18 września 2019

Polak w służbie III Rzeszy cz. 3 - Na tyłach frontu

Podczas II wojny światowej w Wehrmachcie służyło około 380 000 żołnierzy pochodzenia polskiego. Jednym z nich był Joachim Ceraficki, który jako "Niemiec trzeciej kategorii" został wcielony do Wehrmachtu w 1942 r. W Heer spędził prawie 3 lata walcząc na Froncie Wschodnim głównie jako łącznościowiec. Starał się on przede wszystkim przeżyć i być dobrym żołnierzem, mimo że przyszło mu walczyć nie za swoją ojczyznę. Celem było zminimalizowanie ryzyka śmierci, bo na froncie jego patriotyzm nie miał żadnego znaczenia - tam najważniejsze okazało się koleżeństwo i współpraca. Wbrew pozorom, choć trudno w to uwierzyć, Polakom w Wehrmachcie również przysługiwały dni wolne czy urlopy, a często byli traktowani tak samo jak Niemcy - zgodnie z regulaminem armii. W trakcie nawały artyleryjskiej Armii Czerwonej w marcu 1943 r. Joachim Ceraficki zostaje ranny w nogę odłamkiem i decyzją sanitariuszy - zostaje odesłany na leczenie szpitalne.

Połowa marca 1943 r. Po całkiem niezłym śniadaniu, jak na warunki frontowe, Joachim Ceraficki zostaje przewieziony ciężarówką na lotnisko. Tuż przed odlotem jeden z rumuńskich oficerów podbiegł do samolotu błagając żeby go zabrać. Żołnierz obsługujący karabin maszynowy kategorycznie odmówił zamykając mu drzwi przed nosem. 
Ceraficki ze zdziwieniem zauważa, że Junkers Ju 52/3m leci na bardzo małej wysokości. Załoga kręciła się dookoła wypatrując przeciwnika, aż w końcu wylądowano na lotnisku w Kerczu, skąd zabrano Cerafickiego do pociągu sanitarnego. Przyjmujący go sanitariusz kazał najpierw zdjąć mundur, a potem naniósł grubą warstwę śmierdzącego siarkowodorem proszku. Zaraz po tym wagony ruszyły - widocznie Ceraficki był ostatnim żołnierzem na którego czekano. Na jego szczęście przyszło mu siedzieć samemu w przedziale, więc zabrał się za pisanie i czytanie listów. 
Po jakimś czasie pociąg zatrzymał się w Mikołajewsku. Na zewnątrz było bardzo zimno. Sanitariusze wprowadzili Joachima do pomieszczenia, które prawdopodobnie wcześniej służyło jako sala szkolna. Świeciła się tam tylko jedna żarówka. Jeden z medyków zdjął opatrunek i wsadził nogę Cerafickiego do emaliowanej miednicy, kierując na nią światło stojącej lampy. Potem zaczął lać na ranę śmierdzący płyn. W trakcie tego przybył chirurg, przykucnął, przyglądnął się nodze Joachima i przystąpił do wycięcia wrzodów. W pewnej chwili rozległ się odgłos spadającego do miednicy kawałka żelaza. Cerafickiemu wydawało się, iż jego noga płonie, a chirurg pokręcił tylko głową. Na koniec rana została posmarowana jakąś maścią i zabandażowana. Ceraficki był szczęśliwy, że w końcu może założyć skarpetkę. Potem wszyscy opatrzeni żołnierze zostali wysłani do dezynfekcji, a mundury zabrano do odwszenia. Przy ich wydaniu każdy dostał nową bieliznę. 
Odkażonym pociągiem ranni zostali przetransportowani do Kijowa - ci mniej poturbowani zostali ulokowani w byłej szkole. Z czasem i Ceraficki mógł się do nich zaliczać, bo z jego nogą było coraz lepiej. Czekając na kolejny transport do szpitala polowego - wolny czas wykorzystywał na zwiedzanie miasta. 

Niemieckie szpitale polowe na froncie wschodnim były lokowane w różnych budynkach; na poniższym zdjęciu budynek GPU w jednym z rosyjskich miast przemianowano na lazaret, kwiecień 1943 r. 
Źródło: Źródło: https://www.alamy.de/stockfoto-deutsche-lazarett-an-ostern-front-1943-48339164.html
Koniec marca 1943 r. Rekonwalescenci zostali poinformowani, iż niedługo pociąg sanitarny przewiezie ich do szpitala wojennego. Następnego dnia wszyscy mogący poruszać się o własnych siłach mieli zaraz po śniadaniu stawić się na kijowskim dworcu. Dostępu do wagonów broniło kilkunastu uzbrojonych sanitariuszy, a wśród nich oficer odczytywał kartonowe plakietki zawieszone po lewej stronie munduru każdego z przybyłych. Na nich, oprócz stopnia i nazwiska, wpisany był rodzaj rany lub choroby. Na plakietce Cerafickiego widniał napis: "wrzody podudzia". Zanim Joachim zdążył cokolwiek powiedzieć, został odesłany przez oficera, podobnie jak wielu innych. Musiał cofnąć się na koniec pociągu i z drugiej strony wsiąść do ostatniego przedziału. Po chwili został zmuszony ściągnąć but, gdyż noga zaczęła znów puchnąć, a jeszcze niezagojone w pełni rany bardzo swędziały. 
Pociąg jechał w kierunku południowo-zachodnim. Co dwieście metrów stały schrony z drewnianych bali, przykryte grubą warstwą ziemi. Można się było domyśleć, iż przydzieleni do nich żołnierze mieli za zadanie ochraniać tory kolejowe i przejeżdżające pociągi przed działaniami partyzantów rosyjskich. Wieczorem pociąg dojechał do Winnicy, a rano przetransportowano żołnierzy do szpitala wojennego, urządzonego w budynku, który ponoć kiedyś stanowił własność carycy Katarzyny II, a położony był kilkadziesiąt metrów od skalistych brzegów rzeki Boh. 
W szpitalnej recepcji siedzący za biurkiem Gefreiter kazał ściągnąć Cerafickiemu ładownice do Kar98k z paska, z których jeszcze nie został rozbrojony. Otwierał po kolei trzy przepisowe, kręcąc głową. Joachim domyślał się o co chodzi, gdyż brakowało tylko dwóch naboi. Potem zajrzał do Soldbuch i szeptem wymówił nazwę batalionu. "Gdybyś pomyślał, to byś doszedł do wniosku, że radiotelegrafista ma raczej mało okazji do strzelania" - powiedział w myślach Ceraficki. W końcu Gefreiter zapytał o dolegliwości. Joachim odrzekł, że przy zachowaniu higieny rany się prawie zagoiły i zabliźniły, ale w stolcu pojawia się krew, co jest powodem do dalszego leczenia czerwonki. Po tym wyznaniu Ceraficki zostaje zaprowadzony do dużej sali, gdzie stało jedno wolne łóżko przy dwunastu zajętych. Nowy sąsiad od razu zapytał o nazwę jednostki, z której przybył Joachim. Kiedy otrzymał upragnioną informację, odrzekł: "Masz, chłopie, szczęście!". Po kąpieli Ceraficki położył się w łóżku z czystą pościelą - pierwszy raz od pół roku. 
Obchód lekarski odbywał się codziennie po śniadaniu. Po pierwszej wizycie Joachim poprosił o dietę, która uchroniłaby go od częstych wizyt w toalecie. Oprócz tego, że schudł ponad 13 kg i ważył teraz 60 kg przy wzroście 180 cm - czuł się bardzo dobrze. Większość leżących na sali cierpiała na wrzody żołądka. Okazało się, że ciekawski sąsiad Cerafickiego pochodził z Górnego Śląska, więc często, gdy byli sami, rozmawiali po polsku. Jako doświadczony pacjent, pouczał Joachima, jak można symulować choroby.

Zdjęcie Kijowa z czerwca 1943 r. gdzie w marcu tego roku trafił ranny Joachim Ceraficki
Źródło: https://www.bild.bundesarchiv.de/cross-search/search/_1568706497/?search[view]=detail&search[focus]=9
Początek kwietnia 1943 r. Po kilku dniach Ceraficki dostał gorączki przekraczającej 40 stopni, bóle pleców i wzmożoną potliwość, ale po dwóch dobach wszystko minęło. Jednak objawy te zaczęły się powtarzać, więc oprócz chininy - dostawał jeszcze inne zastrzyki. 13 kwietnia 1943 r., mimo osłabienia, Joachim oświadcza lekarzowi, iż czuje się już świetnie, a ten, po oględzinach, przepisuje mu dietę składającą się głównie z czekolady i jajek.
W tym samym dniu niemieckie radio podało, że Sowieci zamordowali w Katyniu pod Smoleńskiem kilka tysięcy polskich oficerów wziętych do niewoli w 1939 r. Ceraficki i jego śląski kolega uważali, że zrobili to Niemcy. Kiedy Joachim powiedział o tym obsługującym go Ukrainkom, oburzone odpowiedziały, iż to na pewno NKWD dokonało tego mordu. Jak opowiadały, przed wkroczeniem armii niemieckiej NKWD zabijało wszystkich więźniów politycznych - zarówno mężczyzn, jak i kobiety. Obecna przy rozmowie polska sprzątaczka potwierdziła, że Sowieci zabili jej męża tylko dlatego, iż był Polakiem. 
Jeszcze tego samego dnia leżący w drugim rzędzie podoficer Waffen-SS poprosił Cerafickiego na rozmowę pod nieobecność jego sąsiada ze Śląska. Opowiedział, że po zajęciu przez Niemców Winnicy żołnierze z jego jednostki spędzili wszystkich mężczyzn, kobiety i dzieci pochodzenia żydowskiego oraz jeńców na plac w centrum miasta. Strzelali do nich tak długo, dopóki wszyscy nie przestali się ruszać i krzyczeć. Krew zabitych była wszędzie. Ceraficki wysłuchał go w milczeniu. Z doświadczenia wiedział, że takich wypowiedzi lepiej nie komentować. Wyczuł jednak, iż z tonu wypowiedzi żołnierz ten miał żal, że uczestniczył w czymś takim. Kiedyś pewien ukraiński fryzjer powiedział do Cerafickiego: "Myśmy na was czekali, a wy coście nam zrobili?" - tego Joachim też nie skomentował. 

Kolejnym punktem podróży Joachima Cerafickiego była Winnica położona nad rzeką Boh; zdjęcie wykonano w 1943 r. 
Źródło: https://reibert.info/attachments/vinnica-1943-ehlektrostancija-jpg.7951645/
Koniec kwietnia 1943 r. Ceraficki czuł się coraz lepiej i nawet zaczął przybierać na wadze. Lekarz skierował go na prześwietlenie płuc i innych części ciała. Poza specjalną dietą, nadal brał leki osłaniające wątrobę i żołądek. Z czasem Joachim miał na tyle dobre samopoczucie, że chodził nad Boh, gdzie na skalistym brzegu - opalał się. Po tygodniu poczuł, iż może zgiąć kolano nie czując przy tym bólu. Z powodu opalenizny lekarz myślał, że Ceraficki ma żółtaczkę, ale szybko zostało to wyjaśnione.

Żołnierze Wehrmachtu wraz z tzw. Blitzmädel w Winnicy w 1942 r.
Źródło: https://reibert.info/threads/vinnica-vo-vremja-vojny.154288/page-14
Maj 1943 r. Pewnego dnia nad Bohem, gdzie przychodziły także Ukrainki, Joachim poznał jedną z nich. Kilka dni później zawitała do szpitala i powiedziała, że chce się z nim spotkać. Umówili się na niedzielę, ponieważ wtedy nie było obchodu lekarskiego. Ceraficki wystroił się w mundur i wyszedł przed szpital. Tam czekała na niego Barbara - bo tak miała na imię - i poprosiła go, żeby poszli pod okna piwnic, gdyż chce porozmawiać z uwięzionym tam mężczyzną. Na miejscu Joachim udawał głośną rozmowę, a dziewczyna w tym czasie przekazała więźniowi informacje. Po tym wszystkim Ceraficki zapytał się, czy tylko dlatego chciała się z nim spotkać. Ona na to odpowiedziała, że sama nie wie, czy zakochała się w "Germańcu" czy w Polaku. "W Polaku" - oznajmił spokojnie Joachim i zaczął się śmiać. W końcu wyruszyli razem na skraj miasta. Była piękna, słoneczna pogoda. Barbara wyjęła książkę z poezjami Puszkina i przeczytała kilka utworów. Przytuleni do siebie w zielonej dolinie, oboje marzyli o pokoju i spotkaniu nad Wisłą w wolnej Polsce. Czasami spotykali się w jej służbowym pokoju, który znajdował się w ładnie urządzonym trzypokojowym domku. Tam opowiadała mu o rodzinnym Artemowsku, ale nie mówiła, dlaczego go opuściła - sam Joachim też nie pytał. Domyślał się natomiast, iż nie była zwolenniczką Stalina, i podobnie jak szpitalny fryzjer - miała żal do Niemców i zawiodła się na nich. 
Z racji, że szpital posiadał całkiem sporą bibliotekę - Ceraficki doskonalił język niemiecki czytając m.in. przetłumaczone książki Sienkiewicza. W sumie przez prawie dwa miesiące udało mu się przeczytać kilkanaście pozycji.

Bank w Winnicy, 1943 r. 
Źródło: https://reibert.info/threads/vinnica-vo-vremja-vojny.154288/page-14
Czerwiec 1943 r.  Ceraficki zostaje poinformowany, że za parę dni będzie skierowany do macierzystej jednostki w Niemczech. Ucieszył się, gdyż bał się, iż Sowieci niedługo mogą przekroczyć Dniepr i wtedy nastąpi ewakuacja szpitala, a wszyscy ozdrowieńcy zostaną skierowani do walki. Kilka dni później, podczas obchodu, doktor nagle oznajmił mu, że jednak pojedzie na front, bo wszyscy żołnierze z 560. Bewährungsbataillon, gdzie służył, po powrocie do zdrowia mają tam wrócić. Joachim wytłumaczył mu, że to dotyczy tylko B-Männer, natomiast on jest A-Männer. Jeszce tego samego dnia doktor z uśmiechem wręczył Cerafickiemu skierowanie do ośrodka we Wrocławiu, który z kolei kierował do miejsca, gdzie znajdowała się macierzysta jednostka przygotowująca rezerwę.

Kolejnym miastem w którym znalazł się Joachim był Wrocław; na zdjęciu poniżej Breslau Hauptbahnhof - czyli Dworzec Główny we Wrocławiu wraz z niemieckimi żołnierzami stojącymi na peronie
Źródło: https://bi.im-g.pl/im/bd/36/13/z20147389Q,Niemieccy-zolnierze-na-peronie-Hauptbahnhof-Bresla.jpg
Lipiec 1943 r. Po trzech dobach jazdy pociąg zajeżdża na stację we Wrocławiu. Tam znajdowała się wojskowa centrala informująca żołnierzy zwalnianych ze szpitali, gdzie aktualnie znajduje się ich przydziałowa jednostka organizująca uzupełnienie dla jednostek frontowych. W Domu Żołnierza Ceraficki dowiaduje się, iż skierowanie otrzyma dopiero w poniedziałek, a w pomieszczeniu w którym miał spędzić dwie noce, spotkał żołnierza również z 560. Bewährungsbataillon, który walcząc pod Taupse - został ranny w bark.
Późnym popołudniem obaj poszli zwiedzać miasto. Przy okazji na Rynku Głównym wstąpili do restauracji, aby zjeść i wypić piwo. W lokalu tylko przy jednym stoliku znajdowały się wolne miejsca. Siedziały przy nim dwie kobiety w średnim wieku, całe ubrane na czarno. Jedna z nich gestem zaprosiła obu żołnierzy do zajęcia miejsc. Towarzysz Joachim dziękując za uprzejmość, jednocześnie przeprosił za ich niezbyt czyste mundury, ale wyjaśnił, iż obaj są w drodze do jednostek frontowych. Kobiety odpowiedziały, że ich mężowie zginęli pod Stalingradem, a one topią swoje żale w piwie oraz modlą się żeby ich kilkunastoletni synowie nie dostali powołania do wojska. Po rozmowie Ceraficki wraz z kompanem zaprosili je na niedzielę do kawiarni, w której po południu grała na żywo orkiestra. Zapewnili, że przyniosą kartki umożliwiające zafundowanie ciastek.
Następnego dnia żołnierze przyszli na spotkanie godzinę wcześniej. Ku ich zdziwieniu kobiety przyszły w kolorowych sukienkach, oświadczając, iż postanowiły skończyć z żałobą. Podały im również adresy swoich mieszkań i oznajmiły, że będąc we Wrocławiu - mogą u nich przenocować kiedy tylko zechcą. Głównym tematem rozmowy była wojna. Kobiety wypytywały o życie frontowe i sytuację w ZSRR.
W poniedziałek rano, po nocy z jedną z kobiet, Joachim stawił się w centrum informacyjnym po skierowanie do jednostki uzupełnień. Był pewien, że przyjdzie mu jechać do Fuldy, gdzie znajdowały się macierzyste koszary 560. Bewährungsbataillon. Ku zdziwieniu zmieszanym z zadowoleniem okazało się, że 500. i 560. Bewährungsbataillon są kierowane do Skierniewic. Obaj żołnierze dotarli tam nocą i szukając koszar, spotkali małego chłopca. Zapytany, co robi o tak późnej porze na zewnątrz, odpowiedział, że prowadzi żołnierzy do panienek. Towarzysz Joachima, mimo oporów Cerafickiego, postanowił skorzystać z usług przewodnika. Obaj weszli do wskazanego pokoju, oświetlonego lampą naftową, gdzie zobaczyli grubą, zmęczoną i podstarzałą kobietę. Śmiejąc się, opuścili lokal, a kolega Joachima dał chłopcu pięć marek.
Nazajutrz żołnierze dostali skierowanie do batalionu ozdrowieńców - Genesungbataillon - znajdującego się w Tomaszowie Mazowieckim. Jednostka została ulokowana w dawnych polskich koszarach. W wyznaczonej sali sypialnej Ceraficki dostrzegł kilka piętowych pryczy. Joachim wybrał górne łóżko, a ponieważ była pora obiadowa - poszedł z menażką do kuchni, gdzie liczył na dobre jedzenie. Nie zawiódł się - kucharz napełnił pojemnik grochówką z mięsną wkładką, polecając repetę. Na kolację i śniadanie dawano komiśny chleb, margarynę, marmoladę, serek i kawałek niezbyt apetycznie wyglądającego salcesonu. Do dyspozycji żołnierzy przez cały czas była kawa zbożowa z mlekiem i coś, co w zamyśle miało pełnić rolę herbaty.
Po rannej pobudce Joachim przedstawił się swoim sąsiadom z pokoju. Niespodziewanie jeden z nich oznajmił, że zna jego rodziców i siostry. Nazywał się Hinz i był synem grudziądzkiego rzeźnika. W 560. Bewährungsbataillon znalazł się, bo groziła mu kara śmierci za dezercję. Dzięki wstawiennictwu kuzyna, odznaczonego żołnierza, został skierowany do tej jednostki. Joachim zaczął go podejrzewać, może niesłusznie, że skoro zna język polski, Abwehra mogła wykorzystać go do poszukiwań osób organizujących ucieczkę z batalionu.
Po porannych ćwiczeniach Ceraficki zostaje wezwany do kancelarii, gdyż ktoś do niego dzwonił. Młodzieńczy głos z dowództwa w Skierniewicach pogratulował mu awansu do stopnia Gefreiter, a do Soldbuch wpisano mu udział w dwóch walkach wręcz. Pracownicy kancelarii także gratulowali Joachimowi awansu zaledwie po roku służby. Pod znakiem radiotelegrafisty przyszyto mu odznaczenie Gefreiter'a.

Joachim Ceraficki często wychodził na miasto, gdzie mógł podziwiać m.in. Dominikanerplatz, czyli Plac Dominikański; zdjęcie wykonano w latach 30. XX wieku; obecnie na miejscu budynków po lewej stoi Galeria Dominikańska
Źródło: https://i.pinimg.com/originals/5b/75/04/5b750479957071b144728dca7d39da16.jpg
Połowa lipca 1943 r. Codzienna pobudka była ustalona na godzinę 6:30. Po śniadaniu żołnierze mieli półgodzinne zajęcia gimnastyczne na boisku przy koszarach. Potem na placu koszarowym odbywało się imienne sprawdzenie obecności oraz wysłuchanie rozkazów dnia. Po południu przychodził czas na zajęcia sportowe. Poza tym każdy z żołnierzy pełnił jakąś funkcję. Ceraficki został zatrudniony w kancelarii do aktualizowania kartotek, w których prowadzono ewidencję wszystkich przebywających w koszarach żołnierzy. Po kolacji Joachim zawsze wychodził na miasto - sam lub w towarzystwie kolegi.
Po kilku dniach pobytu do koszar przyszedł Unteroffizier Kwapisch - jeden z dowódców oddziału radiotelegrafistów z 560. Bewährungsbataillon. Gdy spotkał Cerafickiego, opowiedział mu o swojej ranie na policzku. Joachim był ciekawy, ilu jeszcze jego kolegów trafi do koszar ozdrowieńców podczas jego pobytu.
Po tygodniu Ceraficki dostaje 14-dniowy urlop. Po przybyciu do domu zastał tam swoją mamę. Powiedziała, że wygląda znakomicie i widzi, iż służą mu "wakacje" w batalionie ozdrowieńców. Po przywitaniu i krótkiej rozmowie, Ceraficki udał się do pralni z mundurem. Po wyjściu wstąpił do kolegów z ostatniego miejsca pracy - Grudziądzkich Zakładów Lotniczych. Szefa, pana Fritza, nie zastał, gdyż powołano go do armii. Niemal cały personel GZL składał się wyłącznie z Polaków. Szefem magazynów był tata Cerafickiego. Nikt ze spotkanych osób nie pytał Joachima ani o przeżycia w wojsku, ani o sytuację na froncie. Joachim odwiedził także swoich kuzynów. Dotychczas nie dostali powołania do wojska, gdyż ich pracodawcy reklamowali ich jako niezastąpionych pracowników. Do domu Ceraficki wracał w towarzystwie ojca i jego zaufanych kolegów. Wszyscy pytali, kiedy nastąpi koniec wojny. Joachim odpowiedział, że obliczając ilość i odległość odskoków cofającej się armii niemieckiej po działaniach ofensywnych Sowietów, sądzi, iż za dwa lata.

Po pobycie we Wrocławiu Ceraficki został skierowano do Skierniewic skąd miał udać się do batalionu ozdrowieńców zlokalizowanym w Tomaszowie Mazowieckim; na zdjęciu ul. 1-Maja w Skierniewicach w 1943 r. 
Źródło: https://infoskierniewice.pl/wp-content/uploads/2018/05/ul-1-Maja-prawo-do-Szko%C5%82y-Podstawowej-nr-2-696x450.jpg
Koniec lipca 1943 r. Pewnego dnia Joachim budzi się z ogromnym bólem pleców i wysoką gorączką. Z tego powodu zostaje przeniesiony do izby chorych, która znajdowała się poza terenem koszar. Lekarz pytał, czy ma może bóle podudzi, co by świadczyło o tzw. gorączce wołyńskiej. Minęło kilkanaście dni i Ceraficki został przeniesiony do Spały. Kiedy wyszedł z samochodu, zasłabł i położył się na asfaltowym chodniku. Sanitariusze pomogli mu wstać i ułożyć na metalowym łóżku w szpitalu. Sprowadzony lekarz zapytał, na co choruje. Joachim odrzekł, iż może być to malaria, ponieważ od czasu opuszczenia szpitala w Winnicy, leczą go atebryną.
Wydawało się, że personel ośrodka i pacjenci chcą tu pozostać do końca wojny. Podczas pobytu Joachima odbywały się tam towarzyskie spotkania, sute kolacje, zebranych zabawiał konferansjer, a na scenie występowali aktorzy-amatorzy. Wieczorem można było iść do świetlicy posłuchać radia lub poczytać prasę.
26 lipca niemieckie radio podało, iż Mussolini został aresztowany i zastąpiony przez marszałka Badogolio. Patrząc na twarze słuchających, Cerafickiemu wydawało się, że każdy jest zadowolony z takiego obrotu spraw.

Centrum Tomaszowa Mazowieckiego w 1943 r. 
Źródło: https://d-nm.ppstatic.pl/kadr/k/r/47/bd/516e726642864_o,size,933x0,q,70,h,625482.jpg
Sierpień 1943 r. Przez cały miesiąc panowała bardzo dobra pogoda. Joachim codziennie z kolegami wybierał się na wycieczki kajakami w kierunku Inowłodza lub Tomaszowa. Obserwując życie w spalskim sanatorium Ceraficki zauważył, iż pracujący w nim Polacy są nieźle traktowani, a pacjenci-żołnierze nawiązują kontakty z polskimi dziewczynami.
Pod koniec sierpnia Joachim wraca do jednostki w Tomaszowie. Niespodziewanie otrzymuje tam kolejne 14 dni urlopu. Przybywając ponownie do Grudziądza nie zastał już ani kuzyna, ani kolegów. Wszyscy zostali powołani do Wehrmachtu.
Do Tomaszowa Ceraficki postanowił wracać przez Warszawę, aby odwiedzić przyjaciółkę. Przy ul. Grenadierów zauważa jak grupa policjantów w granatowych mundurach pakuje kobiety i mężczyzn na ciężarówki. Joachim domyślił się, iż jest to łapanka. W pewnym momencie zauważa przestraszoną, młodą dziewczynę niosącą torbę. Widać było, że nie wie co ma robić. Ceraficki podszedł do niej, wziął za rękę i powiedział, żeby uśmiechała się i mówiła "ja" albo "nein". Wziął od niej pakunek i głośno śmiejąc się mówił po niemiecku między innymi, że z Polakami trzeba zrobić porządek. Po chwili oboje skręcili w ul. Świdrzańską (dzisiejsza ul. Krypska). Łatwo można było zauważyć, że dziewczyna chce się już oddalić od Polaka w niemieckim mundurze, ale nie miała pomysłu, jak to zrobić. Nieopodal pojawił się jakiś młody chłopak, który patrzył na Joachima i dziewczynę z przerażeniem i sam bał się podejść. Wobec tego Ceraficki zostawił ją w najbliższej bramie i powiedział, że ma z niej wyjść, jak zniknie jej z oczu, a koledze niech powie, żeby zamienił oficerki na drewniaki, bo zaraz i jego zawiną. Dziewczynę zatkało. Po opuszczeniu bramy, zdenerwowany Joachim zdecydował, iż więcej nie będzie już nikomu pomagał, bo czeka go za to tylko niewdzięczność.

Po otrzymaniu urlopu w sierpniu 1943 r. Joachim udaje się do rodzinnego Grudziądza skąd wraca do jednostki przez Warszawę; poniższe zdjęcie przedstawia Rynek Główny w Warszawie w 1941 r. 
Źródło: https://fotopolska.eu/foto/1178/1178334.jpg
Początek września 1943 r. Po powrocie do koszar, Joachim dostaje rozkaz wyjazdu do Słupi koło Skierniewic, gdzie znajdowała się placówka strzegąca magazynów zbożowych, obsadzona przez żołnierzy z kompanii ozdrowieńców. W Rogowie, gdzie trzeba było się przesiąść z pociągu do wąskotorówki, Ceraficki wraz z jadącym z nim kolegą, przechodzili obok żołnierzy w mundurach Luftwaffe strzegących bunkra.
Jednostka w Słupi stacjonowała w budynku szkoły. Dowódcę w stopniu Unteroffizier oraz jego trzech podwładnych nowo przybyli zastali podczas kolacji. Obaj zameldowali się, podając stopnie i nazwiska. Pierwsze pytanie, jakie zadał dowódca, brzmiało: "Który z panów mówi po polsku?". Potrzebowali przede wszystkim tłumacza.
Podczas pierwszej nocy ani towarzysz Joachima, ani on sam nie pełnili warty, gdyż - jak to określił dowódca - muszą zapoznać się z obiektami, których należy strzec. Warta zaczynała się o godz. 20:00, a kończyła o godz. 6:00 rano. Zmiany wartowników następowały co dwie godziny. Uzbrojenie stanowił Mauser Kar98k oraz dwa Stielhandgranate 24. Początkowo podstawowym zadaniem załogi było pilnowanie kontyngentowego składu zboża, który znajdował się w jednej z sal szkolnych, na parterze. Po jakimś czasie zboże to oddano na przemiał, ale żołnierze pozostali. Nikt z nich nie potrafił odpowiedzieć - po co. Dowódcy o to nie zapytano, a on sam nie mówił. Wszyscy poza nim i Cerafickim należeli do B-Männer. 
Drużyna Joachima składała się z sześciu osób. Unteroffizier był mało wymagający i całkiem spokojny. Wszyscy mieli sporo wolnego czasu i możliwość poruszania się w obrębie wsi. Wobec mieszkańców każdy z żołnierzy zachowywał się życzliwie. W oczach Polaków, jako skazani na służbę w jednostce karnej, byli oni postrzegani jako przeciwnicy wojny. Pewnego dnia, gdy Joachim wraz z kolegą przechadzali się przez wieś, dostrzegli kobietę z kilkunastoletnią dziewczyną, które ładowały główki kapusty na stojący obok wóz. Gdy obaj przystanęli i patrzyli na piękną Polkę, ona rzekła: "Stoją cholerne Szwaby i patrzą, zamiast pomóc". "Oczywiści pomożemy" - odpowiedział po polsku Joachim. Jego towarzysz, mimo że nie rozumiał, to widząc miny kobiet - zaczął się śmiać. Obaj żołnierze pożegnali je, salutując. 
Następnego dnia, w niedzielę, grupa żołnierzy postanowiła odwiedzić pobliski staw w celu złowienia ryb. Do koszar wracali przez ogród przylegający do domu w którym mieszkała spotkana poprzedniego dnia złotowłosa dziewczyna. W ogrodzie tym na ziemi leżały dojrzałe śliwki. Żołnierze zaczęli je zbierać i śmiejąc się - pytać kiedy dostaną zapłatę za pomoc. W oknach domu zauważyli uśmiechnięte twarze. Chwilę później podeszła do nich ta dziewczyna i zaprosiła do środa. Przy stole siedziała jej siostra, koleżanka oraz dwóch chłopców. Żołnierze przywitali się stukając obcasami i trzymając czapki w dłoni. Żołnierze zostali zaraz zasypani pytaniami o przeżycia wojenne i to, skąd się wzięła znajomość języka polskiego u Cerafickiego. Powiedział im, że jest Polakiem z Berlina. Skłamał, gdyż Polacy mieszkający w Generalnym Gubernatorstwie na ogół nie wierzyli, że Niemcy przymusowo wcielali polską młodzież mieszkającą na Pomorzu i Śląsku do armii. Cała grupa bawiła się i śpiewała polskie, francuskie oraz niemieckie piosenki. 

Cygańska rodzina w Słupi w czasie II wojny światowej gdzie służbę pełnił Joachim Ceraficki
Źródło: https://i.ebayimg.com/images/g/~PQAAOSwQtJcyRfc/s-l1600.jpg
Październik 1943 r. Pewnego wieczoru do jednostki przyszedł komendant policji z kilkunastoletnim chłopcem, który z polecenia rodziców przekazał wiadomość, że w ich gospodarstwie pojawiło się kilku żołnierzy rosyjskich. Jak oznajmił, prosili o jedzenie i żywność na zapas. Niemieccy żołnierze wyruszyli wraz z kilkoma granatowymi policjantami. Gospodarstwo znajdowało się na krańcu wsi i oddalone było co najmniej kilometr od najbliższych zabudowań. Wszyscy zajęli stanowiska bojowe i posłali chłopca do domu z poleceniem powrotu, gdyby Rosjan już nie było. Po chwili wrócił, a dowódca kazał Joachimowi iść śladem Sowietów i nawiązać kontakt z rozstawionymi granatowymi policjantami. Jeden z nich oznajmił, iż widział ich idących w kierunku zachodnim. Zdziwiony Ceraficki zapytał, dlaczego nie strzelał. "A pan by strzelał?" - padła odpowiedź. 

Po wykonaniu przydzielonych zadań w Słupi Joachim Ceraficki wraca do Tomaszowa Mazowieckiego; poniżej centrum miasta w 1943 r. 
Źródło: https://d-nm.ppstatic.pl/kadr/k/r/97/f6/516e725e438ab_o,size,933x0,q,70,h,b09df0.jpg
Listopad 1943 r. W dzień Wszystkich Świętych Joachim namawia kolegów, żeby pójść na miejscowy cmentarz i oddać honory na grobach polskich żołnierzy. Na miejscu pomodlili się za nich i za poległych niemieckich żołnierzy. Po oddaniu honorów - grupa wróciła do koszar. 
Do miejsca stacjonowania oddziału przybył wysoki rangę urzędnik państwowy. Nazywano ich SS-Sonderführer. Taki tytuł uzyskiwał specjalista w SS, bez przeszkolenia wojskowego wymaganego na poziomie oficera, ale posiadający konkretne kompetencje i wiedzę, np. medyczne. Dowódca zerwał odpoczywających żołnierzy i chwilę później wszyscy stali na baczność. Gość zapytał jakie są zadania jednostki i czy w okolicy są partyzanci. Dowódca poprosił Cerafickiego, żeby odpowiedział o wydarzeniach w września. Pod koniec listopada służba w jednostce w Słupi dobiegła końca. 

Grudzień 1943 r. Joachim Ceraficki wraca do Tomaszowa Mazowieckiego. W batalionie ozdrowieńców nie zastaje już wielu kolegów z 560. Bewährungsbataillon. Pewnej nocy, pełniąc dyżur w wartowni, zasnął i śniły mu się walki na Kaukazie. Obudził go trzask otwieranych drzwi. Do pomieszczenia wszedł Ernst - towarzysz bitew pod Krymskiem o którym świadkowie zranienia mówili, że pewnie umarł. Joachim przez chwilę patrzył na niego, jakby zobaczył ducha, ale w końcu uradowany wstał i uściskał kompana. Potem Ernst opowiedział mu o swoim zranieniu, odtransportowaniu czołgiem, utracie przytomności i pobudce w szpitalu, po operacji jak się okazało. Od tej pory obaj żołnierze często wychodzili na miasto, szczególnie do restauracji. 
Z okazji świąt Joachim dostaje kilkudniowy urlop, który przeznacza na powrót do domu. Tam zastaje rodzinę w komplecie, tak że święta spędza w przyjemniej atmosferze. Jego ojciec mówił, że fabryki produkujące samoloty i ich warsztaty naprawcze są coraz częściej bombardowane i to skutecznie, gdyż do grudziądzkich magazynów docierają wagony pełne potrzaskanych części. Wujek opowiadał natomiast, że wielu Niemców nie wierzy już w zwycięstwo swojej armii i martwią się, iż będą musieli opuścić zajęte tereny. Był to ostatni urlop Joachima przed powrotem do jednostek liniowych. 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza