowietów. Te jednak odrzucili zarówno Generalfeldmarschall Hermann Hoth oraz Generalfeldmarschall Erich von Manstein. Kiedy kilka dni później uznano, ze sytuacja we Włoszech jest w miarę ustabilizowana, można było wrócić do działań na Froncie Wschodnim. W dniach 16 i 18 czerwca 1943 r. w kwaterze Hitlera doszło do narad mających ostatecznie rozstrzygnąć losy operacji "Zitadelle". Scenariusz był podobny jak początkiem maja w Monachium. Obie Heeresgruppen miały przedstawić swoje opinie i zaproponować wnioski, które z kolei analizowano w OKW i OKH. Mimo że od poprzedniej narady minął już miesiąc, a sytuacja na łuku kurskim zmieniła się - wysunięto te same argumenty co w Monachium, jak gdyby nieprzyjaciel przez ten czas nie zrobił nic. Sztabowcy OKH i OKW byli za całkowitym porzuceniem operacji "Zitadelle" w celu budowania rezerw do późniejszych walk obronnych. Zgadzał się z nimi Generalinspekteur der Panzertruppen Generaloberst Heinz Guderian, który dodatkowo przypomniał o rozbudowie sił pancernych oraz częściowo Generaloberst Erhard Raus. 
Po podsumowaniu opinii 18 czerwca 1943 r. Adolf Hitler zdecydował w końcu, że operacja "Zitadelle" zostanie przeprowadzona w pierwszym możliwym terminie. Zgodnie z sugestiami niektórych, wybrano początek lipca 1943 r., czyli aż dwa tygodnie od daty ostatniej narady. Wynikało to z tego, ze pomimo presji czasu, dowódcy w polu nie widzieli powodu do śpieszenia się, mimo że wskazywali na ten czynnik jako jeden z najistotniejszych...

Kolumna nowych SdKfz 3 "Maultier" dostarczonych do wielu niemieckich dywizji wiosną 1943 r.; mimo że pojazdy rozdzielano po nawet kilkadziesiąt sztuk - do to rozpoczęcia operacji "Zitadelle" nie zapełniono etatów w prawie żadnej z nich
Źródło: Technika Wojskowa Historia 03/2016 (39)
W czasie gdy Niemcy debatowali, Armia Czerwona zgromadziła na łuku kurskim imponujące siły. Ostateczny rozkaz do rozpoczęcia operacji "Zitadelle" padł 27 czerwca 1943 r. z terminem jej rozpoczęcia na 3 lipca, ale zaraz potem przesunięto go na 5 lipca. Z dostępnych danych wynika, że dopiero ta ingerencja była spowodowana dotarciem i przygotowaniem do działań PzKpfw V Ausf. D "Panther" oraz Panzerjäger Tiger (P) "Ferdinand" na linii frontu. 
Nie wdając się w szczegóły przebiegu operacji "Zitadelle", bo nie o tym jest artykuł, to w czasie całej ofensywnej części bitwy od 12 do 13 lipca 1943 r. Niemcy stracili lekko licząc ponad 55 000 żołnierzy, a więc jak dla nich - ogrom sił. Po drugiej stronie straty Armii Czerwonej wyniosły mniej więcej 178 000 ludzi, czyli zaledwie trzy razy więcej. Rzeczywiste dysproporcje były większe, bo faktyczne straty z trzech sowieckich frontów były liczniejsze niż raportowano w zestawieniach sumarycznych - mogły sięgnąć 200 000. Jakby nie patrzeć, to takie liczby dla Sowietów były zwycięstwem, a dla Niemców - niemal porażką, zwłaszcza na północnym odcinku frontu, gdzie można pokusić się o słowo "klęska", choć nie tyle Niemców, a  Generalobersta Waltera Modela. Straty 9. Armee wyglądały następująco: ponad 22 000 żołnierzy z czego ubytki bezpowrotne to 3 842 zabitych i 822 zaginionych, przy czym broniący się tam Sowieci stracili "tylko" 34 000 osób, w tym niecałe 15 000 zabitych i zaginionych według oficjalnych danych. Od tej lej liczby należy odjąć 7 000 jeńców, czyli zabitych było 7 500, a więc niecałe dwa razy więcej niż u Niemców. Jak na standardy Armii Czerwonej upatrywać należy w tym sukcesu. Na południu wyglądało to o wiele lepiej dla Niemców. Sowieci stracili tam 145 000 żołnierzy (straty bezpowrotne wyniosły 55 000 osób), podczas gdy 4. Panzer-Armee i Armeeabteilung Kempf - 35 000, z czego 7 096 bezpowrotnie, czyli siedem i pół razy mniej. Niemcy podsumowując swoje osiągnięcia na łuku kurskim, stwierdzili, że wzięli do niewoli 13 779 jeńców i dezerterów, zniszczyli łącznie 6 057 czołgów, 600 dział, 32 katiusze i 1 300 samochodów. Niewątpliwie były to dobre wyniki, ale co z tego, skoro nie osiągnięto założonych celów, a poza tym biorąc pod uwagę właściwości regeneracyjne Armii Czerwonej, nie było to rozstrzygające. Tym bardziej, że Niemcy ponieśli poważne straty, których zastąpienie były niemożliwe w tak szybkim terminie, jak u przeciwnika. Pod Kurskiem Wehrmacht i Waffen-SS nie wyparli Sowietów z ich umocnień, nie zdobyto terenu (w tym Kurska), nie związano rezerw Armii Czerwonej, ani nie utrzymano inicjatywy. 

Dwa fragmenty niemieckich raportów z obu odcinków walk na łuku kurskim, informujące o zniszczeniach, zdobyczach i stratach zadanych nieprzyjacielowi wedle meldunków własnych wojsk
Źródło: Technika Wojskowa Historia 03/2016 (39)
Wracając do kwestii "Panther" i "Ferdinandów", to źródła tego powtarzanego od wielu lat stwierdzenia, należy upatrywać w samych niemieckich generałach. Dla przykładu General der Panzertruppe Werner Kempf twierdził po wojnie, że przesunięcie terminu ataku tłumaczono mu opóźnieniami w dostawach nowych czołgów. Podobny problem przedstawiał Generalfeldmarschall Erich von Manstein, a o niezbędnych dostawach PzKpfw V Ausf. D "Panther" mówił sam Generaloberst Kurt Zeitzler, a więc prawa ręka Adolfa Hitlera w sprawie operacji "Zitadelle". Trudno jednak odgadnąć, czy powyższe przekazy były efektem "głuchego telefonu", czy przejawem samooczyszczenia się generalicji III Rzeszy poprzez zrzucanie odpowiedzialności za wynik operacji na Adolfa Hitlera. Podsumowując powyższe informacji wynika jasno, że nie ma to pokrycia w rzeczywistości, gdyż faktem jest, że kilkukrotne przekładanie operacji "Zitadelle" było spowodowane różnymi innymi czynnikami. Mało tego, nowych typów czołgów pod koniec kwietnia 1943 r. domagał się nie Adolf Hitler, a Generaloberst Walter Model. To on zażądał od Führera 180 szt. PzKpfw V Ausf. D "Panther", bez których ponoć nie mógł się obejść w obliczu silnej obrony przeciwnika, mając na jej przełamanie jedynie "garść" PzKpfw IV. Jednak żeby nie było - czołgi "Panther" oraz niszczyciele czołgów "Ferdinand" przesunęły operację "Zitadelle", ale o dwa dni - z 3 na 5 lipca 1943 r. - gdyż musiały dotrzeć w miejsce koncentracji i nie miało to już żadnego znaczenia dla przebiegu bitwy. Mało tego, było to spowodowane wnioskiem dowództwa Heeresgruppe "Mitte", w tym Generalfeldmarschalla Günthera von Kluge, a nie Adolfa Hitlera. Oczywiście, jak wiadomo, Generaloberst Walter Model nigdy swoich "Panter" nie dostał. 
Po co jednak Generaloberst Walter Model domagał się tych czołgów i w konsekwencji przesunięcia terminu operacji "Zitadelle" o miesiąc czy dwa w celu ich pozyskania? Przecież Generalfeldmarschall Erich von Manstein już podczas narady w Monachium z 4 maja 1943 r. podkreślał, że udział tych maszyn w bitwie nie ma żadnego znaczenia, odnosząc się do uwag Generalobersta Walter Modela, a nie - jak się do dziś przyjmuje - Adolfa Hitlera, który je tylko przywołał.

PzKpfw V Ausf. D "Panther" wyprodukowane w zakładach MAN na początku maja 1943 r. 
Źródło: Tank Musem 2902/D5
Podsumowując to wszystko, trzeba jasno stwierdzić, że przesunięcie operacji "Zitadelle" o te kilka miesięcy nie było spowodowane uzależnieniem jej od dostaw nowych czołgów i niszczycieli czołgów. Co więcej, to nie Adolf Hitler, a Generaloberst Kurt Zeitzler popychał niemieckich generałów do tej bitwy i zrzucenie odpowiedzialności wyłącznie na Führera jest dużym nadużyciem. Zachował się zapis, w którym Hitler mówił wprost: "W tym roku nie możemy przeprowadzić żadnej dużej ofensywy" - odnosząc się do 1943 r. Adolf Hitler nie odegrał rozstrzygającej roli decyzyjnej nawet w czerwcu 1943 r., kiedy ostatecznie samodzielnie rozkazał przeprowadzenie operacji "Zitadelle", mimo wszelkich negatywnych przesłanek. Swoboda jego decyzji była bardzo ograniczona zaawansowanym rozwojem przygotowań do natarcia, które były już ciężkie do odwołania, tym bardziej, że jego generałowie sami nie mogli się zdecydować czy uderzać, czy nie.
Gdy 18 czerwca 1943 r. Generalfeldmarschall Günther von Kluge zaznaczył w przygotowanym raporcie o stanie sił Armii Czerwonej naprzeciw 9. Armee, że natarcie jest nadal możliwe, o ile dostanie czołgi nowego typu, to kierując się tym czynnikiem, sztab Heeresgruppe "Mitte" wskazał pierwsze dni lipca jako termin rozpoczęcia operacji "Zitadelle". Adolf Hitler jedynie przyjął to do wiadomości i opierając się na wskazaniach swoich generałów - wprowadził je w życie. 

PzKpfw V Ausf. D "Panther" załadowane na platformy kolejowe i przewożone w rejon Kurska
Źródło: https://pl.pinterest.com/pin/385972630538268722/?lp=true

2 komentarze: