czwartek, 28 marca 2019

Za późno i za mało - Karabiner 43

Przed wybuchem II wojny światowej armia niemiecka w ogóle nie brała pod uwagę czegoś takiego jak karabin samopowtarzalny. Uznano, że nieco zmodyfikowany Kar98AZ z Wielkiej Wojny wystarczy. Założenie oczywiście było słuszne, bo karabin ten w swojej pierwotnej długości nadawał się idealnie dla strzelców wyborowych, ale na pewno nie do walk miejskich w ciasnych pomieszczeniach. Mimo że broń była bardzo celna, to jak się miało okazać - pojedynki II wojny światowej znacznie się różniły od tych z I wojny. Tam trzeba było albo broni samoczynnej, albo samopowtarzalnej - mającej dużą siłę ognia i dużo nabojów w magazynku, a taką mieli i Rosjanie - SWT-40 i Amerykanie - M1 Garand. Broń powtarzalna powinna być zarezerwowana dla strzelców wyborowych. Zanim Niemcy doszli do takich wniosków, a StG 44 był na razie koncepcją na papierze - było już trochę za późno.

Jak już wspomniałem, Niemcy nie przewidywali użycia karabinów samopowtarzalnych, więc przed wojną nie było na nie zamówień. Czy wynikało to z braku doświadczenia zarówno w konstruowaniu jak i używaniu broni tego typu? A gdzie tam - wręcz przeciwnie. Niemcy (wraz z Francuzami) byli wręcz prekursorami tego typu karabinów. Od roku 1898 do 1909 wojsko zbadało aż 17 konstrukcji karabinów samopowtarzalnych z fabryki, jak że by inaczej, Mausera z Oberndorfu. Były one ryglowane rozchylnymi ryglami w przedniej bądź tylnej części zamka i uruchamiane poprzez odrzut lufy albo całej broni. Co ciekawe, to nie konstruktor upierał się na tego typu rozwiązanie, a Die Gewehr-Prüfungskommission - Komisja Badawcza Broni Strzeleckiej, GPK. Komisja ta nie wierzyła w zalety mechanizmów, które były uruchamiane przez pobranie gazów, do czego trzeba było wywierać dziurę w lufie. Obawiano się znacznego zmniejszenia wartości balistycznych pocisku, erozji powiększającej otwór i (w jej wyniku) stałego powiększania strat energii gazu. Nie przekonał ich fakt, że w USA Browning, a w Austrii von Odkolek zbudowali udane karabiny działające na takiej zasadzie i to nie samopowtarzalne - a maszynowe. Uparto się, że w lufie dziur żadnych wiercić nie można, no to jak tak, to tak. Przez takie myślenie - i to bardzo długie - pierwsze konstrukcje tego typu w armii niemieckiej weszły dopiero do użycia w połowie lat 40., kiedy cały świat już się przekonał o ich zaletach. 

"Was? Nein, danke."
W latach 30. nie udało się przekonać Wehrmachtu do karabinu samopowtarzalnego. Nagle zrobił się 1938 r. i pojawił się problem - nie ma konstrukcji tego typu! Stało się jasne, że na nową wojnę żołnierze pójdą z tą samą bronią, z jaką Cesarstwo Niemieckie przegrało poprzednią. No dobra, trochę krótszą, ale reszta się nie zmieniła. Mimo że wojna rozpoczęła się we wrześniu 1939 r., to dopiero po pokonaniu Francji, Heereswaffenamt (HWA) zlecił fabrykom Mauser, Walther, Rheinmetall i Krieghof skonstruowanie i przedstawienie prototypów karabinu samopowtarzalnego. Wymagania techniczne pozostawiono z lat 30.: 
  • nabój karabinowy pełnej mocy - 7,92x57 mm z pociskiem sS - pełnopłaszczowym o zwiększonym zasięgu i ciśnieniu
  • żadnych kombinowanych otworów w lufie poza jej przewodem 
  • żadnych poruszających się zewnętrznych elementów broni podczas strzelania
  • możliwość ręcznego przeładowania broni, jeśli mechanizm karabinu zawiedzie, ale nie byle jak, tylko "zgodnie z Kar98k"
Po przeczytaniu wymagań Rheinmetall i Krieghof podziękowały za zaszczyt udziału w konkursie i grzecznie się z niego wycofały, pozostawiając pole do podpisu dla Mausera i Walthera. Z braku dokumentacji nie wiadomo jak wyglądały kolejne ustalenia, ale da się zauważyć, że w obu prototypach zastosowano prawie takie samo rozwiązanie mechanizmu gazowego, korzystające z tłoka pierścieniowego Walthera połączonego z dyszą wylotową pomysłu duńskiego konstruktora Søren'a Bang'a. Wylatujące z lufy za pociskiem gazy uchodziły do nakręconej na wylot lufy stożkowej nasadki i gdy pocisk zatkał wylot, zawracane były przez boczne kanały dyszy i kierowane na tłok. Pod naporem gazów, tłok cofał się o 4 cm, dopóki nie odsłonił otworów upustowych w komorze gazowej, a pocisk nie wyleciał z urządzenia wylotowego, otwierając gazom drugą drogę ucieczki. Tutaj podobieństwa pomiędzy konstrukcjami Walthera i Mausera się kończą. Ta pierwsza miała nowy zamek z ryglami rozchylnymi w przedniej części trzonu, a druga - zamek Altenburgera, ryglowany przez obrót trzonu. 

G.41(M)

G.41(M) produkcji Mausera, kal.: 7,92 mm, nabój: 7,92x57 mm, długość: 1172 mm, masa broni: 4,6 kg
Źródło: https://modernfirearms.net/userfiles/images/rifle/6/1288256296.jpg
Nowa konstrukcja Mausera powstała w kierowanym przez Ernsta Altenburgera dziale broni strzeleckiej Entwicklungsabteilung 37 jako rozwinięcie wcześniejszej konstrukcji - G35 z dodanym układem gazowym. Już pod koniec 1939 r. były gotowe prototypy dwóch odmian broni - S/42D i S/42G. Dla ciekawskich: 
  • "S/42" to używane wówczas kodowe oznaczenie Mausera
  • "D" oznacza Dauerfeurgasdrucklader - broń maszynowa uruchamiana gazami
  • "G" oznacza Gasdrucklader - broń uruchamiana gazami 
O wersji "G" wiadomo mało, gdyż jej rozwój porzucono już w styczniu 1941 r. na rzecz rozwijania wersji "D". W kwietniu 1941 r. prototyp (pozbawiony ognia ciągłego) oznaczono G.41(M) i przedstawiono go HWA, który jakoś się za bardzo z niego nie ucieszył, no ale zamówił 5 000 karabinów do prób wojskowych. G.41(M) bardzo dobrze spełniał główne punkty specyfikacji i obalił ich nierealność. Gazy pobierane były z wylotu lufy przez dyszę Banga, w czasie strzelania nic się nie ruszało, a karabin dał się przeładować dzięki rękojeści napinania umieszczonej i działającej podobnie jak rączka zamkowa z Kar98k, choć mechanizm był dwutaktowy. Poza tym broń była ciężka, długa, źle wyważona i lekko mówiąc niezbyt ładna. Mauser w swojej konstrukcji zastosował bardzo skomplikowany dwustopniowy układ popychacza przenoszący impuls z tłoka na suwadło. Tłok stykał się z płaską listwą na powierzchni lufy opartej o łącznik lufy, a dalej impuls był przenoszony zamocowanymi do łącznika płaskimi symetrycznymi popychaczami po obu bokach - całość miała kształt zbliżony do dużej litery Y. Sam łącznik miał własne urządzenie powrotne umieszczone pod lufą - po wystrzale sprężyna go odpychała - który pchał w przód górną listwę i ciągnął za sobą boczne popychacze. Mechanizmy karabinu były i tak bardziej skomplikowane niż powyższy opis, bo G.41(M) miał aż 110 części, więc resztę chyba sobie odpuszczę.

Żołnierz Heer z G.41(M) podczas tłumienia Powstania Warszawskiego, sierpień 1944 r. 
http://www.gewehr43.com/battle.html
Mauser dostał zamówienie na 5 000 sztuk w kwietniu 1941 r., ale jakieś poważne dostawy zaczęły się dopiero rok później - tyle czasu Mauserowi zajęło dopracowanie broni i dogadanie się z podwykonawcami. Do końca 1941 r. dostarczono tylko 1673 karabiny, które w testach wojskowych wypadły, no cóż, nie najlepiej. O ile na strzelnicy doświadczony strzelec Wehrmachtu nie miał jakichś problemów z obsługą, to przeciętny żołnierz już tak. Odsetek zdatnych do użytku próbnych egzemplarzy broni po eksploatacji w jednostkach wynosił od 15 do 35%. Tyle samo egzemplarzy wysyłano do fabryki Mausera, bo warsztaty wojskowe nie były w stanie ich naprawić. W miarę dalszych dostaw sytuacja się poprawiała i z czasem HWA zaczęła przychylniej patrzeć na konstrukcję Mausera. Sytuacja na froncie sprawiła, że Mauser dostał kolejną szansę i w 1942 r. zamówiono dwie kolejne partie po 5 000 sztuk, z opcją zwiększenia zamówień do aż 50 000 sztuk, jeśli oczywiście uda się usunąć początkowe wady G.41(M). 
Mauser obiecał, że do końca marca 1943 r. dostarczy 60 000 sztuk G.41(M). Były to szacunki nierealne, bo karabin ten był wyjątkowo pracochłonny i zabierał aż 60 roboczogodzin - 5 razy więcej niż Kar98k! Konkurencyjny model Walthera korzystający z części tłoczonych, powstawał w 48 roboczogodzin, a zamówienia były terminowo realizowane, więc pozycja Mausera była już poważnie zagrożona. Jednak oba karabiny były mało popularne wśród żołnierzy na polu walki, którzy woleli używać zdobycznych radzieckich SWT-40 konstrukcji Tokariewa. SWT-40 był lżejszy, prostszy w obsłudze, poręczniejszy i lepiej przystosowany do warunków na polu bitwy. 
Problemy z konstrukcją i dotrzymaniem terminów dostaw spowodowały, że wojsko szybko zrezygnowało z G.41(M) i przyjęło do uzbrojenia konstrukcję Walthera - G.41(W). Liczebność karabinów Mausera ocenia się na około 15 000 sztuk - tyle zamówiła HWA (choć najwyższe znane numery seryjne mieszczą się w 12 800). Karabiny G.41(M) są dziś bardzo rzadko spotykane i osiągają zawrotne ceny u kolekcjonerów. Każdy egzemplarz był wykonany w fabryce Mausera w Oberndorfie i miał oznaczenie kodowe "byf".

G.41(W) 

G.41(W) produkcji Walthera, kal.: 7,92 mm, nabój: 7,92x57 mm, długość: 1138 mm, masa broni: 4,6 kg
Źródło: https://modernfirearms.net/userfiles/images/rifle/6/1288256457.jpg
W przeciwieństwie do Mausera, Fritz Walther i założona w 1886 r. przez jego ojca Carla fabryka broni od początku cieszyła się sporym uznaniem od NSDAP. Partia przyjęła ich pistolety jako "oficjalną broń ruchu". Będąc w takiej pozycji, Walther miał o wiele większe pole do manewru niż inne zakłady zbrojeniowe.
W 1940 r. Walther przejmuje zarzucony przez HWA system gazowy Banga, ale olewa drugie ważne wymaganie, czyli nieruchome części zewnętrzne podczas strzelania. W swojej propozycji karabinu samopowtarzalnego stosuje suwadło ze stałą rękojeścią, które porusza się wraz z oddaniem strzału. W propozycji na konkurs z 1940 r. nie ma też co szukać czterotaktowego, ręcznego napinania. Podobnie jak wersja Mausera G.41(W) miał stały magazynek na 10 nabojów, drewniane łoże z zaczepami do pasa nośnego, zaczep do standardowego wojskowego bagnetu S.84/89 pod lufą i blaszaną osłonę muszki - na tym koniec podobieństw.

Układ gazowy na wylocie lufy G.41(W) rozłożony w całości: 1-komora gazowa, 2-rura gazowa, 3-tłok pierścieniowy, 4-popychacz suwadła
Źródło: STRZAŁ-magazyn o broni, nr 6 (74)
Impuls z pierścieniowego tłoka był przenoszony na suwadło jednoczęściowym popychaczem formowanym z grubej, trzymilimetrowej blachy. Popychacz nakrywał lufę od góry na prawie całej jej długości. Urządzenie powrotne popychacza umieszczone było oddzielnie w łożu karabinu pod lufą. Mechanizm zamkowy składał się z cylindrycznego, pustego w środku zamka, cylindrycznej osłony urządzenia powrotnego, tworzących z zamkiem teleskop i nakrywającego to wszystko suwadła z rękojeścią przeładowania i zatrzaskiem do rozkładania. Wewnątrz zamka przesuwała się połączona występem sterującym z suwadłem wkładka regulująca, rozpychająca rygle w przednim położeniu na boki. Przez całą długość wkładki biegła iglica z podbijakiem w ukośnym kanale, w którą uderzał kurek. Urządzenie powrotne zamka składało się ze sprężyny powrotnej z żerdzią na której osadzona była opora sprężyny, pełniąca jednocześnie rolę zaczepu utrzymującego zespół ruchomy broni.

Przekrój części zamkowej G.41(W) - przed komorą zamkową widoczne urządzenie powrotne popychacza umieszczone oddzielnie w łożu
Źródło: STRZAŁ-magazyn o broni, nr 6 (74)
W odróżnieniu od iglicznego Mausera, konstrukcja Walthera miała kurkowy mechanizm spustowy, skopiowany z czeskiego karabinu ZH-29 i "tylko" 75 zamiast 110 części. Można by rzec, że miał on mniej części do psucia, ale jak pokazywały testy - była to po prostu lepsza konstrukcja.

Żołnierze Heer podczas nauki obsługiwania G.41(W) 
Źródło: http://www.gewehr43.com/battle.html
HWA na początku oburzył się, że Walther zignorował ich zalecenia, ale po przejechaniu się na konstrukcji Mausera, szybko z Waltherem się przeprosił. Zamówiono, tak jak u konkurencji, 5 000 sztuk w celu testów wojskowych. Już w lipcu fabryka z Zella-Menhlis dostarczyła 1 200 sztuk, a resztę zamówienia wykonała w uzgodnionym terminie, do końca roku. Mimo przeciążeń produkcyjnych innych rodzajów broni, Walther znów wywiązał się w terminie z kolejnym zamówieniem na 5 000 sztuk. Mało tego - G.41(W) w testach był znacznie lepszy od konkurenta. Nie było innej opcji - nowym karabinem powtarzalnym dla niemieckiego wojska będzie G.41(W) produkcji Walthera.

G.41(W) przygotowany do gruntownego czyszczenia
Źródło: STRZAŁ-magazyn o broni, nr 6 (74)
G.41
Zgodnie z rozkazem z 21 grudnia 1942 r. karabin Walthera zostaje przyjęty do uzbrojenia pod oznaczeniem G.41 - już bez litery oznaczającej nazwę konstruktora. Od 1943 r. na broni pojawiły się kodowe oznaczenia producenta, końcówka roku produkcji oraz wojskowe numery seryjne. Walther cały czas miał problemy z mocami przerobowymi, dlatego w 1943 r. wyprodukował jedynie 20 000 sztuk nowego karabinu o oznaczeniu kodowym "ac" oraz dowodem inspekcyjnym "WaA359". HWA od początku wiedział, że zakłady te nie wyrobią z wytworzeniem w planowanym terminie takiej ilości broni, toteż przydzieliła im firmę BLM (Berliner-Lübecker Maschinenfabrik, kodowe oznaczenie duv i qve oraz dowód inspekcyjny "WaA214") jako partnera do produkcji, która na "dzień dobry" dostała zamówienie na 70 000 sztuk karabinów z terminem dostawy na przełom 1942/43. BLM miała doświadczenie w produkcji broni, bo od 1936 r. dostarczała Kar98k Wehrmachtowi (w samym 1942 r. było to 250 000 sztuk), a karabiny samopowtarzalne były tak potrzebne na froncie, że HWA musiała zrezygnować ze sprawdzonego dostawcy karabinów Mausera.

G.41 V4 - pierwsza próba modernizacji układu gazowego z jesieni 1942 r. 
Źródło: STRZAŁ-magazyn o broni, nr 6 (74)
Zanim jednak ruszyła produkcja masowa, G.41 przeszedł kilka zabiegów kosmetycznych w celu lepszego dostosowania broni do warunków panujących na froncie. Już wcześniej wersja (W) wygrała z (M) mniejszą pracochłonnością, użyciem części tłoczonych i kutych matrycowo zamiast frezowanych. W czasie produkcji drugiej partii testowej postanowiono zlikwidować przycisk zwalniacza zamka, który wystawał z lewej strony. Od tej pory zamek po staremu zatrzymywał się w tylnym położeniu po oddaniu ostatniego strzału, tak by można było załadować magazynek z dwóch łódek. Inną modyfikacją było zastąpienie drewnianej nakładki plastikową. Przedłużono żebro napinające kurek na spodzie zamka, zmodyfikowano bezpiecznik nastawny, którego włączenie w pewnych sytuacjach mogło prowadzić do uszkodzenia mechanizmu spustowego, frezowane bączki zastąpiono tylnym spawanym ze stalowego paska i przednim głęboko tłoczonym z blachy. Ostatnią znaczną zmianą było zastąpienie łóż z pełnego drewna orzechowego tańszymi i bardziej wytrzymałymi łożami sklejkowymi. BLM wprowadził potem także inne uproszczenie, m.in. w konstrukcji magazynka stałego i podstawy celownika, stopniowo eliminując obróbkę wykańczającą.

Niemiecki żołnierz obserwuje okolicę gdzieś w Rosji, na ziemi leży przygotowany do strzału G.41
Źródło: http://www.gewehr43.com/battle.html
Użycie numeracji wojskowej sprawia, że ocena ilości wyprodukowanych karabinów na podstawie ich numerów seryjnych jest problematyczna, ale z braku innych, lepszych danych, jest to jedyny sposób. Najwyższe zaobserwowane do tej poru numery seryjne z datą "duv 43" osiągają prawie 6500h, co (w założeniu, że numeracja była nieprzerwana) daje minimum 96 500 sztuk. Jest to bardzo prawdopodobna liczba, biorąc pod uwagę skalę zamówienia, czyli 70 000 sztuk łożonego w 1942 r. Podsumowując łączną produkcję z obu fabryk, wychodzi około 120 000 sztuk w 1943 r., co daje ogółem 130 000 sztuk wyprodukowanych w 1942 i 1943 r.

Rosyjska lekcja 

SWT-40 - rosyjska inspiracja dla G.43, kal.: 7,62 mm, nabój: 7,62x54 mm R, długość: 1226 mm, masa broni: 3,9 kg
Źródło: https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/6/68/SVT-40_-_Ryssland_-_AM.032865.jpg
Mimo że Wehrmacht przyjął nowy karabin i rozpoczęła się jego produkcja masowa, to na froncie nie zrobił on furory. Żołnierze woleli zdobyczne radzieckie SWT-38 i SWT-40 chwaląc je za niezawodność, prostotę obsługi, poręczność, dobre wyważenie, celność i szybkość przeładowania dzięki wymiennym magazynkom. Doszło do tego, że używany w SWT-40 mechanizm gazowy - prosty, kompaktowy i praktycznie niezniszczalny - powszechnie stawiano w raportach z frontu za wzór dla niemieckich konstruktorów. HWA mógł w końcu przekonać się, że przeklęta przez nich wiercona lufa nie wpływa negatywnie na trwałość i balistykę. Wyniki badań przewróciły o 180 stopni wcześniejsze założenia niemieckich "ekspertów" od broni samopowtarzalnej. O ile zgodzić się można było z tym, że gazy powodowały erozję kanału gazowego, to było to na tyle znikome, że nie wpływało na osiągi balistyczne, chyba że żołnierz oddał więcej strzałów niż statystycznie mógł. Ulepszone po wojnie z Finami SWT-40 wytrzymywało minimum 10 000 strzałów. O wiele szybciej zużywały się lufa, zamek i komora zamkowa niż otwór gazowy. Żeby było jasne, pobór gazów wpływa na balistykę, a mechanizm samopowtarzalnego przeładowania broni na celność, ale dopiero wtedy, kiedy strzela się na znaczną odległość, przewyższającą średnią na polu walki, a jak obliczono, ta wynosi nie więcej niż 400 m. Niemcy zainspirowani konstrukcją rosyjską, postanowili trochę ją skopiować. Zanim jednak wprowadzono jakieś modyfikacje, to żołnierze niemieccy w grudniu 1942 r. używali na taką skalę SWT-40, że nadano jej status "standardowej broni zastępczej". Co ciekawe, pionierem tej standaryzacji był...Heinrich Himmler, który już w sierpniu 1942 r. wpisał "2 rosyjskie karabiny samopowtarzalne z lunetami" jako broń przydziałową dla oddziałów antypartyzanckich Jagdkommando. Kiedy w 1943 r. G.41 trafiła na front w większych ilościach, to żołnierze byli zawiedzeni, porównując ją do konstrukcji "zacofanego i prymitywnego" przeciwnika. G.41 były cięższe, większe, bardziej nieporęczne, gorzej wyważone, zacinały się z byle powodu oraz były trudne do rozkładania i czyszczenia w warunkach bojowych, o stałym magazynku nie wspomnę.

G.41 V5 - pierwsza próba przeniesienia układu gazowego z SWT-40 oraz wymiennego magazynka z zimy 1942/43 
Źródło: STRZAŁ-magazyn o broni, nr 6 (74)
W 1942 r. nowy Minister Uzbrojenia Rzeszy Albert Speer wysłuchał narzekań żołnierzy podczas wizyty na froncie i postanowił działać. Niemiecki karabin samopowtarzalny wymagał znacznych modyfikacji, jeśli miał być przydatny, bo zostawiając go w tej postaci, równie dobrze można było zakończyć produkcję.

G.43, kal.: 7,92 mm, nabój: 7,92x57 mm, długość: 1120 mm, masa broni: 4,1 kg
Źródło: https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/3/3b/Automatgev%C3%A4r_m1943_-_Tyskland_-_AM.045876.jpg
G.43
Poprawki G.41 były przeprowadzane znaczenie wcześniej niż po decyzji Speera. Walther zaczął je już jesienią 1942 r. i to z własnej inicjatywy. Konstruktorzy uznali, że skoro HWA jakoś przeżył ruchome, zewnętrzne części, to i z brakiem otworów w lufie da się coś zrobić. Idąc tym tokiem rozumowania powstała seria prototypów G.41(W) pozbawionych dyszy Banga, a korzystających z rozwiązań innego karabinu - A115, powtórzonych w jednocześnie rozwijanym MKb 42(W), który miał stać się częścią StG 44. Tłok zostawiono pierścieniowy, ale gazy były pobierane nie z wylotu, a przez otwór gazowy w 2/3 długości lufy. Sprawiło to, że układ gazowy był krótszy, cała broń lżejsza, a usunięcie ciężkiej narośli na lufie poprawiło wyważenie i celność.

Układy gazowe G.43 (u góry) i SWT-40 (u dołu)
Źródło: STRZAŁ-magazyn o broni, nr 6 (74)
Po powrocie Speera z frontu prace nad nowym-starym karabinem nabrały rozpędu. Minister Uzbrojenia był zwolennikiem centralnego kierowania pracami badawczo-rozwojowymi i korzystał z wiedzy doradzających mu naukowców oraz praktyków. Uznał, słusznie z resztą, że najważniejsze są potrzeby frontu. Konstruktorzy mieli pomóc wygrać wojnę, a nie kolekcjonować patenty.

Żołnierz Heer biegnący ze swoim G.43
Źródło: http://www.gewehr43.com/battle2.html
W ten sposób już w grudniu 1942 r. powstaje nowa seria prototypów o numerach od V5 do V8, które były zasilane 25-nabojowym magazynkiem od MG 13 i z pierwszą wersją nowego układu gazowego. Najważniejszą różnicą była rezygnacja z pierścieniowego tłoka otaczającego lufę, płaskiego popychacza i urządzenia powrotnego popychacza na rzecz otworu odprowadzającego gazy, komory gazowej z króćcem nad lufą i tłoka z układem popychaczy zaopatrzonego we własną sprężynę powrotną nawleczoną na popychacz. Zmiany reszty konstrukcji z G.41 ograniczono do minimum, gdyż celem modyfikacji było ulepszenie istniejącego już karabinu, a nie całkiem nowa broń. HWA z bólem serca zgodził się na ten szatański otwór w lufie, ale zaczepu do bagnetu wymuszającego przedłużenie łoża, bronił jak niepodległości. Dopiero interwencja Speera u samego Adolfa Hitlera spowodowała, że można było skrócić łoże i w końcu uzyskać lufę samonośną, opierającą się o części drewniane.

Przekrój części zamkowej G.43 z zamkiem w tylnym (u góry) i przednim (u dołu) położeniu; porównując z przekrojem G.41 można zauważyć, że wcale dużo zmian nie przeprowadzono
Źródło: STRZAŁ-magazyn o broni, nr 6 (74)
Próby na poligonie ze stycznia 1943 r. wykazały, że 25-nabojowy magazynek jest za długi i zbyt wrażliwy na uszkodzenia, a poza tym uniemożliwia zajęcie odpowiednio niskiej pozycji strzeleckiej. Zamiast niego Walther skonstruował nowy, 10-nabojowy magazynek, który tym razem był wymienny. W kolejnych prototypach doszło do jeszcze kilu zmian, m.in. w układzie gazowym i bączku. 23 lutego 1943 r. HWA uznaje, że nowy karabin jest gotowy do produkcji. Nazwano go G.43 i 30 kwietnia 1943 r. zostaje oficjalnie przyjęty do uzbrojenia. Miał on również zastąpić masowo używany Kar98k, ale do tego była jeszcze długa droga i ostatecznie nie udało się tego zrobić.

Wymienny magazynek na 10 nabojów 7,92x57 mm do G.43
Źródło: STRZAŁ-magazyn o broni, nr 6 (74)
Okres dorastania
Przy okazji masowej produkcji ostatecznej już wersji karabinu, trzeba było ją jakąś mądrze podzielić. W głównych zakładach miał się odbywać jedynie montaż i wytwarzanie wybranych części, do których produkcji były potrzebne specjalne umiejętności i maszyny. Cała reszta miała pochodzić od podwykonawców z mniej znanych fabryk, a co za tym idzie, mniej narażonych na bombardowania. Walther i BLM nadal produkowały G.41, przy czym Walther do ostatnich egzemplarzy wprowadzał rozwiązania stworzone już do nowego karabinu, m.in. boczną szynę montażową do celownika ZF4. W tym samym czasie Walther prowadził bardzo istotne modyfikacje, które miały skrócić produkcję G.43 o 20%, czyli nawet do 10 roboczogodzin, która i tak już była bardzo uproszczona przez eliminację starego układu gazowego. Całkowicie frezowaną komorę zamkową zastąpiono obrabianą jedynie wykończeniową odkuwką matrycową, co poza przyśpieszeniem produkcji, dało jednocześnie ulepszenie materiału kuciem, poprawiając właściwości węglowej, niestopowej stali. Kolejnym istotnym ulepszeniem było zastąpienie wkręcanej w komorę zamkową lufy prostym wciskaniem jej w gniazdo komory i mocowaniem poprzecznym kołkiem. Zastępowano także w coraz większej ilości części frezowane na tłoczone z blachy. Aby dostosować broń do ciężkich warunków Frontu Wschodniego powiększono kabłąk spustowy w celu umożliwienia strzelenia w grubych rękawicach. Po decyzji Adolfa Hitlera z czerwca 1943 r. by G.43 został przystosowany do strzelań wyborowych, każdy karabin dostał na komorze zamkowej szynę do celownika ZF4, co wymusiło przesunięcie rękojeści suwadła na lewą stronę. Do września 1943 r. powstał G.43 w postaci jaką znamy do dziś, ale nie oznaczało to, że zakończono rozwój tej konstrukcji. W rzeczywistości tylko fabryka Walthera produkowała G.43 i to dopiero od października 1943 r. w śmiesznych ilościach, bo powstało ich zaledwie 7 500 szt., z czego na front do prób wojskowych na dzień 28 grudnia wysłano aż...20.

Zgodnie z decyzją Adolfa Hitlera z czerwca 1943 r. wszystkie G.43 miały być wyposażone w szynę montażową do celownika ZF4 na wzór tej z SWT-40 w wersji wyborowej
Źródło: STRZAŁ-magazyn o broni, nr 6 (74)
Plany jednak pozostały nader ambitne, bo od stycznia 1944 r. wyznaczone zakłady zbrojeniowe miały produkować 100 000 sztuk miesięcznie. Rzeczywistość jednak szybko zweryfikowała tę liczbę, bo w pierwszym miesiącu 1944 r. z fabryk wyszło zaledwie 15 000 szt. G.43, w lipcu osiągnięto maksimum - 33 000 sztuk, by w sierpniu spaść do 32 000. Nadal starano się zmniejszyć pracochłonność, co udało się dzięki oszczędności na odkuwkach komory zamkowej i zamka, ale tylko o 2-3 roboczogodziny.

Wylot lufy G.43 z roku 1944; widoczna nakrętka na wylocie służyła do przykręcania odrzutnika w celu strzelania amunicją ćwiczebną
Źródło: STRZAŁ-magazyn o broni, nr 6 (74)
Obozowy G(K).43
W celu rozszerzenia i zwiększenia produkcji Heinrich Himmler zdecydował, że dobrym pomysłem będzie wytwarzanie nowego karabinu w obozach koncentracyjnych. W przypadku G.43 cywilne filie fabryk zbrojeniowych powstały w dwóch takich obozach: Neuengamme pod Hamburgiem (Walther-II) i Buchenwald-Turyngia (GW-Bu). Produkowały one wcześniej znacznie łatwiejsze do wykonania Kar98k, a teraz przyszło im pracować z bardziej skomplikowanym systemem samopowtarzalnym. Okres obowiązywania tej decyzji był krótki, ale miał znaczące następstwa - Walther miał dwie dodatkowe fabryki wykonujące G.43. Z końcem 1943 r. BLM także przestawił się na produkcję G.43, choć niektóre źródła podają, że jeszcze przez pierwszy kwartał 1944 r. tamtejszą fabrykę opuszczały G.41. BLM nadal modyfikował swoje G.43 używając m.in. nowe w tamtym czasie, ale kompletnie niedocenione w III Rzeszy lufy kute na zimno. Wiosną 1944 r. oficjalnie zmieniono nazwę karabinu na K.43 - Karabiner 43, czyli karabinek wz. 43. Zmiana była czysto kosmetyczna i nie prowadziła za sobą jakichś zmian w broni. Wbrew powszechnej opinii K.43 nie był skróconą wersją G.43, a zmianę nazwy zaproponował rzekomo sam Adolf Hitler.

Dwa typy osłony urządzenia powrotnego K.43: u dołu wczesna frezowana z wewnętrzną osłoną przeciwpyłową, a u góry - późniejsza tłoczona z blachy z zewnętrzną osłoną przeciwpyłową. Oba widoczne karabiny mają suwadło wprowadzone latem 1944 r., można je poznać po wzmacnianym żebrze
Źródło: STRZAŁ-magazyn o broni, nr 6 (74)
Prościej, szybciej, więcej
Pogarszająca się sytuacja Niemców na frontach odbiła się na produkcji K.43, szczególnie latem 1944 r. kiedy Alianci zaczęli bombardować niemieckie fabryki. Najmniej szczęścia miał zakład z Buchenwaldu, który stał się celem ogromnego nalotu z 24 i 25 sierpnia. Brytyjskie lotnictwo kompletnie zniszczyło przyobozową fabrykę i historia K.43 z kodem "bed" skończyła się na 45 500 sztukach. Niedługo potem Alianci odcięli kolejne źródło dostaw części do K.43 zajmując St.Etienne we Francji, gdzie wytwarzano większość komór gazowych do karabinu. Tak właśnie z planowanych na wrzesień 35 000 sztuk udało się wytworzyć tylko 12 000, co cofało poziom produkcji do tego sprzed roku. Aby choć trochę nadrobić tę stratę wdrożono szereg zmian technologicznych i konstrukcyjnych. Uproszczono przejętą od G.41 wewnętrzną osłonę przeciwpyłową zamka, zastępując ją osłoną mocowaną na zewnątrz, co z kolei wyeliminowało konieczność precyzyjnego frezowania kanałów na pokrywkę w osłonie urządzenia powrotnego, to natomiast wyeliminowało potrzebę frezowania samej osłony i zastąpiono ten proces tłoczeniem z blachy. To wszystko pogorszyło funkcjonowanie zaczepu do rozkładania, ale jak mus to mus. Również fosforowano coraz więcej części zamiast je oksydować, co także zmniejszało pracochłonność produkcji karabinu. Oprócz tego zmniejszono wymagania jakościowe powracając do odrzuconej wcześniej komory zamkowej. Okazało się, że większość stanowiły odrzuty z powodu błędów w wycinaniu szyny do celownika, co nie miało wpływu na funkcjonowanie broni. Wadliwe szyny usunięto i stąd można trafić na egzemplarze bez szyny do celownika. Do produkcji wróciły także komory odrzucone z powodu zmian oznaczenia - Walther miał ich kilkanaście tysięcy od podwykonawców na których widniała nazwa "G.43". Z początku próbowano tę nazwę przebijać na rzecz nowej, ale dano sobie z tym spokój i od teraz komorę z oznaczeniem "G.43" można trafić w egzemplarzu broni z 1945 r. BLM to w ogóle olał te oznaczenia i dopiero w grudniu 1944 r. pojawiły się komory z puncą "duv 44", a miesiąc później kod zmieniono na "qve". Dzięki tym zmianom, do listopada udało się nadrobić produkcję i zamknięto ją z 30 000 karabinów.

K.43 rozłożony do gruntownego czyszczenia; warto porównać go z G.41 żeby zobaczyć jak zmieniła się konstrukcja
Źródło: STRZAŁ-magazyn o broni, nr 6 (74)
Ostatni dzwonek 
Ostatnie 4 miesiące istnienia III Rzeszy to najbardziej efektywny i najintensywniejszy okres w produkcji K.43 w formie już skrajnie uproszczonej i wątpliwej jakościowo porównując do egzemplarzy sprzed roku. Upadek Rzeszy spowodował, że fabryki już na własną rękę modyfikowały broń prowadząc do sytuacji, że części z różnych zakładów nie były współzamienne. Produkcja K.43 trwała do końca wojny. W Zella-Mehlis zakończyli ją Amerykanie 9 kwietnia, fabrykę w Neuengamme ewakuowano w połowie tego samego miesiąca, a najdłużej pracujący zakład w Lubece został wyłączony z działania dopiero 6 maja.
Według szacunków badaczy w czasie wojny wyprodukowano około 465 000 karabinów G.43 i K.43 wszystkich odmian:
  • 225 000 sztuk u Walthera w Zella-Menhlis
  • 194 000 sztuk u BLM w Lubece
  • 45 500 sztuk u Gustloffa w Buchenwaldzie 

Żołnierz Heer z K.43 podczas walk o Grudziądz w lutym 1945 r. 
Źródło: STRZAŁ-magazyn o broni, nr 6 (74)
Dane odbiorów wojskowych prawie się z tym pokrywają, bo do marca 1945 r. HWA odebrał 446 539 karabinów, a około 53 000 sztuk było wyposażone w celowniki optyczne Zeiss Zielfernrohre 43.  Jest to oczywiście liczba mało znacząca biorąc pod uwagę ilu żołnierzy służyło w Wehrmachcie i Waffen-SS. W przytłaczającej większości przyszło im walczyć na bardzo dobrych, ale nie nadających się na większość bitew i działań II wojny światowej karabinach powtarzalnych Kar98k. Mimo że broń wartościowa i przede wszystkim bardzo celna, to mieściła tylko 5 nabojów, była ciężka i mało poręczna, a w dodatku po każdym strzale trzeba było ją ręcznie przeładowywać i składać się do celowania od nowa. Mauserem nie dało się przycisnąć przeciwnika ogniem, walka w mieście czy budynkach z nim w ręku była problematyczna, nie zawsze pod ręką była sekcja MG, a MP-40 też nie było tak dużo jakby się mogło wydawać. W drużynie miał je przede wszystkim dowódca. Mimo że K.43 był podobnych rozmiarów i ważył prawie tyle samo co Mauser, to jego szybkostrzelność praktyczna wynosiła 40 strz./min, Kar98k - maksymalnie 12 strz./min, choć dobry strzelec mógł osiągnąć nawet 15 strz./min, ale nadal jest to ponad 2 razy mniej, więc walka w zwarciu z bronią Walthera była już bardziej znośna szczególnie, że miał on wymienne magazynki na 10 nabojów i nie trzeba go było ładować z łódki na 5 sztuk. Trzeba też dodać, że zasada działania K.43 nie wpływała na celność i właściwości balistyczne pocisków na takich odległościach, na jakich w większości przyszło żołnierzom walczyć - a więc do 400 m. Obie bronie strzelały tym samym pełnowymiarowym nabojem, a K.43 był wybierany przez wielu strzelców wyborowych, choć do tych zadań, akurat lepszym wyborem wydawał się Kar98k.

Strzelec wyborowy z Dywizji Grenadierów Pancernych "Grossdeutschland" z K.43 wyposażonym w celownik optyczny ZF4
Źródło: http://historywars.net/image/116039907854
G.43, K.43 oraz StG 44 weszły do służby za późno i w zbyt małych ilościach żeby realnie wpłynąć na przebieg wojny. Gdyby Niemcy w 1939 r., albo choć w 1941 r., przystępowali do walki z karabinem samopowtarzalnym zamiast powtarzalnego Mausera pamiętającego Niemiecki Wschodnio-Azjatycki Korpus Ekspedycyjny, to kto wie jak potoczyłyby się losy II wojny światowej, bo choć to nie konkretne konstrukcje ją wygrały, to dawały znaczną przewagę posiadającej je armii i krótko mówiąc - ułatwiały życie. Potwierdzeniem tego niech będzie fakt, że niemieccy żołnierze woleli używać zdobycznych samopowtarzalnych radzieckich SWT-38 i 40 czy amerykańskich M1 Grand zamiast swoich Kar98k.

Feldwebel z Heer przygotowuje się do strzału ze swojego G.43, Warszawa 1944 r.
http://www.gewehr43.com/battle3.html

1 komentarz:

  1. Wydaje mi się, że jeśli ktoś kolekcjonuje taką broń, koniecznie w jego domu powinna się znalexć szafa na broń klasy S1. Dzięki temu będzie mógł ją trzymać w bezpiecznym miejscu, a to na pewno ważne

    OdpowiedzUsuń