17 lutego 2019

Jak pogoda zatrzymała czołgi Hitlera

Jest 5 grudnia 1941 r. Już żaden z niemieckich żołnierzy nie łudzi się, że na święta wróci do domu. Zima w tym roku jest wyjątkowo ostra, a Wehrmacht i Waffen-SS mają tylko odzież letnią, bo przecież operacja miała skończyć się szybko. Mało tego, oprócz żołnierzy zamarza też broń i pojazdy. Pod czołgami pali się ogniska żeby utrzymać je na chodzie, ale i to nie zawsze pomaga. Gefraiter Wallner z 31. Dywizji Piechoty Heer udaje się na wartę. Żeby było choć trochę cieplej zakłada kolejne pary skarpet i zdobyczne swetry. Ale niemieckie buty wojskowe, w przeciwieństwie do rosyjskich, są mocno dopasowane i jest to problematyczne. Wallner bierze broń i znika w ciemnościach. Na zewnątrz jest -42°C. Kiedy rano znaleziono jego ciało, był sztywny jak deska. Wydaje się, że nie cierpiał. Po prostu zasnął i zamarzł.

Rozpoczęta 22 czerwca 1941 r. operacja Barbarossa miała być wielkim zwycięstwem Niemiec nad komunizmem i Adolf Hitler w końcu miałby swój upragniony Lebensraum na wschodzie. Była to najważniejsza i największa operacja III Rzeszy podczas II wojny światowej, w którą zaangażowano ponad 4,7 mln żołnierzy, 3612 czołgów, 11 686 dział i moździerzy oraz 2 937 samolotów różnego typu. Z założenia operacja miała trwać kilka miesięcy i skończyć się przed zimą. Na początku faktycznie wszystko na to wskazywało, bo Niemcy poruszali się w głąb ZSRR w zatrważająco szybkim tempie, często nawet nie podejmując walki. Wielu radzieckich żołnierzy nie miało zamiaru umierać za znienawidzony przez nich system i poddawała się. Hitler zamiast to wykorzystać i włączyć ich do armii, postanowił umieścić ich w ogromnych obozach by umarli z głodu. Z perspektywy Niemiec, był to ogromny błąd, ale to temat na osobną analizę. Z czasem jednak ofensywa zaczęła wyhamowywać, a z kalendarza kartki zaczęły lecieć niebezpiecznie szybko...
To właśnie zmiana warunków atmosferycznych będzie decydującym aspektem kolejnych rozwojów wydarzeń na froncie wschodnim. W nocy z 5 na 6 grudnia 1941 r. temperatura spada już do -46°C. Żołnierze zakładają co tylko mają pod ręką, ale to nie wystarcza. Często zdarzało się, że Niemcy zdzierali ubrania z zabitych rosyjskich żołnierzy, które były o wiele cieplejsze. Szczególnym uznaniem cieszyły się buty, tzw. walonki do których można było dodatkowo napchać słomy. Warto pamiętać, że byli to zwykli żołnierze i jakakolwiek perspektywa spędzania czasu na takim mrozie doprowadzała do skraju wytrzymałości zarówno fizycznej, jak i psychicznej.

Przebieg operacji "Barbarossa" 
https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/b/b8/Eastern_Front_1941-06_to_1941-12.png/1200px-Eastern_Front_1941-06_to_1941-12.png
Wbrew pozorom w lecie wcale nie było lepiej. W 1941 r. było ono gorące i suche, a temperatura nierzadko dochodziła do 40°C i do tego niemieccy żołnierze nie byli przyzwyczajeni. Wszędzie było pełno pyłu, który blokował filtry powietrza i chłodnice, co powodowało przegrzewanie silnika, żołnierzom piechoty od marszu w takich warunkach robiły się pęcherze na nogach, a wewnętrzna strona ud była starta do krwi. W lasach zewsząd atakowały owady, wody pitnej było bardzo mało. Podczas wycofywania się, Rosjanie topili w studni martwe zwierzęta, więc stamtąd się pić nie dało. Wprowadzono racjonowanie żywienia, które i tak nie wystarczało przeciętnemu żołnierzowi żeby nabrać sił. Oddziały medyczne zakazały picia wody nieprzegotowanej, ale kto by ich tam słuchał. Co ciekawe, jak jakiś żołnierz zatruł się wodą, to nierzadko stawał przed sądem wojennym. Ogromne upały przyniosły też szkody, które jak się miało okazać w przyszłości, miały bardzo poważne następstwa. 
"Ciekawe gdzie są te obiecane transportery" - pomyślał Schütze Will Steiger taszcząc na sobie MG 34, pasy z amunicją, trzy lufy od moździerza i dodatkowo wyposażenie medyczne. 
- "Thomas, zatrzymaj się. Muszę ściągnąć trochę tych łachów z siebie, bo już nie wytrzymam" - rzekł Steiger do swojego kolegi z drużyny, Thomasa Feya.
-  "Będziesz maszerował w samej koszuli?" - zapytał z uśmiechem Fey i poprawił przewieszoną przez ramię lufę do karabinu maszynowego.
- "A czemu nie? Przecież jest cholernie gorąco. Z resztą Feldwebel Klopper mówił, że niedługo kampania się skończy i wracamy do domu" - odpowiedział Steiger i wyrzucił, jak uważał, zbędną kurtkę polową. 
- "Ta, już niedługo napijemy się na Placu Czerwonym!" - odparł Fey i obaj ruszyli w dalszy marsz przez niekończące się rosyjskie bezdroża.
Gdyby szeregowy Steiger wiedział, że dowódcy "nieco" się pomylą, to prędzej wyrzuciłby te lufy od moździerza. Rosja to nie była Francja. Odległości trzeba było mnożyć razy 10, a przez szersze tory niemieckie wagony były kompletnie bezużyteczne, więc dostawy sprzętu i paliwa się bardzo opóźniały. Do tego ta zima...Każdy o niej słyszał, ale nikt jej nie doświadczył, a przez niezrozumiałe decyzje Hitlera i coraz większy opór Rosjan, stawała się już czymś realnym. 

Odziały Heer maszerujący przez rosyjską wieś, lato 1941 r. 
https://i.pinimg.com/originals/ea/5d/3e/ea5d3e99ea66a376afd405f7861ced09.jpg
Źródło: https://i.pinimg.com/originals/ea/5d/3e/ea5d3e99ea66a376afd405f7861ced09.jpg
12 października 1941 r. Niemieckie czołgi są u bram Moskwy. Pod broń powołano 100 000 mieszkańców stolicy ZSRR. Kobiety, starcy i dzieci kopią rowy przeciwczołgowe o długości 98 km. Wiele osób umiera z zimna, bo pracują w tym, w czym ich wyciągnięto z domu. Na brzegu rzeki Moskwa stanowiska przygotowuje artyleria przeciwlotnicza. Mężczyźni zostają wcieleni do ładnie nazwanych "ochotniczych batalionów robotniczych". Każdy z nich dostał karabin, 5 nabojów i rozkaz walki do samego końca. W Moskwie panuje stan wojenny. Do 17 października ewakuowano z miasta co ważniejsze osoby, a każdy "mniej ważny" próbujący opuścić jego granice zostawał rozstrzeliwany na miejscu przez NKWD. Więzienia oczyszczano za pomocą pocisków, legitymacje partyjne były palone, a sklepy plądrowane. 

Żołnierz Wehrmachtu uzbrojony w pistolet maszynowy MP-40 wraz z pojmanym rosyjskim jeńcem, lato 1941 r. 
Źródło: https://pbs.twimg.com/media/CsUp2dMWEAErNx8.jpg:large
Nocne niebo nad Kremlem oświetlone przez reflektory przeciwlotnicze, centrum miasta pokryte dymem i gruzem po bombardowaniu przez Niemców, ludzie ukryci na podziemnych stacjach metra, a na zewnątrz od kilku dni pada. 
Deszcz jest wszędzie i powoduje wylewanie rzek. Tworzy się ogromne błoto, w którym pojazdy i czołgi się zapadają. Niemieckie konie toną po brzuchy, a żołnierze piechoty walczą o każdy krok. Mimo tych niesprzyjających warunków niemieckie wojsko posuwa się, powoli bo powoli, ale do przodu. Blitzkrieg przerodził się jednak w Kriechenkrieg - wojnę pełzającą. Postęp wojsk został w dużej mierze spowolniony nie przez opór Rosjan, a przez ogromne ilości błota i nieustannie padający deszcz. Nawet wrzaski z kwatery Hitlera nic nie pomagały, więc czołgi posuwały się bardzo wolno. Całe bataliony piechoty oddelegowano do ścinania drzew, które układano na "drogach", żeby można było chociaż dostarczyć amunicję i paliwo wozami zaprzężonymi w konie i woły do jednostek znajdujących się w przodzie. 
Oprócz tego wszędobylskiego błota, pogoda w październiku była całkiem znośna. Ale to właśnie ono i kiepski stan wyposażenia armii niemieckiej spowodowało, że musiała się ona na chwilę zatrzymać. Mimo to, czołgi III Rzeszy stoją 100 km od Moskwy. Gorące, zapylone lato, a teraz deszczowa jesień spowodowały ogromne zużycie sprzętu. Nie było części zamiennych, brakowało amunicji i przede wszystkim paliwa. Ważniejsze jednak od sprzętu było "zużycie" żołnierzy. Tutaj nie ma części zamiennych. Generał Guderian wysłał prośbę o uzupełnienie stanu wojsk. Hitler się zgadza i wysyła...500 ludzi. 

 Wraz z nadejściem deszczów Blitzkrieg zatrzymał się. Poniżej na zdjęciu piechota niemiecka próbuje przebrnąć przez nieutwardzaną drogę wraz z wozem zaprzęgniętym w konie
Źródło: http://roseseilerscott.com/wp-content/uploads/2015/03/5-e1427518573523.jpg

 Żołnierze Waffen-SS maszerujący przez błota powstałe w czasie tzw. Rasputnicy w okolicach Moskwy, jesień 1941 r.
Źródło: https://warfarehistorynetwork.com/daily/wwii/panzers-at-the-gates-of-moscow/
Tymczasem nacierająca na Moskwę Grupa Armii "Środek" na dobre utknęła w błocie. Feldmarszałek von Kluge - dowódca 4. Armii, wydaje oświadczenie: "Muszę czekać na mrozy, które utwardzą drogi, żeby czołgi mogły przejechać". Hitler jest wściekły. Jak to tak zatrzymywać się przed samą Moskwą?! To zdrada! 4. Armia ma natychmiast nacierać! 
W innych częściach frontu też nie jest zbyt dobrze. Niemcom nie udaje się zdobyć przemysłowego miasta Tuła znajdującego się na południe od Moskwy, a jego mieszkańcy cierpią niewyobrażalnie. Miasto jest cały czas bombardowane. Nie ma jedzenia, trzeba walczyć nawet o myszy i szczury. Chleb piecze się ze zmielonych kości i wiórów. Drzewa obdzierano z kory, którą gotowano i zjadano. Ludzie pobierają wodę z miejscowej rzeki mimo zmasowanego ostrzału i bombardowań. 
Atak czołgów na Tułę był równie nieskuteczny co piechoty. Z zaskoczenia nic nie wyszło. Dowództwo wydaje rozkaz okopania się i utrzymania pozycji od czasu, aż ofensywa znów ruszy, o ile to przeklęte dla Niemców błoto w końcu zamarznie. 2. Armia Pancerna dowodzona przez Guderiana zatrzymuje się. Ma on do dyspozycji tylko 35% czołgów, reszta tkwiła w błocie. Artyleria nie była zbyt pomocna, bo pociski lądując w mazi często nie wybuchały. 

Niemieccy żołnierze próbują wypchnąć samochód z błota, listopad 1941 r. 
Źródło: http://balagan.info/wp-content/uploads/Bundesarchiv_Bild_146-1981-149-34A_Russland_Herausziehen_eines_Autos.jpg
Głównodowodzący Grupą Armii "Środek", generał Fedor von Bock, modli się o mróz. Ale chyba nie zdaje sobie sprawy, że o ile faktycznie pomoże on znów nacierać, to przysporzy masę kolejnych problemów. Niemcy nie mieli ani zimowych kurtek, ani zimowych smarów, więc, no cóż - było nieciekawie. Hitler rozkazuje dostarczyć zimowy sprzęt tylko do 60 dywizji, które mają być wojskami okupacyjnymi, o ile oczywiście Moskwa upadnie. A ta, na złość Niemcom, trzyma się cały czas. I nagle panika w Berlinie. "A co jeśli nie uda się zdobyć Moskwy przed nadejściem mrozów?" - zadają sobie pytanie dowódcy partyjni. W przygotowanym na szybko przemówieniu Minister Propagandy Joseph Goebbels nawołuje Niemców by oddawali swoje zimowe ubrania, które mają być wysłane na front wschodni. Ale nie było jak tych ubrań na front przewieźć. Drogą nie, bo błoto, koleją nie, bo tory albo za szerokie, albo wysadzone przez partyzantów. Nie było dostatecznych środków transportu, aby przewieźć miliony ubrań z Rzeszy do dalekiej Rosji. Armia niemiecka nieprzygotowana do zimy zdała sobie sprawę, że jest już za późno na cokolwiek. 

13 listopada 1941 r. W końcu przychodzi upragniona przez Niemców zima. Temperatura spada do -20°C. W czasie gdy żołnierze marzli na froncie, Szef Sztabu Adolfa Hitlera zwołuje konferencję dowódców armii. Miała ona na celu przedstawienie planu Hitlera dotyczącego ostatecznego ataku. Generał Heinz Guderian jednak sprzeciwia się. Uważa on, że ofensywa powinna się zatrzymać, bo nie ma powodów, żeby mogła się udać. Była zbyt późna pora na przeprowadzenie ataku, a zima dopiero się zaczynała. Wehrmacht i Waffen-SS nie mogły sobie pozwolić na straty sprzętu, bo nie było jak im dostarczać nowego. Na nieszczęście wojsk uwagi Guderiana zostały całkowicie zlekceważone i atak na Moskwę zaplanowano na 15 listopada. 

Lekki półgąsienicowy transporter opancerzony Sd.Kfz.250/1 i samobieżne działo przeciwpancerne StuG III  stoją zamarznięte podczas silnych mrozów, październik/listopad 1941 r. 
Źródło: https://www.defensemedianetwork.com/stories/hitlers-winter-blunder/
Jako że o zaskoczeniu już nie było mowy, to Niemcy liczyli się z tym, że opór będzie o wiele większy niż na jesieni. Więcej ludzi, czołgów, min i rowów przeciwczołgowych. Armia niemiecka jakoś powoli ruszała do przodu, mając z tyłu głowy, że paliwo jest cenniejsze niż złoto. 
W północno-zachodniej części frontu panował względny spokój, dlatego dowództwo radzieckie wysłało tam minimalne siły. Ich celem było zablokowanie drogi Wołokołamsk-Moskwa. Dokładnie to było...28 ludzi. Na ich nieszczęście linia frontu zaczęła się załamywać, a czołgi niemieckie niebezpiecznie się zbliżały, szczególnie, że teren był zamarznięty, co na atak czołgowy było dobrą wiadomością. Na skrzyżowaniu szosy do Wołokołomska czekało tych właśnie 28 żołnierzy Armii Czerwonej. Czekali na czołgi. Nie swoje, niemieckie. Zgodnie z rozkazem mieli się tam utrzymać, i pod żadnym pozorem nie wolno się było wycofać. Krótko mówiąc - misja samobójcza. Mieli do dyspozycji małe działko przeciwpancerne, które Niemcy nazywali "kołatką do drzwi". Oprócz tego: 7 nabojów do działka, 36 ręcznych granatów i 100 koktajli Mołotowa. Pochowani w opuszczonym domu wkrótce usłyszeli ryk silników. Pierwsze PzKpfw III pojawiły się na horyzoncie. Niemcy nie spodziewali się tutaj oporu. Gdy czołgi od domu dzieliło około 200 m, wystrzeliły zapobiegawczo. Zaraz po tym schowane rosyjskie działko odpowiedziało ogniem i radzieccy żołnierze trafili dwa najbliższe PzKpfw III. Zostało jeszcze 5. Rozpoczęła się zacięta walka z obu stron. Wybuchały granaty, koktajle Mołotowa, a niemieckie karabiny maszynowe strzelały bez przerwy. W sumie 28 ludzi zniszczyło 14 niemieckich czołgów zanim sami zginęli. 

W przeciwieństwie do Wehrmachtu, Armia Czerwona wyposażyła swoich żołnierzy w bardzo ciepłe ubrania i dodatki. Na zdjęciu poniżej ubrani w przydziałowe płaszcze niemieccy żołnierze poddają się oddziałowi sowieckiemu, zima 1941 r. 
Źródło: http://www.ahctv.com/battles-history/germans-surrendering-wwii-photos/
Do Moskwy przybywają kolejne pociągi. Ale nie wszystkie dodatkowe jednostki były wyborowe. Mongołowie na przykład stanowili swego rodzaju mięso armatnie. Mieli oczyszczać pola minowe i często szarżowali na Niemców bez jakiegokolwiek sensu, bo zaraz byli ścinani przez karabiny maszynowe. Ginęli też Niemcy, ale nie zawsze od kul. Pod koniec listopada temperatura spadła do -40°C. Niemcy nie mieli odzieży zimowej, Rosjanie - wręcz przeciwnie. Dodatkowo mundury w kolorze feldgrau były bardzo widoczne na tle śniegu. Rosjanie mogli godzinami leżeć bez ruchu w swoich podbitych kożuchem białych mundurach i luźnych butach wypełnionych słomą i gazetami. Nie dość, że nie marznęli, to jeszcze byli niewidoczni dla wroga. Dodatkowo byli wyposażeni w futrzane mitenki, a Niemcy ze swoimi wełnianymi rękawicami mieli problem z naciskaniem na spust, o ile broń w ogóle chciała strzelać, bo smary często po prostu zamarzały. Tak samo było z pojazdami. Oleje i paliwo zamarzało, a części się rozsypywały. Sprężyny powrotne w broni palnej kruszyły się jak kostki lodu. Niemcom wyczerpywały się zasoby osobowe i materiałowe. 

Zima zbiera swoje żniwa. Nieprzygotowani do tak ostrych warunków żołnierze Wehrmachtu padają przemarznięcia, listopad 1941 r. 
Źródło: http://ww2today.com/27th-november-1941-the-russian-winter-arrives-on-the-eastern-front
27 listopada 1941 r. Jednostki 3. Armii Pancernej dowodzonej przez pułkownika von Manteuffla zdobyły most Jachroma na kanale między rzekami Moskwą i Wołgą. Znajdowali się tylko 70 km od stolicy ZSRR. Przejęli też główną elektrownię miasta. Było to ważne strategicznie zwycięstwo. W tym samym dniu major Reichman z 2. Batalionu 304. Dywizji Piechoty dociera do miasta Gorki, położonego 20 km od Moskwy. 3 dni później jednostki z 2. Dywizji Pancernej znajdują się już 8 km od miasta, zdobywając Chimki. Najbliżej był jednak uzbrojony patrol z 38. Batalionu Pionierów 2. Dywizji Pancernej. Zajął on dworzec autobusowy moskiewskiej linii w Łobni, zaledwie 17 km od Kremla. I znów pogoda zaskoczyła Niemców, a dla Rosjan - okazała się zbawienna. Zaczął padać gęsty śnieg. Wszędzie pojawiały się ogromne śnieżne zaspy, a niemieccy żołnierze znów zamarzali. Nie mogli się ruszać, a co dopiero walczyć. Temperatura spadła do -52°C! Broń i pojazdy odmówiły współpracy. Zapowiadały się najgorsze dni od czasu przekroczenia granic ZSRR 22 czerwca. 

Rosyjskie czołgi średnie T-34 jadą ulicami Moskwy na front żeby bronić stolicy przez niemieckim natarciem, listopad 1941 r.
Źródło: https://warfarehistorynetwork.com/daily/wwii/panzers-at-the-gates-of-moscow/
Niemcy nie mieli wyboru. Musieli znów zaatakować Tułę, gdzie pozostawione puste domy dawały jakiś cień szansy na przeżycie. Najważniejsze było zdobycie miejscowej huty stali, gdzie były zapasy węgla i paliwa mogące pomóc przeżyć 2. Dywizji Pancernej w tych mrozach. Ale przecież pojazdy nie były w stanie jechać. Została tylko piechota z odmrożeniami. Wbrew jakimkolwiek zasadom logiki OKH zdecydowało, że piechota zaatakuje bez wsparcia oddziałów zmotoryzowanych. Za czasów Napoleona to była norma, ale to nie był 1799 rok. 
Plan był taki: 31. Dywizja Piechoty ma się przebić przez wysunięte okopy Tuły, następnie połączyć się z nadal unieruchomioną 4. Dywizją Pancerną i tym sposobem, zamknąć pierścień wokół miasta. Na papierze plan wydawał się całkiem sensowny o ile kreśliło się go w ciepłych kwaterach. Ale co z tego skoro rozkaz natarcia dotarł o 2 dni za późno. Teraz był niewykonalny, bo od 48 godzin szalała śnieżna zadyma. Kto normalny będzie atakował przy 4,5 metrowych zaspach i powłoce śnieżnej sięgającej brzucha? Niemcy. 5 grudnia 3. Batalion 82. Pułku 31. Dywizji Piechoty rusza drogą pokrytą głębokim śniegiem w celu zajęcia pozycji. Marsz w takim mrozie był jak wyrok śmierci. Celem żołnierzy niemieckich było miasteczko Nowaja Żizń. Na ich szczęście zdobyli kilka ciężarówek z ciepłym zimowym rosyjskim sprzętem, ale odsetek odmrożeń stale się powiększał. Codziennie lekarze sztabowi musieli odcinać kończyny czy palce, które już nie nadawały się do niczego. Niemców zabijała gangrena, nie pociski z rosyjskich karabinów. Niemcy czasami atakowali wsie tylko po to żeby się gdzieś schronić przez chwilę, więc to doskonale pokazuje jak ciężko musiało być na froncie. 

Jak widać na poniższym zdjęciu żołnierze niemieccy cierpieli na brak odzieży zimowej. Zmarznięci czekają na dalsze rozkazy, listopad 1941 r.  
Źródło: https://warfarehistorynetwork.com/daily/wwii/panzers-at-the-gates-of-moscow/
Temperatura nie podnosiła się. Żołnierze Wehrmachtu w większości nosili tylko przydziałowe płaszcze, nauszniki z jutowych worków owiniętych wokół głowy, a na nie były nałożone stalowe hełmy. Na brodach wisiały pokaźne sople lodu. Po drugiej stronie, Armia Czerwona miała bardzo ciepłe mundury, futrzane rękawice i płaszcze podbite baranim futrem. Niemieccy żołnierze nie mogli rozpalić ogniska, bo staliby się zbyt widocznym celem. Broń nie działała. Do walki przystępowano z bagnetami, niczym podczas I wojny światowej. Szpitale polowe nie były w stanie pomóc tak dużej ilości osób. Konie dawno pozdychały, albo zabito je dla mięsa, a pojazdy nie działały już od dłuższego czasu. Żołnierzy opuściła wola życia. Wielu rannych po prostu zamykało oczy i zasypiało, czekając na śmierć. Niemieckie dywizje przestawały mieć jakąkolwiek wartość bojową, ale i Rosjanom odechciewało się walczyć. W końcu dowódca 31. Dywizji Piechoty, generał-major Berthold zarządza odwrót 17. i 82. Pułku Piechoty, gdyż groziło im odcięcie spowodowane kontrnatarciem Armii Czerwonej, które formowało się wzdłuż moskiewskiego frontu. Nie mieli wsparcia artylerii ani Luftwaffe, musieli sami sobie utorować drogę i tak też zrobili. 
Jednakże całe to ich poświęcenie nic nie dało. Po dotarciu ostatniej jednostki na nowe pozycje defensywne okazało się, że to co dzień wcześniej było dywizją, teraz skurczyło się do rangi batalionu. Z 17. i 82. Pułku Piechoty zdolnych do walki było: 1 młodszy oficer, trzech podoficerów i 14 szeregowych! Nie mieli amunicji, żywności i zimowej odzieży. 

Codzienny widok żołnierzy niemieckich, którzy wyruszyli na wojnę w odzieży letniej, zima 1941 r.  
Źródło: https://pl.pinterest.com/pin/525021269032797994/?lp=true
6 grudnia 1941 r.  Rosyjskie dywizje w liczbie 1 000 000 żołnierzy uderzają na pozycje niemieckie. Wspierają ich setki pomalowanych na biało czołgów T-34. Niemieckie linie zostają przełamane. Nieuchronnie prowadzi to do odcięcia całych armii. Zaśnieżone pola wokół Moskwy były zryte gąsienicami czołgów, a śnieg sczerniał od uderzeń pocisków. Rosjanie triumfują i wyrzucają Niemców spod Moskwy. "Ofensywa pod Moskwą nie powiodła się" miał zameldować Guderian. 25 grudnia Adolf Hitler zwalnia go obarczając winą za nieudaną kampanię swoich dowódców. Na początku wojny, kiedy niemieccy generałowie forsowali swoje własne strategie, Niemcy wygrywali właściwie każdą bitwę. Gdy dowodzenie nad armią przejął Hitler, to żołnierze bezsensownie ginęli.

Linia frontu 6 grudnia 1941 r.  
Źródło: https://warfarehistorynetwork.com/daily/wwii/panzers-at-the-gates-of-moscow/
Operacja moskiewska dowiodła, że Hitler nie nadaje się na głównodowodzącego, a to miał być tylko początek. Nie można jednak zapominać, że ogromna liczba żołnierzy niemieckich zginęła przez surowe warunki atmosferyczne, które dodatkowo niszczyły sprzęt i zatrzymywały dostawy paliwa, amunicji i innego wyposażenia. Szacuje się, że więcej żołnierzy niemieckich zginęło od mrozu niż od rosyjskich kul. Wartym uwagi jest też fakt, że przez decyzję Hitlera dotyczącą jeńców, żołnierze Armii Czerwonej fanatycznie walczyli o swoje życie, bo wiedzieli co ich czeka po pojmaniu. Niekiedy posuwali się do samobójczych misji żeby zginąć od kul, a nie od wygłodzenia. O wiele lepiej przygotowani też byli do zimy. Dla syberyjskich dywizji warunki pod Moskwą nie odbiegały od tego z czym mieli do czynienia na co dzień. To wszystko nie zmienia faktu, że jakieś sześć tygodniu dobrej pogody mogłoby bardzo poważnie wpłynąć na przebieg i rezultat największej inwazji w dziejach. Tak jak za czasów Napoleona, nie dopuścił do tego największy sprzymierzeniec Armii Czerwonej - "Generał Zima".

1 komentarz: