środa, 20 lutego 2019

MG 42 - zastrzyk na rzeżączkę "hergestellt im Dritten Reich"

Podczas II wojny światowej i w okresie ją bezpośrednio poprzedzającym w Niemczech powstało mnóstwo konstrukcji broni strzeleckiej. Niektóre bardzo udane, a niektóre zbyt dobre żeby można je było używać w działaniach bojowych. Nie ma jednak wielu konstrukcji w historii ogółem, które mogłyby się pochwalić tak wielkim wpływem na polu walki i przyszłości broni palnej. Taką konstrukcją bez wątpienia był MG 42 - uniwersalny karabin maszynowy, który mimo 70 lat na karku, do dziś służy w 30 armiach świata w prawie niezmienionej formie. 

Rys historyczny broni maszynowej
Historia skutecznej broni maszynowej ma swoje początki jeszcze w XIX wieku, kiedy wprowadzano do użytku tzw. kartaczownice. Najsłynniejsza z nich - kartaczownica Gatlinga skonstruowana w 1861 r. - mimo swojej sporej niezawodności, była mało mobilna w terenie. Pierwszą decydującą rolę na polu walki odegrała ona w 1898 r. podczas wojny amerykańsko-hiszpańskiej na Karaibach i Filipinach. Na polu bitwy pod Bloody Ford kartaczownice Gatlinga V Korpusu Armijnego armii amerykańskiej wystrzeliły w ciągu zaledwie 10 minut 18 000 pocisków. Przesądziło to o wyniku bitwy, a wielu żołnierzy amerykańskich ocaliło wtedy swoje życie. Ale już wtedy kartaczownicę Gatlinga zaczął wypierać nowo powstały karabin maszynowy Maxima. Richard Jordan Gatling - wynalazca nowego rodzaju broni - zmarł w 1903 r., a klika lat później jego projekt był już przestarzały. Mimo to, kartaczownica zmieniła obraz pół bitwy, zwiększając zdolność bojową ich posiadacza. Była ona najbardziej skuteczna po osadzeniu na wcześniej przygotowanych stanowiskach, gdyż zmniejszało się wtedy ryzyko oskrzydlenia, zwiększając jednocześnie pole ostrzału. Taka taktyka była powszechnie stosowana podczas I wojny światowej.

Kartaczownica Gatlinga 
Źródło: http://histografy.pl/kartaczownica-gatlinga/
W 1885 r. amerykański wynalazca i przedsiębiorca Hiram Maxim konstruuje pierwszy w pełni automatyczny karabin maszynowy przypominający zasadą działania ówczesne konstrukcje. Karabin ten w rękach jednego człowieka zastępował 40 zwykłych strzelców! Doświadczony piechur mógł oddać do 15 strzałów na minutę ze swojego powtarzalnego karabinu, tymczasem szybkostrzelność karabinu Maxima wynosiła 600 strzałów na minutę. Wtedy jeszcze taka broń była lekceważona przez wojsko. Nie zdawali sobie oni sprawy, że przyniesie to fatalne skutki. Maxim podczas pobytu w Europie dostał radę od pewnego Amerykanina: "Jeżeli chce Pan zarobić fortunę, proszę wynaleźć coś, co pozwoli Europejczykom zabijać się z większą skutecznością". To "coś" przyszło mu do głowy, gdy odrzut karabinu zwichnął mu bark. Maxim uznał, że przecież siłę odrzutu można jakoś sensownie wykorzystać i w latach 1883-1884 skonstruował swój karabin. Broń była szybkostrzelna, ale lufa strasznie się grzała. Trzeba było podłączyć kołnierz, który wodą (wcześniej olejem) by ją schładzał. Naboje były podawane z parcianego pasa. Zgodnie z przepowiednią, karabin szybko zdobył uznanie i równie szybko znalazł się na wyposażeniu armii europejskich. Maxim przeniósł się do Wielkiej Brytanii, gdzie otrzymał obywatelstwo i stamtąd mógł prowadzić działania marketingowe na szeroką skalę. A miał do tego niewątpliwy talent. Utrzymując kontakty z rodziną królewską w 1901 r. otrzymuje nawet tytuł szlachecki.
Karabin maszynowy Maxima na wyposażenie przyjmują Brytyjczycy w 1889 r. i w 1892 r. (Królewska Marynarka Wojenna) oraz Niemcy i Rosjanie w 1899 r. Swój ogromny wpływ na pole walki pokazał w licznych starciach od Kamczatki po Sudan. Podczas I wojny światowej obie strony konfliktu były wyposażone w różne wersje karabinu Maxima. Pokazywał on swoją wartość w różnych warunkach, choć jego masa (prawie 40 kg) czyniła go mało mobilnym. Potwierdzeniem jego użyteczności i niezawodności niech będzie fakt, że podczas bitwy nad Sommą w sierpniu 1916 r. 10 brytyjskich karabinów Maxim Vickers z 100. Kompanii Karabinów Maszynowych prowadziło przez 12 godzin nieustanny ogień wystrzeliwując około 1 000 000 pocisków na odległość 1 800 m i żaden z nich się nie zaciął.
Ale i wojska brytyjskie musiały zmierzyć się z tą bronią. Niemiecka wersja Maxim MG 08/15 zwana Spandau (od nazwy cesarskiego arsenału) zadawała im ciężkie straty. Niemieckie oddziały były bardzo dobrze uzbrojone. Każdy batalion posiadał 6 sztuk karabinów maszynowych, jednak MG 08/15 montowany na podstawie ważył łącznie ponad 60 kg. Późniejsza wersja z podstawą dwunożną ważyła już tylko 26,4 kg, ale to nadal było dużo. Trzeba było pomyśleć o czymś znacznie lżejszym, nieustępującym siłą ognia.

Karabin maszynowy Maxim MG 08/15
Źródło: http://criticalenquiry.org/wp/2013/01/12/the-land-battleship/maxim-mg08/
Narodziny legendy 
Przed wybuchem II wojny światowej były już oczywiste, że broń maszynowa ma mnóstwo zastosowań na polu walki. Oprócz roli defensywnej jaką pełniła podczas I wojny światowej, karabiny maszynowe były bardzo skutecznym zwiększeniem siły ognia piechoty i jeśli były na tyle lekkie, że mógł je unieść jeden żołnierz, mogły z powodzeniem towarzyszyć nacierającym oddziałom.
Na mocy traktatu wersalskiego Niemcy miały zakaz projektowania i produkowania broni maszynowej. Jednak nie stanowiło to dla nich przeszkody. Początkiem lat 20. koncern Rheinmetall-Borsing zakłada kontrolowaną przez siebie firmę w Solothurn w Szwajcarii. Rozpoczyna tam prace badawczo-projektowe nad karabinem maszynowym, który byłby chłodzony powietrzem. W wyniku tego powstaje Solothurn MG 30. Był, jak na owe czasy, bardzo nowoczesną konstrukcją, w której wykorzystano rozwiązania w późniejszych modelach broni maszynowej. Mimo kilku zamówień na tę broń Niemcy poszukiwali czegoś jeszcze lepszego. W rezultacie MG 30 był wytwarzany krótko, ale stał się podstawą do stworzenia nowego karabinu Rheinmetall MG 15 produkowanego na potrzeby Luftwaffe.

MG 30 na nabój 7,92x57 mm produkcji Solothurn
Źródło: https://modernfirearms.net/en/machineguns/switzerland-machineguns/steyr-solothurn-mg-30-eng/

MG 15 na nabój 7,92x57 mm używany przez Luftwaffe
Źródło: https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/b/be/Munster_MG15_%28dark1%29.jpg
Z tego właśnie projektu rodzi się starszy brat MG 42 - Maschinengewehr 34, czyli MG 34. Konstruktorzy wykorzystali MG 30 i MG 15 jako punkt wyjścia dla nowej broni - uniwersalnego karabinu maszynowego. Strzelając z podstawy dwunożnej, nowy karabin maszynowy miał wspierać nacierające oddziały piechoty, zaś z ciężkiej podstawy na trójnogu - prowadzić długotrwały zaporowy ogień ciągły. Broń strzelała podstawowym karabinowym nabojem armii niemieckiej o wymiarach 7,92x57 mm. W MG 34 zastosowano układ gdzie lufa, komora zamkowa i kolba znajdowały się w jednej linii. Broń działała na zasadzie krótkiego odrzutu lufy, a sama lufa mogła być szybko wymieniana kilkoma ruchami. Zasilanie w amunicję odbywało się albo z magazynka bębnowego na 75 naboi (zapożyczonego od MG 15) albo z taśmy. Była to jedna z pierwszych broni maszynowych mających przełącznik rodzaju ognia: ogień pojedynczy - ogień ciągły.

MG 34
Źródło: https://www.rockislandauction.com/detail/62/3403/german-mg34-machine-gun-792-mm-mauser
Jako że MG 34 odniósł sukces od razu, to szybko został skierowany do produkcji stając się standardowym karabinem maszynowym armii niemieckiej i co ciekawe, policji. Zapotrzebowanie na broń było wyższe niż możliwości produkcyjne zakładów zbrojeniowych. Ten fakt dodatkowo komplikowały liczne dodatki do broni, jak podstawy czy nawet peryskopowe urządzenia do prowadzenia ukrytego ognia z okopu. Wyposażanie dodatkowe absorbowało przemysł zbrojeniowy na tyle, że nie dało się zwiększyć podaży samego MG 34. Ale produkcji MG 34 nie sprzyjało jeszcze jedno - była to zbyt dobra broń do użytku wojskowego. Wyprodukowanie tego karabinu było czasochłonne i wymagało skomplikowanych oraz kosztownych procesów obróbki mechanicznej. Potwierdzeniem tego niech będzie fakt, że jedynym zakładem zdolnym do wytworzenia go i to do 1945 r. była fabryka w Brnie, mająca dobre położenie strategiczne, zaopatrzenie w surowce i wykwalifikowaną kadrę. Więc użycie jej w działaniach wojskowych można porównać do jazdy Mercedesem klasy S po leśnych wertepach. Broń ta była za dobra do stawianych przed nią zadań, więc trzeba było pomyśleć nad czymś, co ją zastąpi, ale w żadnym wypadku nie będzie gorsze.

Szybciej, taniej, więcej 
Samo przyjęcie do służby MG 34 nie zakończyło rozwoju koncepcji uniwersalnego karabinu maszynowego w armii niemieckiej. Poszukiwania nowej broni rozpoczęto już w 1935 r. Wtedy to WaPrüf 2 - inspektorat broni strzeleckiej Heereswaffenamt (HWA), przygotował analizę przydatności obecnie używanego MG 34V2 (wersja z frezowaną pokrywą komory zamkowej i odwracalnym kierunkiem zasilania w amunicję) do produkcji warunkach wojennych. Analiza ta wypadła dla niego, lekko mówiąc, nie za ciekawie, więc trzeba było uruchomić równolegle program rozwoju innego o wiele prostszego i tańszego w produkcji karabinu.W latach 1935-1937 faza koncepcyjna zrodziła nową metodę produkcyjną - frezowanie zastąpioną głębokim tłoczeniem. Słusznie była ona postrzegana jako przyszłość masowej produkcji broni palnej, a z jej rozwojem wiązano daleko idące plany.
Głębokie tłoczenie stali miało tyle samo zwolenników co przeciwników. Szczególnie u tradycyjnych zakładów zbrojeniowych. Bo jak to tak, zastępować eleganckie frezowane detale jakąś cienką blachą, którą mógł wykonać mniej wykwalifikowany robotnik? Bez sensu. Ale i w wojsku nie wszyscy ochoczo przystali na nową metodę. Przeciwnicy argumentowali, że zmiana metody wytworzenia doprowadzi niechybnie do obniżenia jakości produktu, a co jeszcze gorsze - do uniknięcia odpowiedzialności za ten spadek.
Głównym zwolennikiem technologii głębokiego tłoczenia w HWA był dr inż. Anton Peter. Był on tak zafascynowany nią, że nazywano go "Blechpeter" - Blaszanym Piotrusiem. W końcu w lutym 1937 r. wraz ze swoim zespołem udaje mu się przeforsować pomysł tłoczonego z blachy karabinu maszynowego i rozsyła zapytanie ofertowe na projekt do ewentualnych wytwórców, a dokładnie do trzech: Rheinmetall w Sömmerda, Grössfuss w Dobeln i Stübgen w Erfurt. Trochę dziwny dobór producentów bo tylko Rheinmetall miał doświadczenie w produkcji broni. Grössfuss za to był liderem rynku w tłoczeniu blachy, ale blaszanych skrzynek do piwa i latarni kolejarskich.
Wymagania były spore:
  • konstrukcja miała być oczywiście tłoczona z blachy 
  • miała mieć o wiele większą tolerancję niż idealnie spasowany MG 34
  • komora zamkowa miała mieć sporo luzu w wypadku zanieczyszczeń
  • broń miała być przystosowana do szerokiego wyboru akcesoriów jednolitych z MG 34 
  • co do zasady działania karabinu, wytwórca miał dowolność, o ile będzie on niezawodnie strzelał nabojem karabinowym 7,92x57 mm dosyłanym z taśmy ciągłej Gurt 33 lub segmentowej Gurt 34 używanych w MG 34.
Jako że projekt miał jeszcze charakter eksperymentalny, to nie było aż tyle środków, aby zapewnić jakiś poważny jego rozwój. Trzeba było iść na kompromis i wymagano tylko modelu koncepcyjnego, który wcale nie musiał być funkcjonalny. 26 października 1937 r. Rheinmetall i Stübgen przedstawiają karabiny działające na zasadzie odprowadzania gazów, a broń Grössfuss miała strzelać dzięki krótkiemu odrzutowi lufy. Makieta, bo bronią tego nazwać nie można, dostarczona przez Grössfuss składała się jedynie z dwóch blaszanych ścianek, które miały obrazować proponowaną komorę zamkową i nowatorski układ ryglowania rolkami w komorze ryglowej połączonej z lufą. Ale od tego projektu do broni strzelającej była jeszcze bardzo długa droga i bez sporego wsparcia dużą wiedzą techniczną z zakresu broni przez ekspertów WaPrüf 2 prawdopodobnie nic by z tego nie wyszło. HWA dopuścił do dalszych etapów wszystkie trzy projekty i do końca kwietnia 1938 r. firmy miały dostarczyć egzemplarze w pełni funkcjonalne.
Karabin firmy Grössfuss posiadał zgrzewaną z blaszanych wytłoczek dwuczęściową komorę zamkową, która pozwalała na wymianę lufy w sposób podobny do MG 34. Konstrukcja ta była jednak niedostatecznie sztywna i wytrzymała - to było niedopuszczalne. Bardzo dobrze sprawił się natomiast mechanizm ryglowany rolkami, który za to okazał się bardzo wytrzymały, bezawaryjny i niewrażliwy na zanieczyszczenia, podczas gdy obie konkurencyjne konstrukcje działające poprzez odprowadzanie gazów miały problemy ze zwiększającym się nagarem. HWA zdecydował się więc na coś niespotykanego wcześniej - oba konkurencyjne dla konstrukcji Grössfuss karabiny maszynowe odrzuca już na samym początku rozwoju i całą uwagę i niewielkie środki skupia na nowatorskiej konstrukcji od producenta skrzynek na piwo i lamp.

MG 39 ze wczesnej partii produkcyjnej z 1940 r.
Źródło: Strzał - magazyn o broni, nr 10 (66)
Wybór ten, mimo że był bardzo ryzykowany, opłacił się. W lipcu 1938 r. Grössfuss przedstawia nowy model, tym razem już z jednoczęściową komorą zamkową i systemem wymiany lufy w bok poprzez ciągnące się na całej długości prawej strony osłony lufy wycięcie. Broń będąca nadal jeszcze w fazie rozwojowej, nie będąc nawet prototypem, oddała kilkaset strzałów bez jakichś większych problemów, choć nie obyło się bez zmian w zamku i komorze zamkowej. WaPrüf 2 jednak zaczął wymagać żeby karabin miał większą szybkostrzelność teoretyczną. W wyniku badań okazało się, że lekka podstawa do MG 34 pozwala wprawdzie uzyskać bardzo dobrą ruchliwość prowadzenia ognia, ale jego celność podczas strzelenia ogniem ciągłym wyraźnie spadła w porównaniu do ciężkiego karabinu maszynowego MG 08/15. Działo się to przez to, że lżejszy, amortyzowany sprężynami trójnóg nie pozwalał trzymać ognia na jednym calu wystarczająco długo. Uznano więc, że żeby rozwiązać ten problem, to trzeba szybkostrzelność karabinu zwiększyć, bo wtedy w krótszej serii poleci więcej pocisków. Mimo że MG 34 miał szybkostrzelność równą 850 strzałów na minutę, to uznano go za zbyt "wolny" karabin. Celem było przynajmniej 1 000 szt./min. A do tego predyspozycje miała konstrukcja Grössfuss z jej liniowym ruchem zespołu ruchomego i nie posiadającego żadnych części, które by go wyhamowywały. Dodatkowym atutem był szybszy niż w MG 34 system wymiany lufy, bo im większa szybkostrzelność, tym lufa się szybciej zużywa i przegrzewa, a i amunicji idzie więcej. Niestety nie wszystko było takie kolorowe, jak by się mogło wydawać. O ile wymiana lufy trwała od 3 do 7 sekund, a zamka od 25 do 30 sekund, co było znacznym postępem względem MG 34, ale wibracje tworzące się podczas dużej szybkostrzelności w parze z krótką linią celowniczą sprawiły, że celność pogorszyła się jeszcze bardziej w porównaniu z MG 34, szczególnie na dużych dystansach.

Próbne strzelania z MG 39 na strzelnicy w Döbeln
Źródło: Strzał - magazyn o broni, nr 10 (66)
No i problem. Trzeba znów przekonstruowywać. Nowy wariant karabinu został zaprezentowany 12 października 1938 r., kolejny z lutego 1939 r. uznano za wystarczająco dopracowany, żeby można było zamówić prototypową partię 150 sztuk w celu badań wojskowych. Prowadzono je w Szkole Piechoty w Döbernitz tuż przed atakiem na Polskę. Karabin oficjalnie nazwano MG 39. Ogólnie testy się udały, ale ujawniły nowe niedociągnięcia, których usuwanie trwało przez cały 1940 r.

MG 39 z partii prototypowej częściowo rozłożony. Warto zwrócić uwagę na kształt tłoka zaporowego zamka i porównać go z ostateczną wersją MG 42 
Źródło: Strzał - magazyn o broni, nr 10 (66)
MG 39 różnił się znacznie od MG 42. Lufa była całkowicie zapożyczona od MG 34. W nowym karabinie najbardziej rzucał się w oczy celownik - nie krzywiznowy, jak później, a ramieniowy z ramieniem podpartym na mimośródzie - coś jak w ZB 26. W trakcie kolejnych zmian w 1940 r. Oberkommando der Wehrmacht (OKW) - Naczelne Dowództwo Wehramachtu - kazało jeszcze bardziej zwiększyć szybkostrzelność karabinu. Był on w stanie funkcjonować przy 1 500 strz./min. Tyle samo miał uzyskać zespół modernizujący MG 34. Chciałbym widzieć ich miny.
W wyniku realizacji zleceń OKW powstaje MG 39/41, który miał nową, lżejszą i specjalnie skonstruowaną do tej broni lufę, zmieniony zderzak i sprężynę powrotną, a także lżejszy zamek, który ważył teraz 550 g. Pozwoliło to podnieść szybkostrzelność teoretyczną z 1 080 strz./min do 1 500 strz./min. A teraz ciekawostka - w niemieckich raportach i instrukcji do MG 42 można wyczytać, że broń strzelała 25 pociskami na sekundę (czyli 1 500 na minutę), podczas gdy Alianci badali tę broń, to w żaden sposób nie udało się uzyskać takiej prędkości i to na zdobycznej, niemieckiej amunicji. Wszyscy jednak zgodnie uznali, że taka szybkostrzelność to gruba przesada i skutecznie przeszkadza w celnym strzelaniu.
Niemcy jednak od początku uważali inaczej i w marcu 1941 r. w końcu HWA uznaje konstrukcję za dopracowaną na tyle, żeby zaprezentować ją Oberkommando des Herres (OKH) - Naczelnemu Dowództwu Sił Lądowych. Owa prezentacja miała miejsce 20 marca 1941 r. OKH uznała, że karabin jest na tyle interesujący, że zapadła decyzja o przeprowadzeniu prób o wiele większej skali. Zamówiono więc 1 500 sztuk MG 39/41, które miały konkurować z taką samą liczbą "podkręconych" MG 34 - MG 34S. 24 listopada 1941 r. oba karabiny zostają zaprezentowane samemu Hitlerowi, który wybitnie nie lubił broni automatycznej. No ale akurat MG 39/41 bardzo mu się spodobał. Po obejrzeniu pokazówek ze strzelenia natychmiast kazał uruchomić produkcję broni i wysłać ją na front, bo po co czekać na jakieś bezsensowne rezultaty prób kwalifikacyjnych. Mimo wielkiej fascynacji Führera, wiosną 1942 r. mijał półroczny cykl badań nad karabinem, obejmujący testy polowe w warunkach frontowych w czasie arktycznej zimy i gorącego, suchego lata. Wyniki były na tyle zachęcające, że broń przyjęto do uzbrojenia Wehrmachtu i Waffen-SS pod nazwą Maschinengewehr 42 (MG 42). Oficjalny rozkaz, z tradycyjnym opóźnieniem, wprowadził broń do armii dopiero 12 października 1943 r.

MG 42 w konfiguracji lekkiej z dołączonym dwójnogiem
Źródło: Strzał - magazyn o broni, nr 10 (66)
To teraz czas na chrzest ogniowy. Miał on miejsce wiosną 1942 r. na froncie afrykańskim. Zimą feldmarszałek Erwin Rommel przygotowywał się do wiosennego ataku na obsadzoną przez Anglików i Francuzów linię obronną pomiędzy Gazalą i Bir Hakeim. Służba uzbrojenia Afrikakorps wykonała wszystkie badania zlecone z Berlina i Rommel zdecydował, że użyje nowe karabiny maszynowe podczas walk. Pomiędzy 26 maja a 13 czerwca 1942 r. w bitwie pod Bir Hakeim Wolni Francuzi byli pierwszymi żołnierzami Aliantów, którzy usłyszeli charakterystyczny odgłos strzelania MG 42, podobny do odgłosu darcia płótna.
Produkcja nowego karabinu rozpoczęła się jeszcze w 1942 r. Do końca roku dostarczono pierwsze 17 250 sztuk. Od początku 1943 r. produkcję karabinów uruchomiono w innych zakładach, a były to: Grossfuss w Döbeln, Gustloff-Werke w Suhl, Maget Maschinen- und Gerätebau w Berlinie, Mauser w Berlinie i Steyr w Austrii, i do walki trafiło kolejne 119 000 egzemplarzy. Wszystkie zakłady wykorzystywały części własnej produkcji, jak i dostarczane przez liczne mniejsze firmy współpracujące z nimi. Poszczególne części produkowane były w kilku miejscach, co pozwalało na utrzymanie produkcji w warunkach bombardowań alianckich. W 1944 r. produkcję prawie podwojono, gdyż dostarczono 215 300 MG 42. Produkcja ten broni trwała do końca wojny i zakłada się, że zakończoną ją w liczbie od 360 000 do 370 000 sztuk.

Grenadier pancerny Wehrmachtu z MG 42 pierwszego typu gdzieś na froncie wschodnim - widoczna wydatna rękojeść wczesnego napinacza
Źródło: Strzał - magazyn o broni, nr 10 (66)
Kto był ojcem MG 42? 
Niestety w archiwach nie zachowały się konkretne dane dotyczące osoby, która była w głównej mierze odpowiedzialna za konstrukcję MG 42. Można jedynie spekulować. Formalnie za "ojca" tego karabinu maszynowego uznaje się Wernera Grunera. Kierował on zespołem odpowiedzialnym za pracę nad bronią, ale ani wcześniej, ani później nie dał się poznać jako wybitny twórca broni palnej. Również po wojnie ani jeden zwycięski kraj nie "zaprosił" go do współpracy w swoich fabrykach zbrojeniowych. Wygląda na to, że dr Gruner odpowiedzialny za MG 42 jest tylko formalnie.
Jeszcze gorzej wygląda sytuacja Johannesa Paula Kurta Grossfussa, który poza tym, że był założycielem i prowadzącym swojej fabryki, to w ogóle nie miał nic wspólnego z tą konstrukcją. Ale co ciekawe, po wojnie, kiedy wypuścili go w końcu z gułagu, starał się o wtórniki patentów na zamek rolkowy od RFN i po procesie sądowym - wystarał. Tą akcją ustawił się na całe życie, bo dostawał procent od każdego sprzedanego po wojnie egzemplarza MG 42 i karabinów HK G3 działających na podobnej zasadzie. No więc kandydat bardzo zaradny i myślący, ale konstrukcyjnie - nieprzydatny.
A teraz mit i szybkie jego obalenie. Przez wiele lat uważano, że twórcą zamka rolkowego był Polak - konstruktor z Biura Studiów Fabryki Karabinów w Warszawie, Edward Szteke. Niestety, po intensywnych badaniach okazało się, że tezę tę trzeba odrzucić. Więc jak ktoś z Was, drodzy czytelnicy, przeczyta gdzieś bądź usłyszy, że Niemcy najeżdżając na Polskę wykradli nasz rodzimy patent na zamek rolkowy i bezczelnie zastosowali go w swoim karabinie maszynowym, to proszę się zaśmiać z politowania i wyjaśnić, że jest to nie prawda. Dlaczego? Po pierwsze, bo zamek późniejszego MG 42 przedstawiono 26 października 1937 r., prawie dwa lata przed kapitulacją Warszawy. A po drugie, wystarczy spojrzeć na owy patent żeby rozwiać wszelkie wątpliwości. Nawet podam jego numer: 20103 zgłoszony 8 lipca 1933 r. Dotyczy on użycia dwuramiennych dźwigni, a nie rolek i odnosi się do broni z lufą nieruchomą i z zamkiem półswobodnym, a przecież jak wiadomo MG 42 ma lufę ruchomą i zamek ryglowany.
Niemiec nie, Polak nie, no to może Włoch? Pewien major Barnesi opatentował w roku 1928 r. we Włoszech zamek do broni maszynowej ryglowany kulami rozpychanymi klinem - czyli blisko tych całych rolek. Przez to wielu jego rodaków uważało, że to właśnie on powinien być "kandydatem na ojca", gdy takowego poszukiwano. No ale nie przesadzajmy. Kule to nie rolki i dodatkowo taki mechanizm wymaga o wiele bardziej skomplikowanego mechanizmu niż użyty w MG 42. Także panu majorowi dziękuję za chęci.
Chyba jednak trzeba znów wrócić do Niemiec. Weźmy takiego doktora Petera, cywilnego doradcę pułkownika Kittla, dowódcy WaPrüf 2. Był on głównym sprawcą całego programu, który w finale doprowadził do powstania MG 42, ale to by było na tyle. Dr Peter na broni się nie znał, był technologiem, a potwierdzają to zachowane dokumenty, więc nie wymyślam.
Zostajemy u naszego zachodniego sąsiada. Najbardziej przekonujący wydaje się dr inż. Eckhardt. Był on cywilnym asystentem podpułkownika Breitenbacha, a ten natomiast kierował WaPrüf 2/II - dział karabinów maszynowych Inspektoratu Broni Strzeleckiej. No więc jak na razie trop jest niezły. Eckhardt to stary wyjadacz w dziecinie konstrukcji broni palnej, weteran pruskiej GPK (Komisji Badawczej Broni Strzeleckiej) i podpułkownikiem w czasie spoczynku, jeszcze zanim Adolf przekształcił Reichswehrę w Wehrmacht, to służył w Inspektoracie Sprzęty i Wyposażenia. No to chyba się zbliżamy do końca, bo mocny kandydat. No...nie. Choć wiele osób wiąże go bezpośrednio z konstrukcją MG 42, to jego wersji wydarzeń ustalić się nie da. Nie przez to, że nie chciał o tym mówić, tylko dlatego, że zmarł w radzieckiej strefie okupacyjnej Niemiec w 1945 r., niedługo po zakończeniu wojny.
Ale, ale - jeszcze nie wszystko stracone. Tajemnicę "ojcostwa" MG 42 poniekąd wyjaśnia Otto H. von Lossnitzer - dyrektor techniczny zakładów Mauser w Oberndorfie. Jego wskazówki kierują do osoby dr inż. Eckhardta. A więc doktor wraca do gry. Właściwie przez cały tekst nie było nawet wzmianki o Mauserze, który patrząc na dotychczasowe osiągnięcia, powinien być głównym adresatem zapytania HWA o nowy karabin maszynowy. A został on całkowicie olany. Jak Amerykanie złapali Lossnitzera o MG 42, to ten udawał, że w ogóle nie wie o co chodzi i że to dr inż. Eckhardt zapodał pomysł zamka rolkowego do MG 42. Dodam tylko, że zasiadał w zarządzie Mausera, był członkiem Waffenkommission, które prowadziło politykę zbrojeniową III Rzeszy, był czołowym specjalistą i naukowcem od konstrukcji broni maszynowej różnych kalibrów. Więc faktycznie, mógł nie wiedzieć... Okazało się jednak, że Lossnitzer miał całkiem bogatą wiedzę o Eckhardzie. Według niego był autorem podobnego rozwiązania, które zostało opatentowane przez Siemens-Schuckertwerke w Berlinie 14 lutego 1929 r.  Dodał, ze WaPrüf 2 jeszcze zanim ogłosiło konkurs, to wiedziało, że chce broni maszynowej z zamkiem rolkowym i specjalnie wybrało do jego realizacji zakład, który nie miał z bronią nic wspólnego. Dla wojska ważniejsze były zdolności wytwórcze i znajomość technologii głębokiego tłoczenia niż niekończące się uwagi i poprawki inżynierów z renomowanych fabryk. Całkiem sensowne i zrozumiałe. Wychodzi na to, że Rheinmetall dopisano do listy dla jaj, bo mógłby się obrazić. Był po prostu zbyt doświadczoną firmą ze zbyt dużą siecią kontaktów.
No więc po tych długich poszukiwaniach można z dużym prawdopodobieństwem stwierdzić, że ojcem MG 42 był dr inż. Eckhardt.  

Zastrzyk na rzeżączkę
MG 42 nie miał jednego twórcy jak MG 34. Był produktem zespołowym. HWA celowo "ustawiła" konkurs pod Grossfuss, gdyż uważała, że Mauser czy Rheinmetall nie mają warunków do stworzenia zdyscyplinowanego zespołu konstruktorów. Tam rządziła tradycja, a nie eksperymenty z odchodzeniem od jednostkowego wytworzenia broni. A WaPrüf 2 stawiał na nowoczesne metody projektowania. MG 42 miał być innowacyjny, lepszy niż inne, podobne konstrukcje i miał pokazywać wyższość naukowej metody tworzenia konstrukcji broni nad istniejącym "ciemnogrodem". To w teorii. Praktyka, jak ma w zwyczaju, zazwyczaj mocno od niej odbiega. Gdy w 1944 r. pojawiły się problemy z odskokiem zamka w MG 42, WaPrüf 2 uniósł się honorem i poprosił specjalistów od Mausera żeby coś z tym zrobili. Mauser jak to Mauser, stanął na wysokości zadania stosując metody, do których mieli być ponoć niezdolni...
Ci którzy konstruowali MG 42, musieli skrupulatnie przestudiować MG 34, bo obie konstrukcje łączy zadziwiająco wiele, mimo całkowicie odmiennej technologii wytworzenia i rozwiązań konstrukcyjnych.

Rękojeść napinacza zamka MG 42 drugiego typu (obrotowego) z integralną dwuramienną dźwignią, która wspomaga odryglowanie go w ciężkich warunkach 
Źródło: Strzał - magazyn o broni, nr 10 (66)
Weźmy pod lupę MG 34, jak ktoś ma przy sobie, to kładzie na stół i ogląda. Osoby niewtajemniczone w trudne słownictwo dotyczące broni palnej, będą się teraz chwilę męczyć. Ostrzegam żeby nie było. Zamek ryglowany jest poprzez obrót tłoka zaporowego (to ten przerywany gwint co tworzy cztery występy ryglowe), ale posiada także rolki, osadzone jednak na występach ryglowych tłoka zaporowego w celu zapewnienia gładkiej współpracy z krzywkami sterującymi nasady lufy. Współpraca kształtowych wstępów zasady lufy z występami tłoka zaporowego (to na nim były osadzone owe rolki) dawała przyśpieszenie ruchu trzonu zamkowego. W MG 42 płaski i symetryczny układ stałych krzywek sterujących komory ryglowej lufy, klin ryglujący zamek oraz wkładki krzywkowej komory zamkowej współpracujące z rozchylanymi rolkami przejął rolę ruchomych powierzchni sterujących zamka ryglowanego przez obrót, a rolki ryglujące współpracujące z klinem zapewniały przyśpieszenie. Obie bronie mają mechanizm uruchamiany przez krótki odrzut lufy, a na jej tylnym końcu zamontowana jest nasada sterująca ruchami rygla. Obie także mają specjalny mechanizm zapewniający powrót lufy w przednie położenie po oddaniu strzału niezależnie od urządzenia powrotnego zamka. Przesuwak taśmy w obu karabinach maszynowych ma podłużną dźwignię napędzającą, która jest umiejscowiona wewnątrz unoszonej na zawiasie pokrywy zamkowej. Sam układ mechanizmu przesuwania taśmy nabojowej mimo podobieństwa do MG 34, miał o wiele więcej wspólnego z ciężkim lotniczym wielkokalibrowym MG 131. To właśnie z niego "pożyczono" najczęściej kopiowaną cechę MG 42, czyli dwutaktowe zasilanie pokrokowe, mające za zadanie przesuwać taśmę o szerokości naboju w dwóch skokach dźwigni napędzającej, a nie jak do tej pory w jednym skoku. A tak prościej mówiąc, to dawało to o wiele płynniejszy przesuw taśmy nabojowej, bez szarpania, które nie dość, że powodowały liczne kłopoty z zasilaniem, to jeszcze nie pozwalały zwiększyć szybkostrzelności MG 34.

Przekrój poprzeczny MG 42 
Źródło: Strzał - magazyn o broni, nr 10 (66)
MG 42 produkowany zespołowo i sieciowo miał pokaźną sieć kooperacyjną. Idealnie sprawdzało się to w warunkach wojennych, gdy trzeba było produkować szybko i dużo, a zagrożenie nalotami wymusiło konieczność rozłożenia produkcji na kilka zakładów. Jak już wspomniałem, zakładów głównych było 5. Pełniły one przede wszystkim rolę montowni, a podzespoły były dostarczane od kooperantów. W związku z wykorzystaniem metody głębokiego tłoczenia zmniejszono koszty i czas produkcji. Wytworzenie MG 34 kosztowało około 325 reichsmark, 49 kg surowca i 150 roboczogodzin. MG 42 natomiast odpowiednio: 250 reichsmark, 27,5 kg i 75 roboczogodzin. Zmniejszenie ceny wynikało głównie z kosztów amortyzacji pras i szybko zużywających się tłoczników i wydaje się niezbyt duże, ale pracochłonność spadła o połowę, a zużycie surowców strategicznych było bardzo małe we wczesnych MG 42 (50 g chromu, 45 g niklu, 45 g wanad), by ostatecznie spaść do zera. W MG 34 samego niklu używało się 183 g.
MG 42 cieszył się ogromną sławą wśród swoich użytkowników, którzy nadawali mu różne, oryginalne nazwy. I tak Adolf Hitler nazywał go szybkostrzałem, a żołnierze Piłą Hitlera albo zastrzykiem na rzeżączkę (Tripperspritze), swoją drogą dość ciekawe nazwa..., ale najpopularniejszą, używaną nazwą do dziś jest "Schnellespritze" - szybka szpryca.

MG 42 w konfiguracji ciężkiej na rzadkiej trójnożnej podstawie górskiej Lafette 42 - Gebirgsjägerlafette 42. Podstawa ta różni się od zwykłej tym, że można w niej regulować długość tylnych podpór
Źródło: Strzał - magazyn o broni, nr 10 (66)
"Was ist das?" - czyli co w karabinie piszczy 
Jeśli ktoś ma dość specjalistycznego języka, to nie będzie ucieszony, bo tutaj będzie go jeszcze więcej. Jednak jest to bardzo istotne żeby wiedzieć jak ten karabin maszynowy działał. 
MG 42 działa na zasadzie krótkiego odrzutu lufy z wykorzystaniem wzmacniacza odrzutu. W przeciwieństwie do MG 34 karabin ten przystosowany jest do strzelania wyłącznie ogniem ciągłym, bo jak słusznie zauważono, skoro to karabin MASZYNOWY, to po co ma strzelać pojedynczo. Broń strzela z zamka otwartego (w położeniu wyjściowym zamek rusza z tylnego położenia), ryglowanego przez rozsunięcie klinem dwóch symetrycznych rolek, które wchodzą w wycięcia komory ryglowej, która z kolei jest nakręcona od tyłu na lufę. Układ dźwigni zamieniających wzdłużną oscylację zamka na poprzeczną łapek przesuwaka, jest napędzany dźwignią napędową umieszczoną od spodu pokrywy komory zamkowej o przekroju otwartego od dołu ceownika, obejmującego rolkę zamocowaną na tylnej krawędzi trzonu zamkowego. Rolka jest zamontowana na stałe, więc nie warto próbować jej wykręca w niewiadomym celu. Przez to klapę należało zamykać zawsze przy zamku odciągniętym. Ten proces automatycznie ustawiał rolkę w osi dźwigni w pobliżu jej tylnego przegubu, który pozostawał centralny, niezależnie od wychyleń przedniego końca. "Należało", to nie znaczy, że był taki wymóg, bo można było klapę zamknąć z zamkiem w tylnym położeniu, ale trzeba było pamiętać o ręcznym przesunięciu dźwigni w lewo zanim się pokrywę zamknęło.

Bezpiecznik przetykowy MG 42 blokuje ruch tylnego ramienia dźwigni spustowej
Źródło: Strzał - magazyn o broni, nr 10 (66)
Mechanizm spustowy MG 42 składa się z tylko 4 części: spustu, dźwigni spustowej, przerywacza ze sprężyną i sprężyny spustowej. Ściągnięcie spustu powoduje uniesienie przedniego ramienia dźwigni spustowej, jednocześnie jej tylne ramię, stanowiące zaczep opuszcza zamka, opuszcza się, aż nie utraci styczności z zębem spustowym na trzonie zamkowym - o ile broń nie jest zabezpieczona bezpiecznikiem przetykowym umiejscowionym w tylnej części chwytu. Przy ściągniętym spuście przerywacz podpiera uniesione na jego przednim końcu ramię zaczepu zamkowego, zapobiegając przypadkowemu wystawieniu jego krawędzi na drogę zamka i zbijaniu krawędzi zaczepu. Po zwolnieniu nacisku na spust przerywacz nadal utrzymuje zaczep w położeniu bojowym, samemu unosząc się na drogę zamka. Zamek poruszając się na przód prześlizguje się nad przerywaczem, ale w czasie odrzutu występ na tylnym końcu trzonu zamkowego uderza w podparty sprężyną przerywacz, zwalniając zaczep zamkowy na drogę zamka powracającego po odbiciu od zderzaka. W ten sposób unika się nadmiernego i niepotrzebnego kontaktu zaczepu z szybko poruszającym się zamkiem, co zmniejsza zużycie krawędzi i zwiększa ich żywotność. Przechwycenie zamka zawsze odbywa się pełną powierzchnią zaczepu i zawsze w ruchu zamka do przodu.

Tylna część komory zamkowej, tylec i kolba MG 42 późniejszego modelu - widoczny napis mówi, że został on wyprodukowany w Gustloff Werke Suhl. 
1 - zaczep tylca, 2 - opaska wzmacniająca nasadę kolby z drutu wzmocnionego lutem cynowym, 3 - zaczep kolby 
Źródło: Strzał - magazyn o broni, nr 10 (66)
Rolki ryglujące umieszczone są w ukośnych kanałach tłoka zaporowego i rozpierane klinem ryglującym, stanowiącym jednocześnie obsadę i bezwładnik iglicy. Sama iglica jest luźno osadzona w centralnym kanale klina, więc po rozłożeniu zamka jej wymiana jest błyskawiczna, jeśli by zaszła taka potrzeba. W czasie ruchu zamka do przodu klin jest pchany wraz z trzonem zamkowym przez sprężynę powrotną, ale ukształtowanie kanałów rolek w tłoku zaporowym nie pozwala ich wypchnąć na boki, dopóki nie trafią na odpowiadające im skosy prowadzące należące do komory ryglowej lufy. jest to konieczne, gdyż przez część drogi zamka do przodu tłok nie jest niczym podparty i wystające na boki rolki mogłyby doprowadzić do zacięcia, a tego nikt nie lubi. Po wprowadzeniu zamka do komory ryglowej, tłok zaporowy jest gwałtownie wyhamowywany, podczas gdy trzon nadal jest pchany sprężyną powrotną i wypycha klin między rolki, rozsuwa je na boki i rygluje zamek z lufą. Po rozchyleniu rolek dalszy ruch klina napędza iglicę, która zbija spłonkę naboju i w końcu po tych zagmatwanych procesach - pada strzał.

Wysunięta z broni komora ryglowa lufy z otwartą dźwignią zmiany lufy
1 - wkładka krzywkowa komory zamkowej, 2 - komora ryglowa lufy, 3 - lufa, 4 - dźwignia zmiany lufy, 5 - kanał sterujący rolki w komorze ryglowej
Źródło: Strzał - magazyn o broni, nr 10 (66)
Po strzale pocisk rusza do przodu, a zespół ruchomy do tyłu. Kiedy pocisk osiągnie wylot lufy, wychodzące za nim gazy prochowe wpadają do komory wzmacniacza odrzutu, zwiększając siłę, z którą lufa cofa się do tyłu. Zespół ruchomy po pokonaniu razem 8 mm zaczyna się rozdzielać. Lufa się zatrzymuje, gazy prochowe ze wzmacniacza odrzutu ulatują w powietrze, a kółka rolek natrafiają na skosy wkładki krzywkowej osadzone w ściankach komory zamkowej, wciskające je od środka trzonu, aż do punktu w którym osie rolek wysuną się z ukośnych gniazd ryglujących w komorze ryglowej lufy. Po tym następuje odryglowanie, czyli rozłączenie lufy z zamkiem, który kontynuuje ruch do tyłu. Jako że kanały kanały rolek są ukośne, to rolki działają ze zwiększoną siłą na klin ryglujący i tłok zaporowy. Zwiększa to dodatkowo jeszcze działającą na zamek siłę odrzutu. Odrzucany zamek napinając sprężynę powrotną uderza w skrajnym tylnym położeniu tylnym płaskiem trzonu w zderzak wkomponowany w tylec komory, co wyhamowuje zespół ruchomy. Z zamkiem o wcześniej wspomnianej masie 550 g współpracuje zderzak w formie grubej sprężyny śrubowej.

Taśma nabojowa na podstawie donośnika MG 42
1 - napięta sprężyna powrotna, 2 - rolka napędzająca mechanizm przesuwu taśmy, 3 - wyłuskiwacz na tłoku zaporowym napiętego zamka, 4 - zaczep do mocowania zasobnika szturmowego na podstawie donośnika, 5 - odcinek taśmy segmentowej Gurt 34/41 z nabojami 7,92x57 mm, 6 - zewnętrzna para przesuwaków, 7 - dźwignia napędowa mechanizmu przesuwu taśmy, 8 - wewnętrzna para przesuwaków, 9 - przycisk nabojowy w pokrywie komory zamkowej, 10 - opora nabojowa na podstawie donośnika 
 
Źródło: Strzał - magazyn o broni, nr 10 (66)
Wyciąg i wyrzutnik umieszczone są w tłoku zaporowym zamka. Wyciąg typu obrotowego, podparty sprężyną, znajduje się w dolnej części czółka zamka, zaś prętowy wyrzutnik w części górnej, zaraz pod występem dosyłającym. Wyrzutnik ma formę pręta w kształcie litery T, na którego główkę działa umieszczony wewnątrz trzonu zamkowego popychacz, który luźno przesuwa się wewnątrz trzonu, ale jego występ współpracujący z wyrzutnikiem jest podparty płaskimi bokami klina ryglowego, co zapewnia właściwe ułożenie popychacza względem wyrzutnika. Gdy zamek znajdujący się w tylnym położeniu uderza w zderzak, popychacz, o wiele lżejszy od samego zamka, odbija się pierwszy, silnie uderzając w wyrzutnik i wypycha utrzymywaną pazurem wyciągu łuskę z czółka zamka w dół, poprzez wyrzutnicę. Popychacz produkowany podczas wojny był niesymetryczny, co wymuszało staranne zakładanie zamka, bo dawało się go złożyć wyłącznie z z popychaczem umieszczonym właściwą stroną do przodu. W powojennych konstrukcjach zrobiono już wersję symetryczną i problem zniknął.

Zamek MG 42 
1 - tuleja popychacza wyrzutnika, 2 - rolka napędzająca przesuwaki, 3 - trzon zamka, 4 - popychacz wyrzutnika, 5 - wyrzutnik, 6 - tłok zaporowy, 7 - oś rolki ryglującej, 8 - występ rolki ryglującej, 9 - kanał krzywki odryglowującej, 10 - ząb spustowy, 11 - występ prowadzący zamka 
Źródło: Strzał - magazyn o broni, nr 10 (66)
Po powyższych procesach lufa powraca w przednie położenie pod wpływem swojego sprężynowego powrotnika. Powrotnik w układzie szeregowym składa się z czterech oddzielnych sprężyn, a każda z nich ma swoją żerdź. Są one umieszczone we wspólnej obudowie. Rozdzielenie sprężyn powoduje, że łatwo je ścisnąć, bo naporowi lufy przeciwstawia się po kolei każda osobno, ale potem lufę odpychają już wszystkie, co zwiększa siłę powrotnika i zapewnia niezawodność w działaniu.
No, jak ktoś dotrwał do końca tego opisu, to gratuluję. Te wszystkie zawiłe i skomplikowane na pierwszy rzut oka czynności trwają tak na prawdę ułamek sekundy. Podczas strzelania nie zdajemy sobie spawy ile procesów mechanicznych musi zajść by można było oddać strzał, a potem kolejny i kolejny. Mimo to ten wyczerpujący opis działania MG 42 pokazuje jak ciekawa jest to konstrukcja. Oczywiście dla większości osób tych informacji mogłoby w ogóle nie być, ale pasjonaci broni na pewno je docenią.

Dalsze zmiany  
Produkcja MG 42 w latach 1942-1945 przynosi nam dwa podstawowe modele tego karabinu maszynowego:
  • model I: produkowany do okresu wprowadzenia kodowanych dat produkcji (wrzesień/październik 1943 r.) 
  • model II: produkowany do końca wojny 
Oprócz tych dwóch modeli w czasie produkcji wprowadzono kilkadziesiąt zmian, nieraz prawie niezauważalnych. Najbardziej rzucającą się w oczy cechą modelu I są dwójnóg i rękojeść napinacza. W tej wersji kadłub i podporu dwójnogu są identyczne z MG 34, ale jarzmo mocujące do osłony lufy jest inne, bo osłona ta ma przekrój prostokątny, a w MG 34 - okrągły. W ramach ułatwienia żołnierzom życia, zrezygnowano ze śruby do regulacji wysokości broni, bo i tak nikt jej nie używał, chyba że z nudów. Potem kolejno zniknął kołek spod osłony lufy, na który zakładało się występy z tyłu podpór przy złożonym dwójnogu. Zastąpiono go o wiele łatwiejszymi w wykonaniu blaszanymi występami zachodzącymi po złożeniu dwójnogu za krawędzie dolnych wycięć chłodzących w osłonie lufy.
W pierwszym okresie produkcji uchwyt napinacza miał formę poziomej, wystającej na bok blaszanej rękojeści z wybraniami na palce na przedniej krawędzi. Uchwyt ten poza zatrzaskiem ustawiającym go w przednim położeniu na czas strzelania nie miał żadnych innych ruchomych części i czasem odryglowanie gorącego zamka przy jego użyciu wymagało od celowniczego sporej siły. W nowym modelu zastąpił go nowy napinacz (w sensie, że stary napinacz zastąpił, a nie celowniczego), odchylany do położenia roboczego, z uchwytem w kształcie litery T.
Charakterystycznym rysem kolby modelu II są metolowe wzmocnienia szyjki w formie oplotu z drutu lutowanego cyną na kolbach drewnianych, albo opaski ze stalowej lub mosiężnej taśmy na kolbach plastikowych. Te ostatnie wprowadzono do produkcji z końcem 1942 r., ald od końca 1943 r. przeproszono się z drewnianymi i pod koniec wojny oba rodzaje występowały równocześnie.

Uchwyt transportowy (Trommelhalter) z dwoma zasobnikami szturmowymi na 50-nabojowy odcinek segmentowej taśmy nabojowej Gurt 34 do MG 34 i MG 42 
Źródło: Strzał - magazyn o broni, nr 10 (66)
Tak sam jak w MG 34 do MG 42 dodano na podstawie donośnika występu do zaczepienia pustego odcinka taśmy przy otwieraniu pokrywy, co nie było żadnych zaczepów taśmowych.
Był jeszcze jeden mały problem z MG 42, który poprawiono dopiero po wojnie. Był to mianowicie brak urządzenia przeciwdoskokowego w zamku. Jako że podczas prac i prób odbyło się bez strat w ludziach czy sprzęcie, przy zjawisku odpalenia przy nie w pełni zaryglowanym zamku, to uznano go za zbędny. Ale w masowej produkcji, straty zaczęły się pojawiać i wojsko było lekko zaniepokojone i końcem 1944 r. kazało WaPrüf 2 wadę tę usunąć. No i problem, bo straty te były tak rzadkie, że WaPrüf 2 nie mógł w przekonywujący sposób ustalić uch przyczyny, a tym bardziej - sposoby jej zapobieżenia. No to trzeba było skulić ogon i udać się do fabryki Mausera. Ci nie dość, że problem zidentyfikowali, to jeszcze szczegółowo go przedstawili łącznie z rozwiązaniem. Przyczyną okazał się odskok klina ryglującego i rolek. Poruszający się z dużą prędkością zespół ruchomy napotykał na swojej drodze komorę ryglową, a to prowadziło do energicznego zderzenia tłoka zaporowego, trzonu zamkowego, komory ryglowej i wkładki krzywkowej. Obijanie takie jest oczywiste i nie jest możliwe do wyeliminowania. Specjaliści Mausera dowiedli, że aby doszło do odpalenia naboju przy niezaryglowanym zamku, klin rolki i trzon muszą odbić się jednocześnie, każde na odległość przekraczającą 1,5 ms przy równoczesnym opóźnieniu zapłonu naboju o więcej niż 2 mm. Odskoki pojedynczych elementów o 4 czy nawet 8 mm, podczas obserwacji nie przynosiły żadnych negatywnych skutków, tak samo jak opóźnienie zapłonu o 4 ms. Co więc proponuje Mauser? Trzeba wyposażyć zamek w urządzenie przeciwdoskokowe, czyli silną sprężynę śrubową wewnątrz trzonu zamkowego, podpierającą swoją żerdzią klin i pochłaniającą nadmiar energii prowadzący do odskoku. Jednocześnie proponuje zmianę profilu kanałów prowadzących rolki w trzonie zamkowym oraz profilu klina ryglującego, aby ograniczyć możliwość odskoku rolek. Jednak dyskusje nad tymi zmianami trwały do końca wojny i w końcu ich nie wprowadzono.  
Jednym z głównych założeń programu miała być wymienność wyposażanie MG 42 z MG 34. No i o ile taśma nabojowa i skrzynki do niej faktycznie są takie same, to komory zamkowe wymienne nie są. Wymusiło to zmianę systemu mocowania dwójnogu, a także jarzmo do MG 42 montowane na podstawie przeciwlotniczej i uchwyty do podstawy trójnożnej są inne. 
W 1944 r. zarówno w MG 42 jak i w MG 34 wprowadzono (podpatrując u Rosjan) chromowane przewody luf, które wydłużały ich żywotność z 3 500-4 000 strzałów do prawie 8 000. Nadal jednak żywotność lufy była o wiele niższa niż komory ryglowej. Ta właśnie część, która wymagała najbardziej skomplikowanej obróbki wiórowej w całym karabinie i mogąca przeżyć około 40 000 do 50 000 strzałów, lądowała na złomie po zaledwie kilku minutach strzelania, bo zużyta lufa była z nią połączona. Był to taki problem, że w 1944 r. wydano rozkaż oddawania zużytych luf, a nie wyrzucania gdzie popadnie, do składnic zaopatrzeniowych, a tam komory ryglowe odkręcano i montowano na nowych lufach, po czym te wysyłano na front.
Sama lufa ulegała zmianom kilkukrotnie, a najważniejsza z nich jest za z 1943 r., gdy zmniejszono średnicę zewnętrzną wylotu i odpowiadającą jej wewnętrzną średnicę tulei prowadzącej, pełniącej rolę tłoka współdziałającego ze wzmacniaczem odrzutu. W rezultacie były dwa typy tulei i dwa typy luf, co dawało cztery kombinacje, ale tylko trzy z nich były funkcjonalne, bo starej lufy do nowej tulei włożyć się nie dało.

Schemat funkcjonowania mechanizmu zamkowego MG 42 
1 - rolki ryglujące, 2 - krzywki odryglowujące, 3 - komora ryglowa, 4 - opory ryglowe, 5 - tłok zaporowy zamka, 6 - trzon zamka, 7 - prowadnice zamka, 8 - łuska, 9 - kanały krzywek odryglowujących, 10 - klin ryglujący trzonu zamkowego 
Źródło: Strzał - magazyn o broni, nr 10 (66)

"A może by tak skopiować?"
Już podczas wojny MG 42 dorobił się pierwszych alianckich klonów. Pierwszy egzemplarz został zbadany w USA na początku 1943 r. i zebrał bardzo dobre oceny, a Amerykanie na broni się znają jak mało kto. No to trzeba zrobić coś swojego. W marcu 1944 r. zakłady Saginaw Steering Gear Division of the General Motors otrzymują zamówienie na przygotowanie produkcji amerykańskiej kopii MG 42 na ichniejszy nabój karabinowy .30-06. Nazwano ją T24. Projekt miał się rozpocząć od konwersji dwóch zdobytych MG 42 na amerykańską amunicję i... na tym się skończył, bo nawet tak proste jakby się mogło wydawać zadanie przerosło siły zakładu. Prawdopodobnie było to spowodowane tym, że zlecenie to miał wykonać podwykonawca, gdyż zakład Siginaw był za bardzo obciążony zamówieniami na amerykańskie karabiny maszynowe Browning M1919A4, a dodatkowo uruchamiał linię produkcyjną karabinków M1.
Podwykonawca zgodnie z zasadą "u siebie rób jak u siebie, a u obcego - na odpierdol" zabrał się do przekształcenia najlepszego karabinu maszynowego II wojny światowej w złom. Zaprojektowano nowy, o wiele cięższy zamek, który miał zmniejszyć szybkostrzelność, bo Amerykanie uważali ją za poważną wadę MG 42, i w tym samym celu rozwiercili otwory komory wzmacniacza odrzutu i dyszy samego wzmacniacza. Zmienioną lufę przystosowaną do kalibru 7,92 mm osadzoną w niemieckiej tulei ryglowej, dodano adaptatory do amerykańskiego dwójnogu od BAR M1918A2 i podstawy M2 (co wymagało stworzenia nowej komory spustowej z uchem do podnośnicy na kabłąku spustu), wymieniono podstawę donośnika i dolutowano przyrządy celownicze od BAR 1918A2. No ale jakoś tak w ferworze tych prac zapomniano dokładnie sprawdzić wymiary poszczególnych części, bo przecież amerykańskie jednostki miar różnią się od europejskich. W rezultacie powstały problemy z odstępem zaporowym, które powodowały serię eksplozji nabojów przy niedoryglowanym zamku i uszkodziły jeden egzemplarz tak, że pokrywę komory zamkowej dało się zamknąć w nim tylko za pomocą młotka. Za to faktycznie zmniejszono szybkostrzelność do 600 strz./min. o ile broń w ogóle zechciała działać, bo w czasie prób nie udało się z niej wystrzelić więcej niż 15 pocisków zanim kolejny się nie zaciął. Więc Amerykanie uznali, że nie ma sensu psuć drugiego egzemplarza i program anulowano, a T24 zniknął szybciej niż się pojawił.

Nieudana amerykańska kopia MG 42 - karabin maszynowy T24 osadzony na amerykańskiej podstawie M2
Źródło: Strzał - magazyn o broni, nr 10 (66)
Odrodzenie Niemiec po wojnie skutkowało odnowieniem patentu i zatrzymało dalsze próby kopiowania MG 42, ale inspirację jego poszczególnymi zespołami można odnaleźć w wielu karabinach z lat 50. i 60. - szczególnie chętnie kopiowano mechanizm przesuwu taśmy nabojowej (Mg 51, M60, SIG 710-3, AAT M52, FN MAG, FN Minimi, HK MG4, UKM 2000 i wiele innych) oraz mechanizm spustowy (Mg 51, AAT M52, FN MAG, HK MG4 i inne).
Ciekawą pętlę MG 42 zatoczył w Polsce. Po raz pierwszy trafił do nas jako broń najeźdźcy i okupanta, był mało ceniony przez partyzantów i AK bo zużywał dużo amunicji. W dzisiejszych czasach jest na wyposażaniu zakupionych od Niemców czołgów Leopard 2A4 i 2A5, transporterów M113 i innych sprzętów pod postacią MG 3 i MG 3A1. Tak to się wszystko potoczyło.

MG 42 na froncie
Już MG 34 cieszył się sporym uznaniem wśród żołnierzy, bo dawał ogromną siłę ogniową i przewagę podczas działań ofensywnych i defensywnych. Trzeba tylko było wymieniać lufę co 250 strzałów w czasie krótszym niż 10 min, bo za bardzo się przegrzewała. Dodatkowo MG 34 był montowany na różnego typu pojazdach wliczając w to czołgi, i to do końca wojny. A właśnie, a czemu nie MG 42, ktoś zapyta. Śpieszę wyjaśnić - powodem tego jest mechanizm wymiany lufy. W MG 42 żeby to zrobić, trzeba przesunąć dźwignię wymiany lufy do przodu, która dodatkowo wystaje i lufę wyciąga oraz wkłada się z boku, a dokładniej - z prawej strony. W MG 34 lufę wyciąga i wkłada się od tyłu, uprzednio przekręcając resztę zespołów w bok. Jako że karabin maszynowy w czołgach jest umieszczony tak, że lufa wystaje tylko we fragmencie, a reszta jest zablokowana kulistym mocowaniem, to w MG 42 nie dałoby się jej wymienić. Poniżej zdjęcie poglądowe.

Wymiana lufy w MG 34 
Źródło: https://modernfirearms.net/userfiles/images/machine/mg32/mg34_bbl.jpg
Wymiana lufy w MG 42 była konieczna po wystrzeleniu 250 nabojów w czasie nie dłuższym niż 10 min. Dzięki inspirowanej włoskim RKM-em Breda systemem wymiany lufy, dobrze wyszkolona sekcja MG potrafiła ją dokonać w czasie 3-7 sekund. Proces wyglądał następująco: na hasło "Laufweschel!" strzelec MG nr 1/celowniczy przy odciągniętym zamku zabezpieczał broń i szybko otwierał dźwignię wymiany lufy, która przy odpowiednim kącie ustawienia broni wylatywała z osłony pod własnym ciężarem, strzelec MG nr 2/pomocnik MG wkładał zimną lufę, zamykał dźwignię i meldował - "Fertig!". Po zakończonej wymianie strzelec MG nr 1/celowniczy mógł ponownie otworzyć ogień
Źródło: https://modernfirearms.net/userfiles/images/machine/mg33/mg42_04.jpg
 
 System mocowania MG 34 w PzKpfw VI Ausf. E Tiger I
Źródło: http://thepanzertrap.com/images/MGMOUNT2A.png

MG 42 częściej przyszło służyć jako broni do działań defensywnych niż ofensywnych. Niemcy wypracowali bardzo skuteczną taktykę i techniki obrony z wykorzystaniem zalet i MG 42 i MG 34. Zdawali sobie sprawę, że są w stanie powstrzymać natarcie wroga prowadząc skuteczny ogień maszynowy przy odpowiednim rozmieszczeniu broni i dobrym polu ostrzału. Żołnierze więc robili wszystko, aby zajmować jak najlepsze stanowiska i maskowali karabiny. Sekcja MG przygotowywała sobie także miejsca na które mogłaby się wycofać w razie potrzeby. Zarówno żołnierze Heer jak i Waffen-SS, znając skuteczność i wartość swoich karabinów maszynowych, nie podejmowali niepotrzebnego ryzyka i jeśli nie było szans na powstrzymanie natarcia nieprzyjaciela, wycofywali się na wcześniej przygotowane pozycje, a następnie podejmowali szybkie kontruderzenie nim wróg zdążył podejść zbyt blisko. Niemieccy żołnierze bardzo często przeciwstawiali się o wiele liczniejszym oddziałom przeciwnika, modląc się żeby ich karabiny się nie zacięły, co oczywiście się zdarzało. Günter K. Koschorrek, strzelec w sekcji MG 24. Dywizji Pancernej Heer wspomina: 
"Przez cały czas sowieckie działa ostrzeliwały teren bezpośrednio przez maszerującą piechotą. W nic nie trafiały, bo nikogo tam nie było. Widzieliśmy ich już gołym okiem i uznaliśmy, że Waldi miał rację. Należało więc nie zdradzać swoich pozycji i odczekać, aż podejdą naprawdę blisko, i dopiero wówczas otworzyć ogień. Okazało się, że nasz oficer ma inne zdanie na ten temat i nie wychodząc ze schronu, kazał nam otworzyć ogień z obu MG 42. Był to idiotyzm, jako że odległość wynosiła około 1 500 m, co oznaczało nie tylko przedwczesne ujawnienie się, ale i całkowite marnotrawstwo amunicji. Udałem więc głuchego. Niestety, Fritz nie miał tyle samozaparcia i po paru sekundach otworzył ogień. Rad nierad nacisnąłem spust. Na Rosjanach nie wywarto to żadnego wrażenia - szli, jakby nic się nie działo. Nagle, nim skończyła mi się dwustupięćdziesięcionabojowa taśma, moja broń się zacięła. Przyjrzałem się nabojom i zakląłem, na czym świat stoi - były stalowe i emaliowane, a takie przy dłuższych seriach często klinują się w lufie. Zawsze miałem pod ręką kilka skrzynek z dobrą amunicją o niepowlekanych nabojach, w której niewypały zdarzały się znacznie rzadziej. I tej używałem, gdy Rosjanie atakowali falą lub idącymi jedna za drugą tyralierami. Zawsze miałem też trzy zapasowe lufy. Dwie z nich nosił nasz amunicyjny Josef Spittka, tyle że akurat i po nim, i po lufach nie było śladu". [Krwawy śnieg. Wspomnienia żołnierza Wehrmachtu z frontu wschodniego, Vesper, Poznań 2012, s. 209]
Zamaskowane MG 42, przy odpowiednim zapasie amunicji i luf, mogły przez kilka godzin odpierać natarcie pułku piechoty na odcinku frontu o długości wielu kilometrów. Zdawano sobie sprawę ze znaczenia karabinów maszynowych w działaniach defensywnych, a było ono wielkie. Sekcje MG dobierano bardzo starannie. A jak wyglądała sama sekcja MG zwykłej drużyny piechoty? 
  1. Strzelec MG nr 1/Celowniczy (MG Schütze/Richtschütze) - był to przeważnie najlepszy strzelec z drużyny. To on niesie karabin maszynowy i jest odpowiedzialny za wsparcie ogniowe drużyny oraz za konserwację broni.
  2. Strzelec MG nr 2/Pomocnik MG (2.MG Schütze/MG Helfer) - jego zadaniem jest wspieranie strzelca MG poprzez podawanie amunicji, wymianę lufy, usuwanie zacięć, rozstaw dwójnoga i również dbanie o stan techniczny broni. Jest tak samo wyszkolony jak główny strzelec, by w razie jego śmierci, przejąć karabin maszynowy. Po zajęciu stanowiska ogniowego leży on zawsze na lewo od strzelca MG nr 1, ale w razie potrzeby - uczestniczy w walce jak reszta.
  3. Strzelec MG nr 3/Amunicyjny MG (3.MG Schütze/Munitionschütze) - jego zadaniem jest osłona głównej sekcji MG i dostarczanie jej amunicji. Tak samo jak Strzelec MG nr 2 napełnia magazynki bębnowe i taśmy amunicją i za tę amunicję jest odpowiedzialny. Przed strzelaniem sprawdza jej stan i jakość. Przy zmianie stanowiska ma za zadanie dopilnować żeby żadna pełna skrzynka czy taśma nie pozostały na starym.  
Strzelec MG nr 1/Celowniczy nosił zapasowy zamek do MG 42 w przyborniku na pasie, ale w razie intensywnych strzelań z trójnogu czasami to nie wystarczało i na lewej podłużnicy dźwigara podstawy Lefette 42 umieszczony był zasobnik na drugi zapasowy zamek 
Źródło: Strzał - magazyn o broni, nr 10 (66)
2/3 sekcji MG podczas ostrzału pozycji nieprzyjaciela z MG 34 z rozłożoną podstawą dwunożną. Po prawej stronie widoczna taśma nabojowa Gurt 34 trzymana przez strzelca MG nr 2/Pomocnika MG 
Źródło: http://www.edifred.eu/20181011105215_maschinengewehr/
31 października 1943 r., okolice miejscowości Terenowka, ZSRR. Günter K. Koschorrek, strzelec MG z 24. Dywizji Pancernej Heer wspomina: "W ciągu zaledwie kilku następnych godzin toczyliśmy zaciętą walkę, uniemożliwiając Rosjanom odbicie wsi. [...] Większość Sowietów ukryła się w zagłębieniu, odległym zaledwie o 100 metrów od wzniesienia, na skraju zabudowań, gdzie umieściliśmy karabiny maszynowe. Mieliśmy stąd doskonałe pole ostrzału, ale ogień nie sięgał w zagłębienie, które porośnięte wysoką trawą stanowiło doskonałą kryjówkę. Nie mogliśmy też kontrolować ogniem brzegów strumienia z powodu porastających je zarośli. W rezultacie ich atak nas zaskoczył - dowiedzieliśmy się o nim dopiero, gdy nad krawędzią zagłębienia pojawiły się zielone hełmy. Ale i tak nie pomogło to atakującym - z takiej odległości z ustawionego na trójnogu MG 42 po prostu nie można było chybić. A oni znaleźli się w krzyżowym ogniu dwóch takich karabinów maszynowych i po prostu zostali skoszeni. Następni już nie zdążyli wyjść z zagłębienia, bo natychmiast padali przeszyci pociskami. Bardziej przypominało to egzekucję niż walkę; żaden z nich nie miał szans dotrzeć do naszych stanowisk". [Krwawy śnieg. Wspomnienia żołnierza Wehrmachtu z frontu wschodniego, Vesper, Poznań 2012, s. 151].

 Strzelec MG nr 1/Celowniczy Wehrmachtu przygotowany ze swoim MG 42 do otwarcia ognia. Widoczna taśma nabojowa na 250 sztuk podawana ze skrzynek
http://feldgrau.pl/rekonstrukcja/uzbrojenie/26-uzbrojenie-artykuly/162-karabin-maszynowy-mg42
28 czerwca 1944 r., rejon rzeki Odon, Francja. 6. Kompania 1. Pułku Grenadierów Pancernych SS 1. Dywizji Pancernej SS "Leibstandarte SS Adolf Hitler" znajduje się w pobliżu natarcia batalionu armii brytyjskiej. SS-Schütze Erich Göstl już kilkadziesiąt minut prowadzi ostrzał pozycji nieprzyjaciela ze swojego MG 42. Ma ranę postrzałową i stracił jedno oko, ale prowadzi tak miażdżący ogień, że niemal cały brytyjski batalion jest przygwożdżony do ziemi. Amunicja kończy się błyskawicznie, lufy przegrzewają się bardzo szybko, ale doświadczona w boju drużyna MG wie co robi. Nagle Göstl zostaje trafiony odłamkiem z granatu i cała jego twarz jest zalana krwią. Teraz nie widzi już zupełnie nic. Ale to nie przeszkadza mu w prowadzeniu ognia. Trwa na swojej pozycji, a jego koledzy tylko wymieniają kolejne lufy i dostarczają amunicję. Z takiej beznadziejnej sytuacji wyniknął fakt, że brytyjski atak musiał zostać zatrzymany i żołnierze musieli wracać na wyjściowe pozycje. Szeregowy Göstl za swoją postawę w boju otrzymał Krzyż Rycerski Krzyża Żelaznego.

Żołnierze sekcji MG z 1. Dywizji Grenadierów Pancernych SS "Leibstandarte SS Adolf Hitler" podczas bitwy o Charków w marcu 1943 r. 
Źródło: https://www.pinterest.ch/pin/2181499804944956/?lp=true

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz