15 maja 2019

Cudowna broń III Rzeszy - Sturmgewehr 44

Idea powstania broni łączącej cechy pistoletu maszynowego i karabinu powtarzalnego pojawiła się na długo przed II wojną światową. Już wtedy zauważono, że w realnej walce osiągi mocnego naboju karabinowego nie są w pełni wykorzystywane. Już pod koniec XIX w. problem ten zainspirował badaczy do stworzenia tzw. naboju pośredniego, jednak pierwszą broń tego typu skonstruowali Rosjanie dopiero w 1916 r., a był to Automat Fiodorowa, który nie dość, że niezbyt udany, to tak na prawdę strzelał słabym nabojem karabinowym i to w dodatku japońskim - 6,5x50 mm SR. Jako że Rosja takiej amunicji nie produkowała, tylko sprowadzała z Japonii, szybko okazało się, że jest to nieopłacalne i w 1925 r. zakończono produkcję tej broni oraz pracę nad konstrukcjami tego typu, aż do czasu wybuchu II wojny światowej, gdzie sprawy w swoje ręce wzięli Niemcy.

Kłopotliwe początki  
Niemiecki pomysł stworzenia nowej broni strzelającej nowym nabojem pojawił się już w 1921 r., kiedy to doszło do spotkania pomiędzy przedstawicielami IWG (Inspektion für Waffen und Gerät - Inspektorat Broni i Wyposażenia) i Inspektoratu Piechoty i Kawalerii. Tematem dyskusji był rozwój amunicji dla broni ręcznej piechoty. Po przeanalizowaniu dotychczasowych osiągnięć konstruktorskich na tym polu panowie doszli do wniosku, że trzeba stworzyć "poprawiony pistolet maszynowy na lepszy nabój małokalibrowy", przy czym zapiski co do osiągów amunicji wykonane przez prowadzącego spotkanie ppłk. von Dittelberger'a jasno wskazują, że nie chodziło im o nabój pistoletowy. Dalsze dyskusje na ten temat prowadzono w 1923 r. w Inspektoracie Piechoty, który stworzył wytyczne nowej broni:
  •     lżejsza od Mausera G98
  •     samopowtarzalna lub samoczynna
  •     zdolna utrzymać osiągi balistyczne G98 na odległość co najmniej 400 m
  •     mająca magazynek na 20 lub 30 nabojów.
W końcu początkiem lat 30. XX w. ruszyły prace nad nową bronią dla piechoty, która miała stać się innowacją na polu bitwy, ale trzeba było dojść do porozumienia, jakim nabojem będzie ona strzelać. Na początku zaproponowano dwa naboje - oba wywodzące się od lotniczych nabojów pośrednich z łuską o długości 46 mm: jeden 8 mm, drugi 7 mm, lecz żaden nie został ciepło przyjęty. Tak samo potraktowano nabój firmy DWM - 7x39,1 mm i dopiero rok później zainteresowano się amunicją z biura konstrukcyjnego przedsiębiorstwa Gustaw Genschow & Co - 7,75x39,5 mm. Została ona skonstruowana przez Heinricha Vollmera do jego nowej broni Modell A35 i zainspirowała rząd do stworzenia własnego programu rozwoju naboju pośredniego oraz konstrukcji nim strzelającej. 
W 1938 r. prace nad amunicją powierzono wytwórni Polte z Magdeburga, która zaczęła ją od podpisania umowy z Heereswaffenamt (HWA, Urząd Uzbrojenia Wojsk Lądowych). Ten jednocześnie zamówił w firmie C.H.Haenel z Suhl broń, która miała tą amunicją strzelać. Kontrakt zawierał dostarczenie 50 szt. do końca lipca 1942 r. w celu badań poligonowych. HWA przedstawił także wytyczne dla nowej amunicji i broni - częściowo oparte na ustaleniach z 1923 r.:
  • masa niższa lub równa - tym razem - Mauserowi Kar98k
  • długość całkowita o wiele mniejsza niż Kar98k
  • tor lotu pocisku do 600 m taki sam jak naboju karabinowego 7,92x57 mm
  • celność ogniem pojedynczym do 400 m porównywalna z Kar98k
  • szybkostrzelność teoretyczna ogniem ciągłym od 360 do 450 strz./min
  • możliwość zastosowania istniejącej nakładki do strzelania granatami karabinowymi
  • odporność na trudne warunki polowe i możliwość wykorzystania w różnych warunkach atmosferycznych
  • prosta konstrukcja 
HWA wiedział dokładnie czego chce, ale nie zwrócił uwagi na jedno - Haenel ma stworzyć broń nie wiedząc do jakiej amunicji ma ją przystosować. Nie ma naboju, nie wiadomo jakie będzie miał parametry techniczne i balistyczne, jaka będzie jego charakterystyka, a wszelkie zmiany konstrukcyjne wymuszą jednoczesne zmiany w broni, a przecież może być taki scenariusz w Polte: "niech łuska ma 35 mm - przekazać do Haenela; (tydzień później) - albo nie - jednak 38 mm; (3 dni później) - przekazać Haenelowi, że jednak zostajemy przy tych 35 mm".  Trzeba przyznać, że postawione zadanie przez obiema firmami było nie lada wyzwaniem.

Bohater dzisiejszego artykułu - StG 44 w rękach grenadiera pancernego SS
Źródło: https://www.ebay.com/itm/WWII-B-W-Photo-German-Soldier-with-StG-44-Sturmgewehr-44-WW2-World-War-2159-/264143285228
Amunicja z Magdeburga
Z historią prac nad nowym nabojem wiąże się pewien problem - zaginęło lub zostało zniszczonych wiele dokumentów i rysunków związanych z tym przedsięwzięciem. Jednak i tak wiadomo dużo. W czerwcu 1939 r. Polte opracowało nabój 7,92x45 mm o średnicy dna łuski 11,95 mm. Zbliżone wymiary do naboju 7,92x57 mm pozwoliłyby używać takich samych narzędzi do wykonania czółka zamka. Jednak ktoś stwierdził, że jest on za długi i skrócono łuskę do 33 mm - tak powstał nabój 7,92x33 mm, który od finalnego różnił się kształtem, zwłaszcza bardzo krótką szyjką. Jednocześnie odrzucono badany nabój z łuską o długości 30 mm, gdyż w próbach praktycznych nie wypadł zadowalająco. Przybrał on zbyt stożkową formę, a to wymusiłoby nadmiernie zakrzywione magazynki.
W 1940 r. na poligonie w Kummersdorfie przeprowadzono badania rozrzutu nowego naboju. Testy na dystansie 100 m były zgodne z wytycznymi HWA. Początkiem grudnia 1940 r. w tym samym miejscu odbyły się testy amunicyjne z użyciem "MP firm Mauser i Haenel", co zapewne jest błędem, bo Mauser nie brał udziału w konstruowaniu broni do nowej amunicji, tylko Walther. Próby poszły bardzo niepomyślnie dla Polte, bo ich nowy nabój powodował zacięcia, rozdęcia luf, a jeden egzemplarz uległ zniszczeniu. Inspektorzy z HWA zgodnie stwierdzili, że przyczyną była zła jakość amunicji, a po dalszym zbadaniu - brak naważki ładunku miotającego oraz niedokładności w wymiarach. Jednak według Polte problem leżał w broni, która miała oddać strzał z niedomkniętym, niezaryglowanym zamkiem, albo po prostu z samozapłonu zbyt nagrzanej lufy. Argumenty Polte były na tyle przekonujące, że do sprawy już nie wracano, a w styczniu 1942 r. HWA zamówił kolejne 300 000 szt. amunicji do "MP 42S". W międzyczasie Polte poinformowała HWA, że w razie przyjęcie nowej broni do służby, będą mogli oni wyprodukować maksymalnie 6 mln sztuk amunicji miesięcznie.

Amunicja 7,92x33 mm Kurz wraz z magazynkiem do MP 43
Źródło: https://vignette.wikia.nocookie.net/furymovie/images/b/b8/70646a.jpg/revision/latest?cb=20150401181430
Pod koniec lutego 1942 r. złożono zamówienie na 10 mln nabojów i wprowadzono oficjalne nazewnictwo. Od teraz nabój nosił nazwę 7,92 mm Karabinerpatrone 42 (7,92 mm Kar.Patr.). Na początku lipca odbyły się próby poligonowe z użyciem, tym razem nazwanego, Mkb 42 - Maschinenkarabiner 42. W ich wyniku na oddane 3654 strzały nastąpiło 11 pęknięć łuski (0,33%) oraz 67 niewypałów, z czego po ponownym załadowaniu - odpaliło 57 nabojów. Miały też miejsce przypadki niewyrzucenia łusek, ale większość tego typu problemów leżała po stronie wad konstrukcyjnych broni, która nadal była w fazie dopracowywania.

Oryginalna ładownica do MP 44 z nabojami 7,92x33 mm Kurz 
Źródło: https://claus.espeholt.dk/mp44.htm
Dalsze prace nad amunicją ograniczyły się na udoskonaleniu jej metod produkcji. Pociski miały od początku rdzeń ze stali miękkiej (mE - mit Eisenkern), zamiast deficytowego ołowiu. Początkowo toczone - rdzenie były potem wykonywane za pomocą obróbki plastycznej. Tę technologię opracowała firma August Winkhaus. Od teraz pocisk miał ścięty wierzchołek, co spowodowało konieczność zmian płaszcza i wymusiło przekonstruowanie właściwie całego pocisku. Jednak było warto, bo przyniosło to znaczne oszczędności zarówno w czasie wykonania, jak i w sprzęcie.
W wyniku wyżej wymienionych prac powstał nabój pod nazwą Maschinen-Karabiner Patrone "S", ale w 1943 r. ze względu na ponowne przekwalifikowanie nowej broni na pistolet maszynowy, zmieniono ją na Pistolenpatrone 43 m.E. Nabój ten charakteryzował się stalową fosforowaną i następnie lakierowaną łuską o długości 33 mm i średnicy dna 11,95 mm. Pocisk o masie 125 gr miał rdzeń stalowy w ołowianym płaszczu. Ładunek miotający miał masę 24,38 gr, a był nim nitrocelulozowy proch rurkowy oznaczony jako Nz R.P.(1x0,8/0,2). Początkowo używano spłonek z mosiądzu Zdh.88, a potem przerzucono się na stalowe cynkowane Zdh.30/40 z niebieską obwódką (odpowiadała ona pociskowi m.E). Długość naboju wynosiła 48 mm, a masa - 17 g.

Dokładnie wymiary naboju 7,92x33 mm Kurz - warto pamiętać, że nazwa "nabój kalibru 7,92x33 mm" jest błędem terminologicznym, gdyż kaliber to najmniejsza odległość pomiędzy dwoma przeciwległymi bruzdami w lufie. W związku z tym poprawnie powinno się mówić "nabój o wymiarach 7,92x33 mm do broni kalibru 7,92 mm". W przypadku pocisku poniższego naboju ma on tak na prawdę 8,22 mm, a nie 7,92 mm, lecz pocisk zawsze jest większy niż kaliber broni, gdyż pod wpływem działania temperatury gazów pocisk "zmniejsza się" dopasowując swoją objętość do bruzd, które dodatkowo nadają mu ruch obrotowy
Źródło:https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/f/fc/7.92%C3%9733mm_Kurz.jpg
 
MKb 42(H)
Równocześnie z powstawaniem w Polte naboju, zespół konstrukcyjny z C.H. Haenel pod kierownictwem dyrektora i głównego konstruktora - Hugo Schmeissera, opracowywał broń nim strzelającą. Nowy karabin miał być samoczynno-samopowtarzalny działający na zasadzie odprowadzenia gazów prochowych przez boczny otwór w lufie do równolegle biegnącej rury gazowej, ryglowany przez przekoszenie zamka w płaszczyźnie pionowej i strzelać z zamka otwartego. To ostatnie oznacza, że zamek w momencie ciągnięcia spustu znajduje się w tylnym położeniu i dopiero jak zwolni się z zaczepu przez szynę spustową - rusza do przodu pod wpływem sprężyny powrotnej, po drodze wybiera nabój ze szczęk magazynka i dosyła go do komory, po czym powoduje jego odpalenie. Rozwiązanie to jest stosowano bardzo często w broni maszynowej, bo chłodzi dodatkowo lufę, ale za to zmniejsza się celność broni, bo zanim padnie strzał - przemieszcza się zespół ruchowy (zamek i suwadło), co nie sprzyja stabilnemu utrzymaniu celu. Haenel zapożyczył z MP 40 sposób mocowania urządzenia do strzelania amunicją ślepą (to ta nakrętka na wylocie lufy), sposób zabezpieczania broni w tylnym położeniu zamka poprzez wprowadzenie rękojeści napinania w wycięcie szczeliny, a także - kształt gniazda magazynka i konstrukcję jego zatrzasku. Układ gazowy zwanego wówczas MP 42S bazował na bloku gazowym osadzonym kołkami na lufie z wywierconym otworem łączącym przewód lufy z komorą gazową, przez który były odprowadzane gazy. Do tej komory uchodziła równolegle rura gazowa osadzona nad lufą, w której poruszał się tłok o długim skoku, w przednim położeniu części wprowadzany do komory gazowej. Sam tłok był umieszczony na końcu długiego tłoczyska, przechodzącego w suwadło, na którym był zawieszony zamek. Suwadło sterowało ryglowaniem i odryglowaniem zamka, a jego wstęp służył jako kurek powodujący odpalenie naboju, uderzając w wystający z tyłu zaryglowanego zamka koniec iglicy. Dostęp do całego mechanizmu w celu jego wyczyszczenia był możliwy dzięki wykręceniu korka w przedniej części bloku gazowego. We wczesnej fazie rozwoju karabinu miał postać długiej, pustej tulei, którą osadzono jednym końcem w bloku gazowym, a drugim - w podstawie muszki.

Seryjna wersja MKb 42(H) - jego układ lufy z komorą gazową przypomina strzelbę dwulufową
Źródło: STRZAŁ - magazyn o broni, nr 10 (88)
Mechanizm zamkowy do swojej nowej broni Schmeisser stworzył już w październiku 1939 r., a pierwszy prototyp - pół roku później, lecz zbyt czasochłonna i kosztowna metoda produkcji nie spodobała się HWA. Jako że Haenel miał problem sprostać wymaganiom w wyniku braku doświadczenia w wytwarzaniu produktów nowymi metodami, nie mówiąc już o stworzeniu nowej technologii, HWA powierzyła wytworzenie komory zamkowej znanej firmie specjalizującej się w maszynach biurowych - Merz Werke z Frankfurtu nad Menem - mającej duże doświadczenie w stosowaniu m.in. obróbki plastycznej. Pod koniec 1941 r. Merz Werke przedstawił swoją wersję zespołu komory zamkowej wykonaną nowoczesnymi technologiami. W międzyczasie firma Württembergische Metallwarenfabrik z Geislingen - WMF - (o kodzie producenta "awt") dodała do ówcześnie zwanego w korespondencji MP 42S wykonaną podobnymi technikami komorę spustową z rękojeścią, połączoną z komorą zamkową.

Niemiecki żołnierz podczas strzelania z MKb 42(H)
Źródło: http://albumwar2.com/a-german-soldier-armed-with-an-assault-rifle-mkb-42h/
Niestety nie zachował się ani jeden egzemplarz MP 42S, a jego jedynym śladem istnienia jest prawdopodobnie pochodzący z niego magazynek, oznaczony "MP 42(HS)". W lutym 1942 r. postanowiono zmienić nazwę broni na Maschinenkarabiner 42 (MKb 42), co można przetłumaczyć jako "karabinek maszynowy wz. 42". W ogóle to nowego-starego Mausera też nazwano "Karabiner", choć strzelał pełnowymiarowym nabojem karabinowym, więc MKb 42 miał być karabinkiem przez inny nabój, a K98k - przez skrócenie. Mało to logiczne, ale nazw nowej broni będzie jeszcze kilka, bo z tego okresu, na zachowanych prototypowych egzemplarzach, widnieje nazwa "M.K. 42(HS)". Chyba nie mogli się dogadać, która jest lepsza i żeby nie było kłótni, to połączyli obie.
Mimo wielu kłopotów po drodze, wspomnianych przeze mnie kilkukrotnych zmian w wymiarach i kształtach naboju Polte, a także przekonstruowania broni poprzez nową technologię wytwarzania, Haenel dotrzymał warunki z podpisanej w kwietniu 1938 r. umowy i na początku lipca 1942 r. przedstawił 50 szt. nowego "karabinka" w celu badań. 3 lipca 1942 r. na poligonie Szkoły Piechoty w Döberitz odbyły się pierwsze testy, a główne próby poligonowe prowadzono od 9 lipca na poligonie HWA w Kummersdorf.

Rzadka zmiana nazwy MKb 42(H) na MP 43(H), która miała być jednak zarezerwowana dla hybrydy konstrukcji Haenela i Walthera; z tego powodu z powrotem zmieniono ją na starą
Źródło: STRZAŁ - magazyn o broni, nr 10 (88)
Po tych ostatnich próbach firma Haenel otrzymała listę poprawek Mkb 42. Nowa wersja miała się już oficjalnie nazywać Mkb 42(H), dając do zrozumienia, że ktoś jeszcze macza palce w nowej broni. Ulepszona wersja miała być wyposażona w podstawę do celownika optycznego w celu strzelania na 600 m, zaczep do bagnetu, dłuższy gwint na końcu lufy do nowo opracowanej nasadki do miotania granatami oraz hak umożliwiający ustawieni broni w tzw. kozły. Kazano wprowadzić także klapkę zamykającą okno wyrzutowe, które dodatkowo osłaniało wnętrze broni przed zanieczyszczeniami.

MKb 42(H) z zamontowanym celownikiem optycznym  ZF-41/1 
Źródło: https://www.rockislandauction.com/detail/62/1470/super-rare-original-full-auto-class-iiinfa-wwii-german-mkg-42
Koszty przygotowań, oprzyrządowania, tłoczników, sprawdzianów itp. do wytwarzania karabinu strzelającego z zamka otwartego postanowiono zrekompensować zamawiając jego produkcję na niewielką skalę od czasu opracowania nowego modelu hybrydowego. Produkcja miała ruszyć na początku listopada 1942 r., by osiągnąć zdolności wytwórcze 10 000 sztuk na miesiąc w marcu 1943 r. Jednakże kłopoty z firmami współpracującymi spowodowały, że mimo rozpoczęcia produkcji w terminie, nigdy nie osiągnięto zakładanej liczby. Łącznie od listopada 1942 r. do września 1943 r. wyprodukowano niecałe 12 000 sztuk MKb 42(H), czyli niewiele ponad 100 sztuk miesięcznie - 100 razy mniej niż planowano. Od czerwca rozpoczęto produkcję MP 43/1, czyli rezultatu hybrydy programu Haenela i pierwszej odmiany broni, która miała wejść do historii jako "Sturmgewehr". Tak więc już w momencie rozpoczęcia produkcji seryjnej MKb 42(H) był skazany na jej szybkie zakończenie.

MKb 42 (W) 
Od początku 1939 r. także przedsiębiorstwo Carl Walther Waffenfabrik z Zella-Mehlis pracowało nad nową bronią na nabój pośredni, wykorzystując doświadczenia z konstruowania karabinu samopowtarzalnego A115 No 3. HWA podpisał umowę z Waltherem na dostawę 200 sztuk broni w celu badań w sierpniu 1942 r. dopiero w styczniu 1941 r., więc konkurent z Haenela miał 3 lata więcej na wszystko. Spóźnione rozpoczęcie wpłynęło na opóźnienie w realizacji programu i w wyniku tego pierwsze karabiny powstały dopiero w styczniu 1942 r., a partię badawczą HWA otrzymał pod koniec roku.

MKb 42(W) - warto zwrócić uwagę na cylindryczną osłonę tłoka gazowego oraz na całkowicie odsłonięte od góry suwadło 
Źródło: STRZAŁ - magazyn o broni, nr 10 (88)
MKb 42(W) był całkowicie inną bronią od konstrukcji Haenela. Łączył ich magazynek na 30 nabojów Polte skonstruowany przez HWA. Był także bronią automatyczną, ryglowaną, która mogła strzelać ogniem pojedynczym i ciągłym, a także działał na zasadzie odprowadzenia gazów z przestrzeni za pociskiem przez boczny otwór w lufie - na tym podobieństwa się kończyły. MKb 42(W) miał zamek ryglowany przez obrót i strzelał z zamka zamkniętego. Oznacza to, że w momencie pociągnięcia za spust nabój jest już w komorze, a zamek zamknięty i zaryglowany. Jedyne co się przemieszcza w środku, to niewielki i lekki kurek (lub bijnik - zależnie od konstrukcji), niezbędny do odpalenia naboju. Dzięki temu rozwiązaniu broń jest celniejsza w ogniu pojedynczym, bo ruch ciężkich mechanizmów nie zaburza przygotowanej linii celowania, i nie trzeba za każdym razem jej korygować. Takie rozwiązanie jednak utrudnia chłodzenie i stąd takie rozwiązanie stosuje się dziś w konstrukcjach, które ogniem automatycznym strzelają "od święta", a o wiele ważniejsza jest precyzja pojedynczych strzałów.


MKb 42(W) rozłożony do czyszczenia 
Źródło: STRZAŁ - magazyn o broni, nr 10 (88)
Układ gazowy MKb 42(W) jest bardzo oryginalny. Rura gazowa obejmuje lufę, służącą jako prowadnica pierścieniowego tłoka. Gazy z otworu w ściance lufy przedostają się do stożkowej komory gazowej, a tam odrzucają w tył tłok, który działa na wygięte z grubej blachy koryto płaszcza suwadła, pełniące rolę tłoczyska. W płaszczu za pomocą dwóch dużej średnicy występów umocowane jest zasadnicze suwadło. Urządzenie powrotne umieszczono całkowicie w kolbie, gdzie pozostaje w czasie częściowego rozłożenia - części wyjmowane są z komory zamkowej w przód, a nie w tył, jak w konstrukcji Haenela.Także komora spustowa z rękojeścią i mechanizmem spustowo-uderzeniowym stanowią oddzielny, demontowany w całości podczas rozkładania zespół broni skonstruowany i wyprodukowany przez WMF z Geislingen.

Suwadło i zamek MKb 42(W); od góry: płaszcz suwadła, suwadło, wkładka sterująca, zamek, iglica wraz ze sprężyną iglicy
Źródło: STRZAŁ - magazyn o broni, nr 10 (88)
Próby pierwszej dostawy prototypów wersji (W) dowiodły, że jest konstrukcją niedopracowaną, zawodną i zbyt skomplikowaną, ale za to celnością bije na głowę konkurenta z Suhl zarówno w ogniu pojedynczym, jak i seriami, nie tylko dzięki systemowi zamka zamkniętego, ale także niemal liniowej konstrukcji broni, co minimalizuje podrzut. Mimo to, eksperci wojskowi podkreślali wysoką zawodność karabinu i to w warunkach laboratoryjnych, dalekich od polowych. Szczególną niechęć wzbudziło umieszczenie pierścieniowego tłoka w osłonie z cienkiej blachy, która była bardzo podatna na uszkodzenia w czasie eksploatacji frontowej. Już niewielkie wgniecenie tej części powodowało, że broń stawała się bezużyteczna. Dodatkowo jej umiejscowienie wymuszało zmianę klasycznego trzymania broni, bo tam gdzie normalnie było łoże, w MKb 42(W) była nagrzewająca się w czasie strzelania komora.

Osłona lufy i rura gazowa MKb 42(W) - widoczny pręt do zestawiania broni w tzw. kozły oraz wywietrzniki rury gazowej; cały ten zespół urzymywany jest na lufie za pomocą...nakręki wylotowej
Źródło: STRZAŁ - magazyn o broni, nr 10 (88)
Wiedział czy nie? 
W wielu opracowaniach na temat historii niemieckiej broni z czasów II wojny światowej można przeczytać, że Adolf Hitler był wrogiem karabinu samoczynno-samopowtarzalnego na nabój pośredni i że częste zmiany nazwy programu miały być zabiegiem, który pomagał ukryć rozwijanie go przez Führerem. Faktem jest, że dominująca pozycja Hitlera w niemieckim układzie decydującym o rozwoju nowych broni sprawiała, że jego konserwatyzm w pewnych dziedzinach miał negatywny wpływ na szybkość rozwoju programów. Jednak w tym przypadku tak nie było. Dlaczego?

Adolf Hitler przygląda się MKB 42(H) oraz późniejszej wersji MP 43/1; na prawo od niego stoi Minister Uzbrojenia Rzeszy - Albert Speer
Źródło: https://www.rockislandauction.com/detail/62/1470/super-rare-original-full-auto-class-iiinfa-wwii-german-mkg-42
Po pierwsze - zmiany nazwy wynikały ze niestabilnych poglądów co do taktycznego użycia broni tego typu, a po drugie - z zachowanej korespondencji i dokumentacji jasno wynika, że nie dość że Hitler o rozwoju takiej broni wiedział, to wielokrotnie uczestniczył w prezentacjach kolejnych jej wariantów i bardzo się interesował postępami realizacji programu. Gdyby Führer faktycznie był wrogiem tej broni, to miał dość władzy i środków, żeby zatrzymać jej powstawanie. Niejeden program rozwoju nowej broni zakończono przedwcześnie właśnie z powodu interwencji Wodza. Co więcej, gdyby faktycznie istniał jakiś spisek konstruktorów i wojska co do rozwoju broni tego typu, gniew Hitlera zapewne by ich nie ominął - a przecież to sam Adolf Hitler zaproponował, żeby nową konstrukcję nazwać "Sturmgewehr", czyli "karabin szturmowy", nazwa - którą używa się do dziś.

StG 44 podczas testów wśród oficerów Wehrmachtu
Źródło: https://claus.espeholt.dk/mp44.htm
Jedyną obiekcją Hitlera co do nowego programu broni na nabój pośredni było to, że nie chciał on, żeby proponowane przez wojsko całkowite zastąpienie broni na nabój pełnej mocy miało miejsce, aby nie komplikować i tak już nieciekawej sytuacji na frontach. Mimo że nowe technologie użyte do produkcji tej broni było mniej pracochłonne, czasochłonne i materiałochłonne, to do ich wdrożenia potrzeba było specjalnych, bardziej skomplikowanych maszyn od tych, wytwarzających od ponad 40 lat karabiny Mausera. Bez zbudowania szerokiej sieci kooperantów, bez zapewnień na terminowe dostawy umówionej liczby broni, potencjał produkcyjny nowego karabinu był za mały, by szybko wytworzyć taką ilość, która pozwalałaby w istotny odczuwalny na froncie sposób, dokonać takiej zmiany. A skoro tak, to wprowadzenie nowego, całkowicie odmiennego wzoru podstawowej broni piechoty faktycznie mogło doprowadzić jedynie do zamieszania. Te obawy - z resztą słuszne - Adolfa Hitlera przerodziły się po wojnie w mit, jakoby był on przeciwnikiem karabinu na nabój pośredni.

Hybryda
W listopadzie 1942 r. mimo rozpoczęcia produkcji MKb 42 (H) Haenel na zlecenie HWA opracowywał już zupełnie nową konstrukcję, tym razem strzelającą z zamka zamkniętego, która była połączeniem najlepszych rozwiązań z wersji (H) i (W). Z tej pierwszej wzięto blaszaną komorę zamkową Merza, układ gazowy z tłokiem o długim skoku oraz sposób ryglowania, a od Walthera - mechanizm spustowo-uderzeniowy z kurkiem i strzelanie z zamka zamkniętego.

MP 43B - połączenie najlepszych cech wersji (H) i (W) 
Źródło: STRZAŁ - magazyn o broni, nr 10 (88)
Hybrydowy karabin Haenela i Walthera trzeba było jakoś nazwać. Początkowo konstrukcja ta nosiła nazwę "MKb 42(H) auf schiessend" (Mkb 42(H) z zamkiem zamkniętym), ale w korespondencji dotyczącej tej broni pojawiła się inna - MP43B. W pierwszej połowie roku MP 43B przeszedł kolejną rekonstrukcję, w wyniku której powstał MP 43/1. Zmiany dotyczyły przede wszystkim wymiany komory spustowej, w której tak jak w wersji Walthera, umieszczono cały mechanizm spustowo-uderzeniowy z kurkiem i przełącznikiem trybu ognia. Sam przełącznik wzięto natomiast z wersji Haenela i miał on postać kołka z wycięciami przepychanego z jednej strony komory spustowej na drugą. Jeden koniec oznaczono literą E - Einzelfuer (ogień pojedynczy), a drugą D - Dauerfeuer (ogień ciągły). Zdaniem ekspertów kołek przetykowy był bezpieczniejszym rozwiązaniem niż skrzydełkowy od Walthera, bo w czasie działań wojennych, żołnierz pod presją czy w nocy mógł przypadkowo zabezpieczyć broń, zamiast przestawić ją z danego rodzaju ognia na inny. Skrzydełkowy bezpiecznik działający na kurek zostawiono jednak bez zmian, podobnie jak większą część mechanizmu spustowo-uderzeniowego. MKb 42(H) jako broń strzelająca z zamka otwartego nie potrzebował takiego rozwiązania. Przy zamku zamkniętym formę bezpiecznika miał pełnić występ na którym zahaczano wycięcie rękojeści napinania. W przednim położeniu zamek pozostawał jedynie po spuszczeniu go na pustą komorę, więc nie potrzebował dodatkowego zabezpieczenia.

MP 43/1 - pierwszy seryjny wariant produkcyjny ostatecznego StG 44; widoczna wczesna kolba z długą stopką, pierwotna lufa bez uskoku, wczesna podstawa muszki oraz długa nakrętka wylotowa; na widoku z prawej można dostrzec szynę montażową celownika optycznego ZF-41 tuż pod podstawą celownika mechanicznego
Źródło: STRZAŁ - magazyn o broni, nr 10 (88)

W przeciwieństwie do MP 40 zamek MKb 42(H) nie mógł spowodować przypadkowego wystrzału wskutek bezwładności - był zaryglowany i wymagał do przesunięcia odciągnięcia suwadła za rękojeść napinania. Jako że system strzelania zmieniono na zamek zamknięty, to wymagało to dodatkowego zabezpieczenia broni żeby nie można było oddać przypadkowego strzału z nabojem w komorze po zaryglowaniu zamka. Niepotrzebny stał się w tej sytuacji bezpiecznik unieruchamiający części ruchome w tylnym położeniu, więc go zlikwidowano. Główny bezpiecznik unieruchamiał teraz kurek i operowało się nim przy pomocy skrzydełka wyprowadzonego na lewą stronę dolnej części komory zamkowej. Oprócz tego, zlikwidowano długą tuleję korka komory gazowej, zastępując ją prostym prętem do zestawiania karabinów w kozły i dodając w jego podstawie otwór na przetyczkę ułatwiającą odkręcenie korka do okresowego czyszczenia komory gazowej. Skomplikowaną blaszaną podstawę muszki zastąpiono znacznie prostszą - odlewaną.

MP 43 różnił się od MP 43/1 przede wszystkim lufą i kolbą; od tej wersji seryjnie produkowany karabin nie zmienił się mimo innych nazw: MP 44 i StG 44
Źródło: https://fjm44.com/articles/mp-43-assault-rifle-mp43-sturmgewehr/
Zmiana zasady działania broni wymusiła zmianę w konstrukcji suwadła. W miejscu gdzie suwadło MKb 42(H) miało występ z gniazdem sprężyny powrotnej, znajdował się teraz kurek, toteż trzeba było je przedłużyć, dodając wydrążono w środku ogon. Sprężyna powrotna naciskała teraz na suwadło w ten sam sposób - ale 5 cm dalej, a wybranie wewnątrz ogona pozwalało kurkowi dosięgnąć iglicy za pomocą specjalnie w tym celu zamontowanego podbijaka. Rękojeść napinania przesunięto, dzięki czemu skrócono szczelinę w komorze zamkowej i umieszczono nieruchomo, co było o wiele prostsze technologicznie, bo umożliwiała to rezygnacja ze sposobu zabezpieczenia, wymagającego jej obrotu.

Jak go wykorzystać? 
Nabój jest, broń niby jest, nazwa powiedzmy, że też, ale teraz trzeba jakoś ją scharakteryzować. Czysto teoretycznie karabin szturmowy to broń pośrednia pomiędzy pistoletem maszynowym a karabinem, stąd w nazwie amunicji nazwa "pośrednia", ale w tamtych czasach, kiedy takiej broni jeszcze nie było, powodowała pewne problemy w ustaleniu jej zastosowania taktycznego. Była ona właściwie kontynuacją koncepcji pistoletu maszynowego, który brał udział w walce już od I wojny światowej, dlatego kolejną nazwą było Maschinenpistole 43 - MP 43. Rolą nowej broni miało być wsparcie zwykłych strzelców uzbrojonych w Kar98k, które do tej pory należało do pistoletów maszynowych, a także zastąpienie MG 34 i MG 42, gdy traciły one możliwość skutecznego prowadzenia ognia. Przyczyny takiego stanu rzecz były dwie. Po pierwsze - gdy celowniczy MG zmieniał pozycję, a wydarzenia zmusiłyby go do samoobrony, to miał do dyspozycji 50 sztuk amunicji 7,92x57 mm, co przy szybkostrzelności rzędu 1 000 strz./min wystarczało na 3 sekundy ognia. Po tym mógł albo użyć broni krótkiej - na co nie zawsze był czas, albo przywalić oponentowi ważącym prawie 12 kg karabinem maszynowym, co w ostateczności wcale nie jest takie głupie, jak się wydaje, ale nagrzana lufa powodowała, że stawało się to problematyczne. Po drugie, sekcja MG nawet jak już zajęłaby nowe stanowisko, po podłączeniu taśmy na 250 nabojów przez pomocnika MG i tak w końcu musiałaby przerwać ogień żeby nie strzelać w plecy nacierającym kolegom. Po podejściu na odległość, która pozwala skutecznie razić siłę żywą przeciwnika granatami natężenie ognia karabinowego na szturmowaną pozycję spadało i właśnie wtedy szybki ogień pojedynczy albo krótkie serie bardzo pomagały w dalszych działaniach, dodatkowo przygwożdżając przeciwnika do ziemi. Pistolet maszynowy miał często za małą moc obalającą, a wykorzystany w MP 43 nabój pośredni, dawał strzelcowi o wiele większe możliwości. Ta koncepcja użycia MP 43 czy MP 44 doprowadziła do tego, że ostatecznie w grudniu 1944 r. nazwano go Sturmgewehr 44 - StG 44 - karabin szturmowy wz. 44, a amunicję którą strzelał - Kurzpatrone 43 - nabój krótki wz. 43.

Żołnierze z 1. Brygady Narciarskiej podczas walk w ZSRR - jeden z nich ma przewieszony przez ramię MP 43, drugi - strzela z MG 42, styczeń/luty 1944 r.
Źródło: http://www.bild.bundesarchiv.de/cross-search/search/_1557916538/?search[view]=detail&search[focus]=1
Zanim do tego doszło, karabin wszedł wreszcie do produkcji i zaczął trafiać na front w coraz większej liczbie. W miarę jak produkcja się rozkręcała i coraz wyraźniejszych sygnałów, że nie ma szans na zastąpienie nim Kar98k, a obie bronie będą walczyć lufa w lufę, odpadły kolejne niepotrzebnie komplikujące konstrukcję rozwiązania. Najpierw zrezygnowano z montażu celownika optycznego, bo co by nie mówić, konstrukcja Mausera jako broń wyborowa radziła sobie o wiele lepiej. To pozwoliło na przedłużenie kolby i uproszczenie podstawy celownika na komorze zamkowej. Następnie zniknął stosowany w MP 43/1 długi gwint do mocowania specjalnej nakładki do wystrzeliwania granatów karabinowych, bo uznano, że jak ma być - to niech będzie w Kar98k. Także słusznie z resztą zrezygnowano z zaczepu do bagnetu - już na etapie MKb 42(H) - bo Mauser o wiele lepiej nadawał się do dźgania przeciwnika. Co do pozostałych ról, przewagę miał StG 44. Na krótkich i średnich odległościach jego mniejszy nabój zapewniał taką samą moc obalającą co pełnowymiarowy brat, a jak wyliczono, wymiana ogniowa właściwie nie przekraczała 400 m. Dodatkowo, mniejsza naważka prochu powodowała mniejszy odrzut, a opcja ognia ciągłego dawała nieporównywalną siłę ognia, o magazynku na 30 nabojów w stosunku do 5 nawet nie będę wspominał. Dodatkowo był poręczniejszy oraz lżejszy i używanie go w pomieszczeniach było przyjemnością, a nie karą. Jeśli szukać jeszcze jakiejś przewagi Kar98k, to lepiej nadawał się do zwalczania celów lekko opancerzonych, ale nawet on nie miał pełnić takiej roli - do tego była inna broń.

Żołnierz Heer strzela z MP 43 z zamocowanym celownikiem optycznym ZF-41
Źródło: https://claus.espeholt.dk/mp44.htm
Zanim jednak StG 44 wszedł na dobre do służby, trzeba było rozwiązać problem z zaopatrzeniem w amunicję pośrednią. Tej standardowo dla Niemców brakowało i to nawet do zaledwie 30 000 karabinów już na front dostarczonych - a przypomnę, że planowo chciano ich produkować 10 000 szt. miesięcznie. Obawy Adolfa Hitlera okazały się całkiem słuszne. Minister Uzbrojenia Rzeszy Albert Speer postanowił osobiście zająć się problemem i podjął kroki na rzecz zbudowania sieci kooperacyjnej i intensyfikacyjnej produkcji nie tylko amunicji, ale także karabinów. Po ich wdrożeniu zakłady miały produkować w ciągu od 2 do 3 lat prawie 4 000 000 szt. karabinów i 8 000 000 000 szt. amunicji. Były to już bardzo znaczne wartości. Tak oto 1 października 1943 r. program karabinu na nabój pośredni dostał do Hitlera zielone światło, ale do mety była jeszcze długa droga. 14 stycznia 1944 r. na konferencji u Speera przyjęto docelowe miesięczne wartości produkcyjne rzędu 100 000 szt. MP 43 i 200 000 szt. nabojów. Liczby ładne, ale nigdy nie wyszły poza papier. Naloty, brak materiałów, problemy transportowe, niedostateczna liczba narzędzi i maszyn drastycznie zweryfikowały możliwości produkcyjne III Rzeszy. Od października 1943 r. do lutego 1944 r. wyprodukowano tylko 22 900 szt. karabinów zamiast planowanych 500 000 szt.

Żołnierz Wehrmachtu uzbrojony w MP 44 podczas ofensywy w Ardenach, grudzień 1944 r.
Źródło: https://claus.espeholt.dk/mp44/battleofbulge2.jpeg
W kwietniu 1944 r. po raz kolejny zmieniono nazwę broni, tym razem na MP 44, więc formalnie nadal pozostawał pistoletem maszynowym, który miał zastąpić. Zdecydowano się też na eksperyment w postaci gruntownego przezbrojenia pierwszych dwóch jednostek w znaczną liczbę MP 44 i wypróbowania nowej koncepcji ich użycia, zgodnie z którą miał stać się zasadniczym uzbrojeniem całych formacji. Wybór padł na odbudowywane po ciężkich walkach na Froncie Wschodnim 1. Dywizję Piechoty z Grupy Armii "Południe" oraz 32. Dywizję Piechoty z Grupy Armii "Północ". Jednak niedostatek MP 44 spowodował, że tylko ta pierwsza miała możliwość przetestowania broni w warunkach realnej walki. Drużyny przezbrojono niemal wyłącznie w MP 44, a Kar98k pozostał w nich tylko jako broń pomocnicza. MP 40 był na wyposażeniu pojazdów i specjalistów z obsługi broni ciężkiej, kierowców czy radiowców, a w pododdziałach piechoty został całkowicie zastąpiony przez MP 44. Dywizja wróciła na front w czerwcu 1944 r. i dwa miesiące później nadesłano pierwszą ocenę bojowego zastosowania nowej broni na dużą skalę, która wypadła bardzo entuzjastycznie. Od tego momentu MP 44 miał już zapewnioną przyszłość daleko wykraczającą poza zastępowanie pistoletu maszynowego.

Żołnierz Wehrmachtu pozuje do zdjęcia z rozłożonym MP 44
Źródło: https://claus.espeholt.dk/mp44/stg44disas.jpg
A po co to komu?
Logika podpowiada, że masowa produkcja czegoś wymaga dalszego upraszczania konstrukcji i technologii, żeby jak najmniejszym kosztem i jak w najkrótszym czasie wyprodukować jak najwięcej egzemplarzy. Tymczasem w przypadku MP 44 dochodziło do dalszego komplikowania tych procesów, które wynikały z przeświadczenia, że musi on być dostosowany do akcesoriów dzięki którym, całkowicie będzie mógł zastąpić Kar98k. Bardzo długo trzymano się zdania, że MP 43 musi mieć możliwość wystrzeliwania granatów. Po rezygnacji przedłużonego gwintu z MP 43/1 do montowania specjalnej nakładki, powrócono do poprzedniej koncepcji montowania na wylocie lufy MP 43 standardowego tzw. garłacza do Kar98k. Wymagało to zmniejszenia średnicy końcowego odcinka lufy i przekonstruowania (zwężenia) części podstawy muszki obejmującej lufę, a i tak do założonego garłacza trzeba było odkręcać jeszcze nakrętkę wylotową.

 Akcesoria które dostawał każdy żołnierz posiadający w tym przypadku MP 43, chociaż magazynek sugeruje, że jest to raczej wczesna odmiana MKb 42(H), a poza tym - brak jest narzędzia do rozkładania broni;
 e1 - iglica, e3 - wyciąg, e4 - kołek wyciągu, e5 - sprężyna wyciągu, f2 - przetyczka ograniczająca skok iglicy, k - łódka do ładowania magazynka, i - przykrywka lufy, h - magazynek, l - zawieszenie do broni, g1 - lewa ładownica, g2 - prawa ładownica, g3 - torba na części zamienne
Źródło: https://claus.espeholt.dk/mp44.htm
Niemcy aż do końca wojny eksperymentowali z nowym rodzajem nakładki do wystrzeliwania granatów łącznie z karabinami do tego przystosowanymi, a najdalej zaawansowany MP 44 ze standardowym garłaczem miał na łożu specjalną blaszaną opaskę, na której był zamontowany celownik do miotania granatów, taki sam jak w Kar98k, ale odpowiednio przeskalowany na nabój miotający 7,92x33 mm. W lipcu 1944 r. rozwiązano w końcu problemy z nabojami miotającymi, wprowadzając do użytku dwie odmiany z pociskiem drewnianym, do miotania granatów odłamkowych z ładunkiem miotającym 1,5 g i do granatu przeciwpancernego z ładunkiem 1,9 g - mniej więcej o połowę mniejszym od stosowanego w Kar98k. Żeby uzyskać jak najwięcej energii użytecznej z mniejszego naboju, trzeba było odciąć wpływ gazów i zablokować mechanizm automatyki broni. Nie zdecydowano się jednak na daleko idącą ingerencję w blok gazowy, która wymagałyby zamontowania zaworu gazowego i zamiast tego, powstał specjalny korek wkręcany do komory gazowej przed rozpoczęciem strzelania granatami, z kołnierzem przedłużonym do wnętrza komory tak, aby blokował otwór gazowy. Próby udoskonalenia StG 44 jako granatnika trwały do końca wojny.

Ostateczna i najliczniejsza wersja, czyli MP 44, który końcem 1944 r. nazwano Sturmgewehr 44 
Źródło: https://www.ima-usa.com/products/original-german-wwii-stg-44-display-assault-rifle-with-demilled-receiver?variant=26169245125
O pełnym sukcesie dostosowania karabinu do wystrzeliwania granatów karabinowych zameldowano Hitlerowi w jego urodziny - 20 kwietnia 1945 r. - kiedy na przedmieściach Berlina Armia Czerwona używała swoich granatów i artylerii do ingerencji w architekturę stolicy Rzeszy. Pojawia się pytanie - po co to wszystko było? Zamiast ułatwiać i przyśpieszać masową produkcję StG 44, to niepotrzebnie zawracano sobie głowę tym granatnikiem, którego i tak rzadko używano, a jak już - to nie był on jakoś zatrważająco skuteczny. Poza tym, ten z Kar98k strzelał dalej i miał większe pole rażenia z racji zwiększonego ładunku, więc StG 44 i tak by go w tej roli w pełni nie zastąpił, a stosowanie granatów przeciwpancernych wystrzeliwanych za pomocą amunicji pośredniej było trochę śmieszne, szczególnie że od dawna Wehrmacht i Waffen-SS stosowały na szeroką skalę nieporównywalnie skuteczniejsze Panzerfausty i Panzerschrecki. Więc tak jak przy Karabiner 43 HWA broniła jak niepodległości zaczepu do bagnetu wymuszającego przedłużenie łoża, tak przy StG 44 rolę "męczennika" pełniła nakładka do wystrzeliwania granatów karabinowych.

MP 44 po rozłożeniu - porównując do rozłożonego MKb 42 (W) widać, że jest to znacznie prostsza konstrukcja
Źródło: STRZAŁ - magazyn o broni, nr 10 (88)
Dalsze zmiany konstrukcyjne
Rezygnacja z nasady do wystrzeliwania granatów karabinowych i prac nad odrzutnikiem do wystrzeliwania amunicji ślepej doprowadziła do tego, że całkowicie zrezygnowano z gwintu wylotowego na końcu lufy, nakrętki oraz jej zatrzasku. Pierwszy taki projekt upadł już na jesieni 1943 r., kiedy wciąż pracowano nad nigdy nie wprowadzonym do użycia tłumikiem dźwięku nakręcanym na wylot lufy. Dopiero rok później, kiedy wiadome było, że na tym gwincie już nic nie będzie osadzone, zrezygnowano z niego i znów uproszczono podstawę muszki poprzez usunięcie sprężynowego zatrzasku nakrętki.

Prototyp MP 44 z kompensatorem podrzutu - wersja ta ostatecznie nie weszła do produkcji
Źródło: STRZAŁ - magazyn o broni, nr 10 (88)
Przez cały 1943 r. Departament Piechoty OKH domagał się przekonstruowania magazynka MP 43 tak, aby zamontować zatrzask zamka, czyli urządzenie, które zatrzymuje zamek w tylnym położeniu po wystrzeleniu ostatniego naboju. Takie rozwiązanie posiadał MKb 42(W), ale i ono wymagało przekonstruowania tak, aby jego podajnik wyposażyć w występ uruchamiający zatrzask, a także przerobienia komory zamkowej, aby w niej zamontować sam zatrzask. W styczniu 1944 r. zatwierdzono taki projekt, ale ostatecznie nie doszedł on do realizacji, a szkoda - bo jest to bardzo ułatwiające życie rozwiązanie, a czemu tego nie wprowadzono - nie wiadomo, a przynajmniej nie ma nic o tym w zachowanej dokumentacji. Można się jednak domyślać, że chciano uniknąć problemów z występowaniem dwóch, niezamiennych magazynków.

MP 44 - przełącznik rodzaju ognia ustawiony na ogień ciągły (po lewej) oraz skrzydełko bezpiecznika na komorze spustowej ustawione na pozycję "zabezpieczony" (po prawej) 
Źródło: STRZAŁ - magazyn o broni, nr 10 (88)
Pozostawiony magazynek i tak wymagał poprawki, a ściślej mówiąc - sprężyna podajnika, która miała zbyt niską żywotność mając po czasie problemy z dosyłaniem ostatnich pięciu nabojów. W tym celu w styczniu 1945 r. skonstruowano nowy magazynek w Szkole Piechoty w Döberitz, który miał przegrodę na załadowanie jedynie 25 nabojów - ale z uwagi na ogólną sytuację - nie wszedł do użycia. Podobny los spotkał magazynek, który zaproponowano w marcu 1945 r., a było to na ówczesne czasy niespotykane rozwiązanie. Mianowicie, miał on mieć otwór zasłonięty celuloidową szybką, który pozwalałby na wizualną ocenę stanu załadowania. Dopiero po 32 latach - w 1977 r. - ten temat wrócił do łask i takie rozwiązanie po raz pierwszy wprowadzili Austriacy w swoim karabinie szturmowym Steyr AUG.

Korki komory gazowej z MP 44 - u góry i MKb 42(H) - u dołu; a pod nimi - zespoły ruchome widziane od góry: wyżej od MP 44, niżej - od MKb 42(H) 
Źródło: STRZAŁ - magazyn o broni, nr 10 (88)
Kolejne zmiany konstrukcyjne objęły celownik. Początkowo, w 1943 r., HWA uznał, że trzeba przeskalować go tak, żeby nastawy były co 50 m, a nie jak do tej pory - co 100 m - oraz żeby ramię celownika dawało się ustawić pionowo w celu użycia go do miotania granatów. Jednak nic z tego nie wyszło, tak samo jak z żądań, żeby skala kończyła się na 400 m. Niby pod koniec 1944 r. pojawiły się partie karabinów z ramieniem wyskalowanym co 50 m, ale do masowej produkcji nigdy to rozwiązanie nie weszło.
W trakcie 1944 r. zmiany dotknęły także obrys kolby MP 43, która pierwotnie miała dłuższą stopkę niż Kar98k, przez co nie pasowała do standardowych uchwytów w stojakach na broń i pojazdach. W celu rozwiązania tego problemu, stworzono nową kolbę, nieco bardziej pochyloną w dół, co nie wymuszało zmiany sposobu składania się do strzału, a można było dostosować się do stojaków.
Następną zmianę przeszedł trzon zamkowy, w którym wyfrezowano poprzeczny rowek. Pozwalał on na zbieranie resztek lakieru obtłukiwanego z łusek przy strzelaniu, aby w ten sposób unikać blokowania się wyciągu, co zdarzało się w starym trzonie zamkowym.

Kolba MP 43/1 (po lewej) i zmniejszona MP 44 (po prawej) 
Źródło: https://claus.espeholt.dk/mp44.htm
Próbowano także eksperymentować z kompensatorem zmniejszającym podrzut broni przy strzelaniu seriami. Jednak wymuszona w tym celu przerobiona podstawa muszki była za szeroka i uniemożliwiała założenie na wylot nasady do miotania granatów. Ktoś więc stwierdził, że jest to ważniejsze niż podstawowa funkcja broni jaką jest o wiele częściej używane strzelanie, które dzięki zmniejszeniu podrzutu byłoby o wiele celniejsze i ostatecznie mimo obiecujących testów, z pomysłu zrezygnowano. Zachował się tylko jeden egzemplarz tak przerobionego StG 44.
Innym eksperymentem z StG 44 był V9 (Versuchsmodell 9 - Model Doświadczalny 9) z 1944 r. Próbowano w nim zastosować daleko idące zmiany konstrukcyjne oraz stylistyczne. Zrezygnowano z charakterystycznej dla MP 44 oddzielnej podstawy muszki, przenosząc ją na bok komory gazowej i pozostawiając wystający odcinek lufy, przez co przednia część broni nabrała całkiem innego wyglądu, co pozwoliło dodatkowo na zmniejszenie ilości części składowych karabinu. Jednocześnie cofnięto szczerbinkę, aby utrzymać długość linii celowniczej. Muszka i szczerbinka zostały opuszczone o 5 mm bliżej przewodu lufy, co ułatwiało składanie się do strzału. Poprzednia wysokość podstawy celownika była uwarunkowana stosowaną jeszcze w MKb 42(H) szyną do mocowania celownika optycznego ZF-41, z którego już dawno zrezygnowano. Dodatkowo usunięto całkowicie rękojeść suwadła, zastępując ją umieszczonym w komorze zamkowej napinaczem ze składaną rękojeścią, który pozostawał nieruchomo w przednim położeniu podczas strzelania. Ostatecznie jednak V9 nigdy nie wszedł do produkcji, ale niektóre jego rozwiązania powróciły po wojnie w konstrukcjach Heckler&Koch. Już w 1945 r. pojawił się znany z zachowanego egzemplarza MP 45 z przekonstruowaną częścią komory zamkowej w stosunku do MP 44.

Szczęki magazynka do MP 44 z widocznym pomiędzy nimi metalowym podajnikiem
Źródło: STRZAŁ - magazyn o broni, nr 10 (88)
 
Optyczny StG 44  
W ciągu trwania II wojny światowej próbowano skonstruować karabin na nabój pośredni, który jednocześnie mógłby pełnić rolę karabinu wyborowego. W tym celu wszystkie MKb 42(H), MP 43/1 i wczesne MP 43 miały specjalną podstawę do mocowania szyny na celownik optyczny ZF-41. Szybko okazało się, że strzelający z zamka otwartego MKb 42(H) nie jest najlepszym wyborem do tej roli, ale mimo to - montowano na nim taki mechanizm jeszcze ponad rok, także biorąc pod uwagę, że na masową skalę nie produkowano uchwytów do MKb i MP na taki celownik, to liczba tak wyposażonych egzemplarzy na froncie zapewne była znikoma. W 1943 r. uproszczono podstawę celownika mechanicznego w MP 43, usuwając z niego niepotrzebne szyny, ale wysokość podstawy pozostała taka sama, zmuszając niższych strzelców do zadzierania głowy przy celowaniu.

Seryjny MP 44 z zamontowanym na szynie celownikiem optycznym ZF-4 - nie mylić z celownikiem optycznym ZF-41
Źródło: STRZAŁ - magazyn o broni, nr 10 (88)
O wiele więcej pożytku było z dalszych prób przystosowania MP 43 do celownika optycznego. Tym razem część karabinów wyposażono w specjalną szynę do celownika optycznego ZF-41, nitowaną z prawej strony komory zamkowej. Pierwsze tak wyposażone egzemplarze pojawiły się we wrześniu 1943 r., a miesiąc później Szkoła Piechoty w Döberitz porównała MP 43 z wyposażonym w taki sam celownik Kar43. Wyniki było dość rozczarowujące, gdyż przestrzelany celownik po wystrzeleniu magazynka seriami celował w niebo, posyłając pociski poza tarczę. Winą obarczono niedostatecznie trzymające zaciski, które wymieniono i kontynuowano próby w lutym 1944 r., ale rezultat był niewiele lepszy. W takim wypadku całkowicie zrezygnowano z kolejnych, co było błędem, bo StG 44 z celownik optycznym mógł odpłacić się doskonałą skutecznością podczas walk na krótki dystans w Normandii lub w terenach zurbanizowanych.

Żołnierz Heer ze swoim MP 44 wyposażonym w celownik optyczny ZF-4 
Źródło: https://twitter.com/wwiipix/status/1072781691050184704
Ta sama szyna posłużyła do stworzenia pod koniec 1944 r. specjalnej wersji nocnej MP 44, przystosowanej do montownia celownika noktowizyjnego ZG-1229 Vampyr. Sam celownik składał się z plecaka zawierającego transformator, przyczepionego poniżej zmodyfikowanego zasobnika na maskę gazową, który zawierał akumulator, kable łączące elementy zasilające z przymocowanym do broni reflektorem podczerwieni oraz przetwornikiem elektrooptycznym, który pozwalał strzelcowi na obserwowanie odbicia od otoczenia promieni podczerwonych rzutowanych przez reflektor. Vampyr mimo, że był dość prymitywną konstrukcją, ważącą 2,3 kg + 13 kg oporządzenia i dość sporych rozmiarów, to pozwalał na prowadzenia skutecznego ognia na odległość do 200 m w całkowitej ciemności. Żeby blask płomienia wylotowego nie oślepiał strzelca oraz nie uszkodził wrażliwego na światło celownika, to do wyposażania dodano stożkowy tłumik płomienia, zamocowany na standardowym uchwycie do garłacza. Choć raz tak usilne dostosowanie Sturmgewehra do niego do czegoś się przydało. Żołnierz wyposażony w StG 44 z celownikiem ZG-1229 Vampyr był nazywany "Nachtjäger" , czyli "nocny strzelec".

Niemiecki żołnierz z MP 44 wyposażonym w celownik noktowizyjny ZG-1229 Vampyr 
Źródło: http://histografy.pl/wp-content/uploads/2015/07/zielgerat.jpg
Wygięty StG 44 
Teraz przechodzimy do chyba najbardziej znanego akcesorium do StG 44, którego zastosowanie zazwyczaj interpretowane jest błędnie. Chodzi o nasadkę zwaną Vorsatz J, która zmieniała tor lotu pocisku. Opisywana jest ona jako urządzenie do strzelania zza rogu, ale tak na prawdę jej przeznaczeniem było prowadzenie ognia z okopu bez narażania strzelca na ogień przeciwnika, albo do ostrzeliwania wroga wykorzystując martwe pole ostrzału broni pokładowej, aby podkraść się do pojazdu. Prace nad taką nasadą na naboje pośrednie rozpoczęło się pod koniec 1943 r., gdy nie udało się stworzyć podobnego urządzenia na nabój karabinowy pełnej mocy. W lipcu 1944 r. podczas prób gotowego prototypu udało się umieścić wszystkie 30 pocisków w kwadracie 30x30 cm na dystansie 100 m. Pierwsza nasadka zwana Vorsatz P (Panzer, nasadka pancerna) zaginała tor lotu aż o 90° i była przeznaczona do  pokrywania martwych pól ostrzału z czołgów. Demonstracja możliwości takiej nasadki wywołała ogromy entuzjazm czołgistów, którzy zamówili 10 000 kompletów, ale pewnie nigdy im ich nie dostarczono, ponieważ nie pozostały po nich żadne ślady. Piechota domagała się w sierpniu 1944 r. podobnego urządzenia, ale o odchyleniu toru lotu pocisku o 30° lub 45°, tak aby przy jej pomocy można było prowadzić ogień z okopów bez wystawiania głowy. Dodatkowo miało być wyposażone w peryskop celowniczy. Pierwsze próby Vorsatz J (Infanterie, nasadka piechoty) odbyły się w październiku 1944 r. Jej dopracowanie trwało do grudnia i dopiero w styczniu 1945 r. zamówiono pierwszą partię 1 000 szt. u Rheinmetall. Ogólnie nic z tego nie wyszło, bo dalsze próby wykazały niską żywotność nasadki i nakazano jej dalsze dopracowanie. Kolejne próby odbyły się w marcu, ale przed końcem wojny żaden z obu modeli nie wszedł do masowej produkcji. 

MP 44 z nałożoną nakładką Vorsatz J 
Źródło: STRZAŁ - magazyn o broni, nr 10 (88)

Produkcja
Pierwsze prototypy karabinów samoczynno-samopowtarzalnych na nabój pośredni składano w fabryce Haenela w Suhl używając do tego komór zamkowych dostarczanych przez Merz Werke (kod "cos"), komór spustowych od WMF Geislingen (kod "awt") oraz części frezowanych wykonywanych na miejscu. Największą liczbę spośród wszystkich broni stanowiły MKb 42(H), których wyprodukowano 12 000 do czerwca 1943 r. Drugi z prototypów - MKb 42(W) od Walthera, również składano z podzespołów dostarczanych od podwykonawców, jednak powstał on w znacznie mniejszej ilości W dokumentach można znaleźć liczby sięgające nawet 8 000 szt., ale to raczej fikcja niż rzeczywistość. Na świecie zachowało się kilkadziesiąt egzemplarzy tych karabinów, ale numer seryjny żadnego nie przekracza 200 - i to jest liczba bliższa prawdzie. Wiele z nich pozostało w samej fabryce do końca wojny, stąd zdjęcia żołnierzy amerykańskich nad skrzyniami czy stołem pełnym MKb 42(W), co mogło dać mylne przeświadczenie o ilości wyprodukowanej broni. 
Pierwszy seryjny wariant, czyli MP 43/1, produkowano od czerwca do grudnia 1943 r., tylko w fabryce zakładów C.G. Haenel w Suhl - choć niezmiennie części blaszane pochodziły z zewnątrz. Liczba wyprodukowanych egzemplarzy zamyka się na 14 000, ale nie ma na to szczegółowych danych.

Nasada kolby, czyli największa bolączka StG 44; osłabiona kanałem sprężyny powrotnej kolba łatwo łamała się w tym miejscu, a to skutkowało tym, że broń stawała się bezużyteczna 
Źródło: STRZAŁ - magazyn o broni, nr 10 (88)
Problem z dokładnym oszacowaniem jest także przy MP 43, MP 44 i StG 44, ale jako że jest to ta sama broń, to być może nie ma potrzeby rozdzielać liczb. Dane HWA kończą się na marcu 1945 r. - do tego czasu odebrano 415 000 karabinów na nabój pośredni wszystkich modeli. Uśredniając produkcję na 5 000 sztuk na miesiąc - do końca wojny na uzbrojenie wojsk III Rzeszy powinno trafić około 420 000 szt. tej broni. Taką liczbę potwierdza powojenna relacja Hugo Schmeissera, który zeznał Amerykanom, że produkcja wyniosła 424 000 szt., a jej ostateczny montaż prowadziły 4 fabryki: 
  • C.G. Haenel w Suhl (kod "fxo") - 185 000 szt. 
  • J.P. Sauer & Sohn w Suhl (kod "ce") - 55 000 szt. 
  • Erma w Erfurcie (kod "ayf" i "qlv") - 104 000 szt.
  • Steyr-Daimler-Puch AG w Styrii w Austrii (kod "bnz") - 80 000 szt. 
Łącznie do końca wojny wyprodukowano około 424 000 szt. z zamówionych 1 500 000 szt. i przywdzianych 4 000 000 szt. - odpowiednio: 28,27% i 10,6%. Na tak niską liczbę wpłynęły ciężki warunki wojenne, liczne bombardowania, brak materiałów i maszyn oraz utrudniania w transporcie, ale nadal nie wystawia to najlepszej oceny Ministerstwu Uzbrojenia Rzeszy. Kto wie - być może obawy Adolfa Hitlera były słuszne. Tego się jednak już nigdy nie dowiemy. 

Lufa StG 44 - widoczna odlewana podstawa muszki, łoże, blok gazowy z wkręconym krótkim kołkiem i włożoną od tyłu rurą gazową; zwężenie lufy na jej końcu miało służyć do założenia nakładki do wystrzeliwania granatów karabinowych GewGrG42; niewielki otwór w rórze gazowej służy do odprowadzania gazów wylotowych
Źródło: STRZAŁ - magazyn o broni, nr 10 (88)
  
Czasy powojenne 
Po zakończeniu II wojny światowej zwycięska strona zdobyła spore ilości StG 44 wszystkich odmian. W Wojsku Polskim nie stanowił broni etatowej, ale na powojennych zdjęciach da się go zaważyć wraz z żołnierzami LWP, jak i Milicji. Broń ta wystąpiła w nakręconym w 1946 r. filmie "Zakazane Piosenki" w reżyserii Leonarda Buczkowskiego i była na uzbrojeniu polskiego podziemia antykomunistycznego. W arsenale ostatniego polskiego partyzanta - ppor. Stanisława Marchewki ps. "Ryba", zabitego przez grupę operacyjną SB i KBW w marcu 1957 r. były widoczne na zdjęciach MP 43/1, MP 43 i MP 44. Armia francuska przeznaczyła duże ilości StG 44 do użytku dla kolonialnych jednostek Legii Cudzoziemskiej, ale żadne ze zwycięskich mocarstw nie przyjęło go oficjalnie do uzbrojenia. Jedynie organizowane w radzieckiej strefie okupacyjnej na kształt armii tzw. Kasernierte Volkspolizei (Skoszarowana Policja Ludowa), przekształcona później na Nationale Volksarmee (Narodowa Armia Ludowa) używały StG 44 w początkowym okresie działalności, ale już w połowie lat 50. zaczęła się wymiana na konstrukcję radzieckie. Sturmgewehry pozostały na uzbrojeniu Volkspolizei i Volkssturmu z NRD. Również w milicji z czasem je wycofywano, choć jeszcze w latach 70. dało się zauważyć StG 44 na uzbrojeniu SOK w Rostock.

Eskorta honorowa praskiego garnizonu CzAL z Samopal (N), czyli Sturmgewehr 44 mimo, że oficjalnie karabin ten nie był na wyposażaniu żadnej powojennej armii
Źródło: STRZAŁ - magazyn o broni, nr 10 (88)
Produkcja amunicji do tej broni rozpoczęła się na przełomie lat 50. i 60. w wytwórni "04" (VEB Mechanische Werkstatten Königwartha), ale zakończyła się w 1961 r., gdyż zastąpiła ją amunicja do Automatów Kałasznikowa wytwarzana na radzieckiej licencji. Bardzo duże zapasy amunicji i komponentów pozostały w Czechosłowacji, gdzie wyprodukowano jej najwięcej. Czechosłowacka Armia Ludowa oficjalnie StG 44 nie przyjęła do uzbrojenia, ale i tak ich używała - nawet podczas oficjalnych uroczystości. Po zakończeniu wojny miała tyle tej broni, że jeszcze długo wysyłano ją do różnego rodzaju "bojowników walczących o pokój". Warto dodać, że potajemne dostawy broni i amunicji z Czechosłowacji pozwoliły na stworzenie armii izraelskiej w 1948 r., ale już w 1956 r. te same karabiny i naboje eksportowano do krajów arabskich.

Żołnierz LWP z MKb 42 (H), zima 1946/1947 
Źródło: STRZAŁ - magazyn o broni, nr 10 (88)
Zapasy po III Rzeszy i NRD wystarczały na wiele lat, bo oprócz rebeliantów z różnych egzotycznych krajów i amerykańskich kolekcjonerów nikt nie miał broni na nabój 7,92x33 mm Kurz. Jednak z biegiem czasu ta amunicja zrobiła się znów modna, gdyż wiele niemieckich firm zaczęło przerabiać Kar98k na nabój pośredni, tworząc niedrogą broń co celów sportowych. Mniejszy zasięg i siła przebicia pozwalała na użycie go na większej ilości strzelnic, gdzie niemożliwe było wykorzystanie naboju pełnej mocy. Przeróbki te były na tyle chodliwe, że w 2003 r. wytwórnia SM Chemnitzer Sportwaffen und Munitionsfabrik GmbH uruchomiła ponownie produkcję amunicji 7,92x33 mm Kurz z pociskiem pełnopłaszczowym o rdzeniu ołowianym oraz ślepej, bezpociskowej. W 2005 r. do grona producentów dołączyła renomowana firma Hornady z USA, która na zamówienie niewielkiej firmy specjalizującej się w amunicji dla kolekcjonerów broni wyprodukowała znaczną ilość łusek i gotowych scalonych nabojów. Było to powiązane z uruchomieniem przez firmę Sport-Systeme Dittrich produkcji replik StG 44 pod nazwą BD44. W 2008 r. taką amunicję zaczęła produkować także obecnie serbska firma PPU Amunition.

Bojowniczka z Frontu Wyzwolenia Zachodniej Somalii z StG 44 podczas wojny z Etiopią na terytorium granicznym Ogaden w latach 1977-1978
Źródło: https://claus.espeholt.dk/mp44.htm
Przewaga na froncie  
Kiedy StG 44 "szturmem" podbił serca używających go żołnierzy szybko zdano sobie sprawę ile Niemcy tracili mając na uzbrojeniu głównie powtarzalne Kar98k. W Waffen-SS planowano, że po zmianach w 1945 r. każda dywizja grenadierów pancernych będzie posiadać dwa plutony we wszystkich batalionach, które będą wyposażone w nowe karabiny na nabój pośredni. Jednak ten cel okazał się niemożliwy do realizacji. Dowódcy najczęściej przekazywali otrzymane StG 44 do najbardziej elitarnych plutonów i oddziałów szturmowych, tworząc z nich rezerwę taktyczną, którą przewidziano do kontrataków. Takie jednostki dysponowały o wiele większą siłą ognia niż te z bronią przydziałową. Były one dodatkowo złożone z najlepszych żołnierzy, mających duże doświadczenie, wielokrotnie odznaczanych i potrafiących odnaleźć się w trudnych warunkach frontowych. Wykorzystywano je głównie do prowadzenia kontrataków na nieprzyjaciela, który przedostawał się przez niemieckie linie obrony.

Grenadier pancerny z Waffen-SS podczas walk na Froncie Zachodnim ze swoim StG 44
Źródło: https://warfarehistorynetwork.com/wp-content/uploads/WW-Ordnance-3-HTSep04.jpg
Jedną z takich jednostek był 2. Batalion z 26. Pułku Grenadierów Pancernych SS 12. Dywizji Pancernej SS "Hitlerjugend". Początkiem marca 1945 r. Dywizja ta podjęła całą serię kontrataków mających na celu umocnienie jej pozycji na przyczółku Gran, na południowym odcinku Frontu Wschodniego na Węgrzech. Wyżej wymieniony 2. Batalion uzbrojony m.in. w StG 44 zmierzył się z natarciem Armii Czerwonej przeprowadzonym 7 marca 1945 r. w wyniku którego po pięciu godzinach walki Niemcy zdobyli miasto Odon-Puszta. W ich ręce wpadły także sowieckie działa przeciwpancerne. Batalion kontynuował natarcie przebijając się przez śnieżne zaspy w celu zajęcia ważnego węzła komunikacyjnego Igar. Tam musiał stawić czoła kolejnym sowieckim atakom. 11 marca grenadierzy pancerni dostają rozkaz sforsowania pobliskiego kanału Sio i zdobycia przyczółku na drugim brzegu. Napotkali oni jednak zdecydowany opór wojsk sowieckich, ale po zapadnięciu zmroku udało im się przełamać ich pozycje obronne używając do tego nowych karabinów szturmowych i Panzerfaustów. W ciągu całej nocy 2. Batalion odpierał kontrataki Armii Czerwonej, ale ogień z StG 44 okazał się kluczem do sukcesu. Gdy kolejne fale sowieckich ataków przynosiły tylko coraz więcej zabitych zdecydowano się użyć artylerii. Pod koniec dnia 2. Batalion miał na stanie 481 grenadierów pancernych i 192 karabinów, 76 pistoletów, 22 pistolety maszynowe, 33 karabiny szturmowe StG 44 oraz 61 Panzerfaustów.

Grenadierzy pancerni z 12. Dywizji Pancernej SS "Hitlerjugend" podczas walk z wojskami kanadyjskimi pod Caen, lipiec 1944 r.  
Źródło: https://www.picbat.com/media/Bxdj6rnB9mU
14 marca 1945 r. odparł on kolejny już atak sowieckiego pułku, jednak następnego dnia linie niemieckiej obrony zostały złamane pod Stuhlweissenburgiem. To doprowadziło do zakłócenia systemów łączności dywizji SS z siłami tyłowymi oraz zmusiło 2. Batalion do opuszczenia przyczółka w celu zgromadzenia sił potrzebnych do kontrataku. Przez kilka dni niepełny niemiecki batalion odparł kilka ataków sowieckiego pułku i między innymi dzięki sile ognia jaką dawały StG 44 zmasowane natarcie Armii Czerwonej mogło być skutecznie odpierane. Ciężko stwierdzić jak Niemcy poradziliby sobie bez karabinów szturmowych, ale za pewne byli wdzięczni, że taka broń znajdowała się na wyposażaniu, bo jedna mogła zastąpić kilku strzelców z Kar98k, a możliwość strzelania ogniem ciągłym, dawała przewagę przygwożdżenia przeciwnika.

Żołnierz Heer z okopu ostrzeliwuje pozycje przeciwnika swoim StG 44  
Źródło: https://www.picbat.com/tag/stg44

3 komentarze:

  1. Moje uznanie wyjątkowo wyczerpujący materiał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za opinię i zachęcam do przeczytania innych artykułów.

      Usuń
  2. Znakomicie napisane i pełne nieznanych mi szczegółów

    OdpowiedzUsuń