23 lutego 2019

Czy Waffen-SS była formacją elitarną?

Waffen-SS jako formacja od początku swojego istnienia budzi mieszane uczucia. Fascynacja tym ugrupowaniem miesza się z licznymi zbrodniami wojennymi jakich dopuścili się jej żołnierze również na cywilach. Do dziś jednak są to siły zbrojne, które obok Wehrmachtu i Wojska Polskiego z lat 1939-1945, są najchętniej rekonstruowane w naszym kraju, a liczne pamiątki po żołnierzach zbrojnego ramienia SS osiągają bardzo wysokie ceny na aukcjach. Czym to jest spowodowane? 

Jednej odpowiedzi na to pytanie nie ma. W szeregu elitarnych ugrupowań wojskowych różnych okresów Waffen-SS z pewnością zajmuje wysokie miejsce. Znani ze swojego fanatyzmu żołnierze SS lekceważyli niebezpieczeństwa oraz z bezwzględnością i pogardą traktowali nie tylko przeciwników, cywilów z terenów okupowanych czy więźniów obozów koncentracyjnych, ale i współtowarzyszy broni z Wehrmachtu. Tak mniej więcej wygląda do dziś obraz tej formacji i to wcale nie jest jakiś nowy, powojenny wymysł, bo już po zimie przełomu 1941/1942 zaczął on się kształtować. I ten obraz zaczął żyć własnym życiem i rozwijać się w całej Europie. Nawet dzisiaj wystarczy wpisać w jakiejkolwiek księgarni internetowej hasło "SS" by móc wybierać z kilkudziesięciu pozycji co ciekawsze, a nowe dochodzą co jakiś czas, nie mówiąc o czasopismach. Wydawać by się mogło, że przez tyle lat temat ten już wyczerpano, jednak do dziś fascynuje on wielu badaczy, którzy odkrywają nowe fakty, a niektóre z jej tajemnic pewnie nigdy nie wyjdą na światło dzienne. 
Przechodząc do sedna - jak ten elitaryzm i fanatyzm wyglądał na prawdę? Czy licząca w swoim szczycie 950 000 żołnierzy formacja Waffen-SS faktycznie tak dobrze wypadła na różnych frontach? 

Ambitne początki
Zacznijmy od podstaw - jak można definiować elitaryzm w odniesieniu do działań wojennych? Myślę, że możemy go określić jako zdolność jakiegoś ugrupowania bojowego do wypełnienia określonych zadań szybko i z jak najmniejszymi stratami, a najlepiej bez nich. 
Pojęcie elitaryzmu stanowiło nieodłączną część ideologii SS i od początku jej działalności miała to być najważniejsza formacja, która z czasem wyrzuciła z tej roli SA (Sturmabteilung - Oddziały Szturmowe NSDAP). Te ambicje, konsekwentnie realizowane przez szefa SS - Reichsführera-SS Heinricha Himmlera, który ma marginesie mocno odbiegał od wizji wysokiego blondyna o niebieskich oczach,  opierały się na przekonaniu, że SS będzie ucieleśnieniem wyższości rasowej. Jej gwarancją miała być ścisła selekcja kandydatów wstępujących do tej formacji według kryteriów medycznych, wyglądu fizycznego i historii krwi (przodkowie itd.), ale również ważne były zasady życiowe jakimi mieli kierować się kandydaci oraz ich żony - obecne lub przyszłe, o byłych nic nie wspominano. Ważnym czynnikiem elitarności było również głoszenie, że SS jest wizytówką ideologii narodowosocjalistycznej i będzie służyć Adolfowi Hitlerowi zawsze i wszędzie, powierzając mu życie. Jakby wiedzieli w jaki sposób Adolf będzie dowodził żołnierzami Waffen-SS za kilka lat, mając gdzieś ich życie, to oni pewnie tak chętnie i licznie do SS by się nie pchali. SS miała stać się również egzekutorem narzędzia czystek ludności, jak się później okazało, poprzez mordy i egzekucje ludności cywilnej. 
W latach 30. Waffen-SS będące jak na razie bojowymi oddziałami NSDAP o nazwie SS-Verfügungstruppe (SS-VT) miało coraz większe aspiracje o charakterze wojskowym, które jak dotąd były zarezerwowane tylko dla armii. Miało osiągnąć w ich obszarze wszystko co najlepsze i przekształciła swoich członków w żołnierzy, ale żołnierzy politycznych, napędzanych ideologią narodowego socjalizmu. 

Wyszkolenie
Do walki w terenie nie potrzeba być profesorem w dziedzinie wojskowości i pozostawia ona stosunkowo niewiele miejsca na odwagę w przeciwieństwie do tego co widzimy w filmach czy grach wojennych. Rzeczywista wartość bojowa danego oddziału opiera się przede wszystkim na ich wyszkoleniu i sprzęcie jaki posiada oraz na umiejętnościach taktyczno-dowódczych poszczególnych żołnierzy różnego stopnia. Ważnym czynnikiem jest też współpraca z innymi rodzajami wojsk oraz umiejętność przeżycia w trudnych warunkach - często bez wody i jedzenia. 
Jak zatem wyglądała wartość bojowa Waffen-SS? Różnie. Zależy na jaki okres wojny się popatrzy. Na samym jej początku - niewielka. Ówczesne jeszcze SS-Verfügungstruppe (SS-VT) było zlepkiem różnych ugrupowań paramilitarnych tworzonych od 1933 r. W przededniu wojny liczyło około 25 000 żołnierzy czynnych. Jako nowa siła militarna, trzeba było wszystko tworzyć od zera. No i tu im wyszło średnio. Pierwsze roczniki oficerów SS (1 138 oficerów ze Szkoły Oficerskiej SS-Junkerschule w Bad Tölz) były szkolone przez byłych podoficerów Reichswehry, którzy nie mieli za dużych kompetencji, środków i czasu na dobre przygotowanie kadry dowódczej. Trzeba podkreślić, że szkolenie dowódców w Waffen-SS trwało od 10 do 16 miesięcy, a w Heer - 24 miesiące. Różnica jest więc spora. Dodatkowo wśród kandydatów do SS było wielu, którzy niekoniecznie nadawali się do armii, a SS dawała szansę na awans społeczny. Wśród pierwszego rocznika w szkołach SS była prawie połowa żołnierzy, których Wehrmacht uznał za niezdolnych do osiągnięcia stopnia oficerskiego! Zwykli oficerowie SS także nie dawali dobrego przykładu ich młodszym kolegom, kiedy np. byli opieprzani przez inspektora oddziałów SS za nieobecność na zadaniach taktycznych.
W końcu trzeba było prosić kogoś ogarniętego w temacie wojskowości i Himmler zaproponował wyszkolenie SS-Verfügungstruppe Paulowi Hauserowi - byłemu generałowi Reichswehry, który był członkiem SA. W listopadzie 1934 r. jako SS-Standartenführer zostaje kierownikiem Szkoły Dowódców SS w Brunszwiku. Powierzone zadanie wykonał tak dobrze, że jego system szkoleniowy zostaje zdrożonych do innych szkół SS, a nawet Wehrmacht wdrążył jego plan do swoich szkół podoficerskich i wojskowych w całej Rzeszy. Ale co z tego jak centralizacja programu szkoleń nastąpiła dopiero w 1937 r. Doprowadziło to do wielu rozbieżności w jakości dowódców w poszczególnych jednostkach SS.

Czas próby 
"A więc wojna!" Pomimo niezbyt wysokiej zdolności bojowej, to pierwsze kampanie w Polsce i Francji pozwoliły jednostkom SS odegrać jakąś rolę. Ale czy było to spowodowane ich wyszkoleniem i elitaryzmem? Nein. W pierwszych miesiącach II wojny światowej to raczej większa liczebność i nowa strategia prowadzenia działań wojennych przez Niemców pozwoliły SS grać rolę elitarnych wojowników. Punktowe odwroty nie zmniejszyły bynajmniej woli oddziałów SS-Verfügungstruppe, aby stać się częścią elity. Zwłaszcza represje na jeńcach wojennych i cywilach pozwalały im jakoś przykrywać porażki i straty. Dla przykładu w maju 1940 r. we Francuskim Wormhout oddziały już Waffen-SS dokonały egzekucji wielu brytyjskich jeńców wojennych pojmanych po ataku, w którym żołnierze SS z okrzykiem "Heil Hitler!" ruszyli bez wsparcia broni ciężkiej. Mimo że pierwsze dywizje SS jak: "Leibstandarte", "Das Reich" czy "Totenkopf" dały się poznać jako bardzo waleczne i podejmujące się nieraz najtrudniejszych zadań, to do elitarności było im jeszcze daleko.
Ten brak profesjonalizmu dał się poznać podczas operacji "Barbarossa". Pięć miesięcy po jej rozpoczęciu liczba poległych żołnierzy Waffen-SS zabitych na froncie wschodnim wynosiła 10 403, było to 9% stanu liczbowego wszystkich wysłanych tam dywizji. No i był to współczynnik dwa razy większy niż w Heer (ale trzeba tutaj dodać, że Heer dysponowały większymi ilościami jednostek pomocniczych i jednostek wsparcia). Takie straty spowodowały, że dowódcy na chwilę odłożyli plany "wielkiej elitarnej armii" na rzecz poszukiwania przyczyn i rozwiązań problemów. No więc trzeba było przede wszystkim zacząć od podstaw, i nie chodzi tu o krzyczenie na żołnierzy, tylko o zmianę procesu szkolenia nowych rekrutów tak, żeby było jak najbardziej zbliżone do warunków frontowych. Były dowódca formacji strażników obozów koncentracyjnych, którzy teraz tworzyli dywizję Totenkopf - Theodor Eicke - kładzie w ten sposób podwaliny do systemu szkolenia wszystkich jednostek SS, zaczynając od końca 1941 r. Paradoksalnie żołnierze Waffen-SS sporo nauczyli się od Armii Czerwonej, o czym świadczą lekcje doświadczonych w walkach w ZSRR dowódców dywizji Das Reich w 1942 r. Żołnierze Waffen-SS mieli braki w takich dziedzinach jak: walka w lesie, nocą, techniki szybkiego kamuflowania i oszańcowywania, utrzymywanie ścisłej dyscypliny ognia. Wybiegnięcie z rowu całą drużyną z okrzykiem "Za Führera i Vaterland!" może i było spektakularne, ale co by nie mówić - idiotyczne.
Stopniowe zmechanizowanie oddziałów SS i zwiększanie ich siły ognia miały być drugim wyjściem na ograniczenie strat. Trzeba było trochę pokombinować, bo czołgów za darmo nie dadzą. Omijając wyższe szczeble hierarchii i działając czasami bez wiedzy z zgody Himmlera, dowódcy jednostek SS świetnie wykorzystywali swoje wpływy i "elitarny obraz" swoich formacji żeby przekształcać odziały Waffen-SS w dywizje pancerne.
Przekształcenie jednostek SS w dywizje pancerne z pewnością dało im większą siłę rażenia, ale też pociągnęło za sobą inne problemy, np. taktyczne. Walka dużą liczbą czołgów generowała spore straty, których można było uniknąć w innych okolicznościach. W czasie pierwszej walki wojsk pancernych SS pod Charkowem w lutym 1943 r. żołnierze z 2. Dywizji Grenadierów Pancernych SS "Das Reich" zniszczyli prawie 30 swoich czołgów żeby te nie dostały się w ręce wroga. Jeszcze gorzej było w listopadzie 1943 r. Jeden z dowódców został skierowany do dowodzenia pułkiem pancernym 1. Dywizji Pancernej SS "Leibstandarte SS Adolf Hitler". Wynik był katastrofą: potencjał tej jednostki spadł o 1/4 pojazdów pancernych i musiał on nawet wstrzymać planowany, frontalny atak, który prawie zakończył się klęską. No właśnie. Waffen-SS miało jakieś dziwne upodobanie do ataków frontalnych zamiast bardziej złożonych, np. skupienie sił nieprzyjaciela i atak na jego skrzydła nocą.

Wnioski po zmianach
Mimo tego wszystkiego powyżej, to wiosną 1943 r. to właśnie dywizje SS przedstawiały największą wartość militarną, szczególnie podczas bitwy na łuku kurskim (o czym pisałem w artykule dotyczącym bitwy pod Prochorowką). Trzy najlepsze dywizje SS: Leibstandarte, Das Reich i Totenkopf wykazywały już bardzo wysoką jakość i wartość w boju i Armia Czerwona musiała się z nimi poważnie liczyć. Były one wyposażone w najlepszy sprzęt, a w myśl zasady "najlepiej uczy się na własnych błędach" nie raz wychodziły z beznadziejnych sytuacji z głową. Kadry personalne SS były już wyszkolone o wiele lepiej niż jeszcze w 1940 r. Polityka SS zachęcała do awansowania młodych oficerów, których główną zaletą miała być śmiałość w boju. Z tego powodu ci oficerowie w latach 1944-1945 stanęli na czele pułków i dywizji pancernych SS. Nawet Wehrmacht przestał z nich szydzić, a 1. Dywizja Pancerna SS "Leibstandarte SS Adolf Hitler" przestała być nazywana "asfaltowymi żołnierzami" od tego, że w początkach swojej działalności formacja była osobistą gwardią Adolfa Hitlera i więcej czasu spędzała na placu ćwicząc musztrę niż na treningu bojowym. "Das Reich" - najstarsza z dywizji, choć z numerem 2, bo Leibstandarte musiała być przecież pierwsza, stała się "strażą pożarną Hitlera" i musiała "gasić" często beznadziejne sytuacje na froncie. 3. Dywizja Pancerna SS "Totenkopf" uważana jest za tą najbardziej fanatyczną. Składała się ze strażników obozowych, którzy byli znani ze swojego okrucieństwa, które pokazali nie raz na froncie dokonując licznych zbrodni wojennych. Odpowiedzią Wehrmachtu na najbardziej elitarne dywizje SS była Dywizja Grenadierów Pancernych "Grossdeutschland", która była najlepiej wyposażoną formacją Heer. Często mylnie uważa się, że należała ona do SS, potwierdzając poniekąd fakt o przeświadczeniu elitarności tej formacji. Żołnierze należący do SS mieli też jedną przewagę nad tymi z Heer. Jako że w większości pochodzili z terenów wiejskich, to bardziej byli przyzwyczajeni do trudnych warunków na froncie. "Miastowa" Heer radziła sobie z tym znacznie gorzej.
Przez pewien czas udawało się utrzymywać poziom jednostek SS, ale coraz mniej było kandydatów do służby. Z założeń miała być to formacja elitarna, gdzie służyć mieli sami Niemcy, ale jak pokazał czas i wydarzenia, zaczęto przyjmować do SS każdego i tworzono nawet całe "zagraniczne" dywizje. Nie było kim zastępować strat, a liczba dywizji rosła. Przez włączanie do SS kogo popadnie, wartość bojowa jednostek zaczęła spadać.

Czy aby na pewno elita? 
Po wojnie obrońcy Waffen-SS przedstawiali te formację jako prototyp nowoczesnej armii, którą każdy by chciał mieć do dyspozycji. SS jednak miała spore problemy z werbunkiem ochotników z neutralnych bądź podbitych krajów. 5. Dywizja Pancerna SS "Wiking", która miała być prototypem prawdziwej "germańskiej" jednostki bojowej miała tak na prawdę niewielu ochotników z zagranicy - jakieś 6% żołnierzy, co daje 1 142 obcokrajowców na 19 377 łącznie. Pomijając sporą liczbę Niemców etnicznych (Volksdeutsche), którzy urodzili się poza Rzeszą, 37 367 ochotników-obcokrajowców "germańskich" w szeregach SS 31 stycznia 1944 r. to nie była jakaś poważna liczba. Było to zaledwie 7,5% ówczesnego personelu SS. W ciągu ostatnich 15 miesięcy wojny trzeba było więc zrezygnować z uprzedzeń rasowych i zacząć wcielać kogo popadnie, choć należy podkreślić, że jednostki zagraniczne miały o wiele mniejszą rolę militarną i wartość bojową niż te "niemieckie". Do 1943 r. wykorzystywano je przede wszystkim do zwalczania partyzantów, a potem nagle wrzucono je w sam środek bitew, gdzie nie miały prawa sobie poradzić. To, że w 1945 r. kilkuset SS-manów z zagranicy (w tym z Francji) broniło do końca Berlina, nie powinno nikogo zmylić. Warto dodać też fakt, że 90% Krzyży Rycerskich Krzyża Żelaznego przyznano niemieckim członkom Waffen-SS, którzy służyli w dywizjach zmotoryzowanych i pancernych. I mimo że to kryterium nie powinno być jednoznacznym wyznacznikiem, to daje ono pewien obraz niezbyt dużej roli militarnej oddziałów złożonych z cudzoziemców.

Źródła problemu 
Reputacja o elitarności SS nie jest bynajmniej bezpodstawna. Podczas wielu kampanii i bitew jednostki Waffen-SS odznaczały się szczególnym uporem, odwagą i fanatyzmem. Można tu przytoczyć przykład z maja 1940 r. gdzie żołnierze z 3. Pułku Grenadierów Pancernych SS "Deutschland" z jeszcze 2. Dywizji Grenadierów Pancernych SS "Das Reich" woleli zginąć niż wycofać się przed atakiem Brytyjczyków. Różnica między Waffen-SS a innymi "elitami" wynika ze skutecznej manipulacji Himmlera. W przypadku powyższego przykładu natychmiast wysłał on raport dowódcy pułku do Hitlera, który był nim bardzo poruszony. A Adolf to lubił takie historie. Działania Himmlera walnie przyczyniły się do obecnego obrazu Waffen-SS. Chciał on żeby w oczach Hitlera SS uchodziła za wierną i silną formację, która byłaby konkurencją dla armii oraz chciał poszerzyć wpływy SS w polityce, żeby samemu uzyskać coraz większy udział w decyzyjności. Dlatego od początku SS kładło nacisk na rozwój militarny. W ten sposób od września 1939 r. do czerwca 1940 r. liczebność Waffen-SS wzrośnie z 0,6% do 2,4% ogółu armii lądowej III Rzeszy. Himmler bardzo chciał żeby Hitler postrzegał SS nie tylko jako elitę rasową i ideologiczną, ale także jako militarną. Po porażkach na froncie wschodnim Hitler widział coraz bardziej w Waffen-SS "nowy Wehrmacht" i otworzył drogę do jej rozwoju.
Aby lepiej zrozumieć ten elitarny obraz SS trzeba podkreślić, że w przeciwieństwie do Wehrmachtu (armii poborowej) do której mógł zostać powołany każdy zdolny do służby obywatel III Rzeszy, Waffen-SS była tylko zbrojnym ramieniem NSDAP, więc mogła przyjmować jedynie ochotników. Żeby przyciągnąć potencjalnych żołnierzy, trzeba było użyć argumentu estetyki i elitaryzmu. Pierwsze kampanie reklamowe dotyczące wstąpienia do SS nie przyjęły się z jakimś wielkim odzewem, a organizacja wywierała nacisk na swoich członków, aby włączyli się do jej  zbrojnego ramienia. Szef naboru SS w listopadzie 1940 r. mówił "nie będzie możliwe zagwarantowanie naboru w dłuższej perspektywie jeżeli nie staniemy się faktyczną strażą Führera". Problem jest, to teraz rozwiązanie. W 1941 r. wzywa on do współpracy utalentowanego grafika Ottomara Antona, którego afisze o starannej estetyce nadały Waffen-SS bardzo kuszący obraz, który faktycznie mógł wzbudzić zainteresowanie wśród młodych do których kampania naboru była celowana. Jeszcze w 1944 r. jego afisze pojawiały się w większości kampanii rekrutacyjnych SS nie tylko na terenie Rzeszy, ale i w krajach okupowanych.
Ale to był tylko jeden z wielu nośników propagandy. Na wiosnę 1940 r. Himmler świadomy znaczenia swojej organizacji uruchamia kampanię propagandową SS, której "dowodzenie" powierzył dyrektorowi tygodnika SS "Das Schwarze Korps" Gunterowi d'Alquenowi. Zostało to uzasadnione tym, że armia miała ponoć ograniczać dostęp do informacji dotyczących działania SS na froncie. Z resztą sam Hitler ten pomysł poparł. Tak oto w 1940 r., gdy nie wszystkie armie Wehrmachtu mogły przeprowadzać akcje propagandowe przez brak środków i możliwości, specjalnie wydzielona sekcja reporterów wojennych relacjonowała działania czterech pierwszych dywizji SS: Leibstandarte, Das Reich, Totenkopf i Polizei. Mnogość raportów zalewających prasę i inne media nie zmniejszały się do końca wojny i zasiały ziarno propagandy, którego plony zbiera się do dziś. W samym 1940 r. do niemieckiej prasy trafiły 282 reportaże napisane przed korespondentów wojennych SS, a jako że każdy z nich ukazywał się średnio z sześć razy, to daje w sumie 1 716 artykułów! A to był dopiero 1940 r. W 1942 r. było ich już 7 200. W dodatku w ciągu pierwszych trzech lat działania korespondentów opublikowano w prasie 11 000 zdjęć działań Waffen-SS na froncie. Podsumowaniem tego było to, że w 1941 r. i 1942 r., każde cotygodniowe wiadomości, które wyświetlano w kinie zawierały średnio od dwóch do trzech fragmentów poświęconych SS. Z czasem zjawisko to zaczęło się rozrastać. Pod koniec 1941 r. Minister Propagandy Rzeszy - Joseph Goebbels - zauważył, że o ile Waffen-SS stanowi mniej niż 5% ogółu jednostek bojowych, to aż 30-40% artykułów jest poświęconych właśnie nim. Martwił się, słusznie z resztą, że takie coś wpływa negatywnie na morale Wehrmachtu, który musiał "nieść ciężkie brzemię kampanii na Wschodzie". Uwagi Goebbelsa nie pojawiły się już w 1942 r. kiedy reżim wywindował Waffen-SS do rangi militarnego wzoru do naśladowania.
Również umundurowanie SS wzbudzało w ludziach zaciekawienie i dodawało elitaryzmu. Czarne mundury galowe Leibstandarte jeszcze przed wojną pojawiały się na licznych fotografiach zaraz obok osoby Hitlera, a nowatorskie bluzy i hełmy z kamuflażem wprowadzone wiosną 1940 r. na długo połączyły Waffen-SS z jednostkami szturmowymi. To wrażenie umocnił również sposób filmowania tej formacji. Podczas gdy Wehrmacht był filmowany jako niekończąca się piechota poruszająca się po rosyjskich bezdrożach, tak Waffen-SS kręcono z bliska ukazując ich walkę w płonących rosyjskich wsiach i miastach. Ukoronowaniem tego był innowacyjny system kurierów wprowadzony przez SS, dzięki którym można było szybciej niż Wehrmacht dostarczać mediom artykuły, zdjęcia i nagrania z frontu.

Pomogli Alianci 
W tej całej elitarności Waffen-SS nie można pominąć również roli, jaką w niej odegrali Alianci. Rozgłos wokół tej formacji był tak duży, że stał się głównym tematem mediów przeciwnika - przede wszystkim ich reputacja militarna, brutalność i fanatyzm. To połączyło się w fakt, że wojska alianckie pokonujące w jakiejś nawet najmniejszej potyczce wojska SS, czerpały z tego ogromną dumę. Natomiast francuscy partyzanci mieli jakąś dziwną skłonność do tego, by wszystkie wojska niemieckie uważać za Waffen-SS. Tymczasem, chociaż upór wojsk SS w lecie 1944 r. był jeszcze w miarę duży, to już wiele stracił na swojej wartości, ale Alianci tak się przyzwyczaili do ich obrazu, że do końca wojny wyglądał tak samo. To zjawisko zdradzało fascynację i kompleks niższości, szczególnie po walkach w Normandii. Wśród Aliantów można było czasami dostrzec wręcz rozczarowanie, gdy pojmani żołnierze z Waffen-SS nie wpasowywali się w znany im obraz, że mają przed sobą może i fanatyków, ale nie przedstawiających większej wartości bojowej. 9. Dywizja Pancerna SS "Hohenstaufen", której część żołnierzy była przemarznięta, wygłodzona i przemęczona, trafiając do obozu jenieckiego w Ardenach pokazała, że trudno było ich uznać za elitę. Badania przeprowadzone na jeńcach z SS z tej i innych dywizji pokazywały sprzeczność między tą rzekomą elitą a solidną formacją niemieckiej piechoty.
Na dwa miesiące przed zakończeniem wojny amerykański wywiad zaczął zmieniać swoje zdanie na temat Waffen-SS. Nastąpiło zakwestionowanie jej mitu. O ile SS potrafiło do pewnego stopnia wykorzystać selekcję fizyczną do napędzania propagandy, tak ich "waga militarna" była często zbyt przesadzona. Te wnioski pojawiły się jednak zbyt późno, bo mit zdążył już się bardzo mocno zakorzenić.

Wnioski
Patrząc z perspektywy czasu i wydarzeń nie można jednoznacznie powiedzieć, że Waffen-SS była elitą lub że nie wykazywała większej zdolności bojowej niż przeciętna dywizja Heer. W wielu bitwach i kampaniach to właśnie jednostki Waffen-SS przesądzały o ich wyniku, a w wielu traciły ogromne ilości ludzi i sprzętu. Były dobrze uzbrojone, z czasem również wyszkolone, a ich obraz w oczach i umysłach wrogów, dzięki zakrojonej na szeroką skalę propagandzie, na pewno nie raz im w tych zwycięstwach pomagał. Ochotniczy charakter formacji i sama przynależność do niej na pewno bardziej zacieśniały więzi pomiędzy żołnierzami Waffen-SS, więc niekiedy byli oni w stanie poświęcić więcej niż zwykli poborowi z armii. Ich fanatyzm często mieszał się z głupotą, generował niepotrzebne straty, ale również pomagał zwyciężać. Nie można go jednoznacznie ocenić.
Jeśli szukać elitarności w Waffen-SS, to można by było ją zawęzić tylko do kilku z 38 powstałych dywizji: 1. Dywizji Pancernej SS "Leibstandarte SS Adolf Hitler", 2. Dywizji Pancernej SS "Das Reich", 3. Dywizji Pancernej SS "Totenkopf" i 5. Dywizji Pancernej SS "Wiking" - te faktycznie można uznać za elitarne, co pokazały na obu frontach, ale czasem i ta elitarność się zmniejszała, gdy straty trzeba było zastępować mniej doświadczonymi i młodymi żołnierzami. Tuż za nimi można uplasować 9. Dywizję Pancerną SS "Hohenstaufen" czy 11. Ochotniczą Dywizję Grenadierów Pancernych SS "Nordland", które zaciekle walczyły w bitwach zarówno na froncie wschodnim jak i zachodnim.
Co z resztą? No tu pojawia się problem, szczególnie ze słynną 12. Dywizją Pancerną SS "Hitlerjugend". Była ona złożona gównie z dzieci, bo jak nazwać 16-18 latków, którzy w większości stanowili jej skład? W ciągu pierwszego miesiąca walk w Normandii w ramach I Korpusu Pancernego SS dywizja ta straciła 60% swojego składu początkowego, a w kotle pod Falais w starciu z polską 1. Dywizją Pancerną utraciła większość sprzętu i wyposażenia. Jednakże dzięki fanatyzmowi, który mimo wszystko jest przez historyków trochę wyolbrzymiony, świetnemu wyposażeniu i doświadczonej kadrze dowódczej, którą stanowili oficerowie z Leibstandarte i Wehrmachtu, dywizja ta była jedną z najsilniejszych dywizji niemieckich II wojny światowej. Nie dane jej było uczestniczyć w walce jako samodzielna jednostka Waffen-SS, ale Alianccy żołnierze nie raz byli zdziwieni zaangażowaniem w walkę jej żołnierzy, a niektórzy obawiali jej się bardziej niż jakąkolwiek innej dywizji SS.
W innych, mniej niemieckich dywizjach, poziom wyszkolenia, czy wartość bojowa była już mniejsza. Przyjmowanie ochotników spoza Rzeszy nie dodawało im bynajmniej elitarności. Nie wszyscy chcieli umierać za Führera i Vaterland. Pozostałe dywizje przede wszystkim walczyły z partyzantami (4. Dywizja Grenadierów Pancernych SS "Polizei", 7. Ochotnicza Dywizja Górska SS "Prinz Eugen", 8. Dywizja Kawalerii SS „Florian Geyer”, 10. Dywizja Pancerna SS "Frundsberg"). W późniejszych latach wojny żołnierzom tych dywizji często brakowało doświadczenia i sprzętu, jak np. złożonej z ochotników z Danii, Norwegii i Finlandii 11. Ochotniczej Dywizji Grenadierów Pancernych SS "Nordland", która ponosiła znaczne straty osobowe na froncie wschodnim.
Inne - mniej znane - są takie nie bez przyczyny, nie przedstawiały zbyt dużej wartości w boju, a pójście na ilość, a nie na jakość w końcu SS zgubiło.
Więc jak jednym zdaniem podsumować tytułowe pytanie? Była, ale w zależności o jakiej dywizji Waffen-SS i o jakim okresie wojny mówimy.
   

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza